Dom…ciało ..zdrowie

Jest to wycięty kawałek z filmu ‘ Esoteric Agenda’ , który przedstawia nam szkodliwość aspartamu i fluoru w produktach spożywczych. Fluor jest jednym z głównych składników leków psychotropowych. Wzmacnia ich działanie. Gdy do popularnego leku uspokajającego Valium dodano fluor, powstał środek o silniejszym działaniu, Rohypnol. Inny, niezwykle silny środek uspokajający z fluorem, Stelazinum, jest używany w domach opieki społecznej i w szpitalach psychia­trycznych na całym świecie. Międzynarodowy Uniwersytet na Florydzie opublikował raport, w którym stwierdzono, że roztwór fluorku potasu o stężeniu 0,45 ppm wystarczy, by znacznie spowolnić nasze reakcje sensoryczne i umysłowe.

Wszyscy wiemy, do czego używa się fluoru – od lat 50. XX wieku jest cudownym składnikiem past do zębów, dzięki któremu możemy rzadziej chodzić do dentysty. Fluor dodaje się też do wody w kranach, by chronił zęby. Taka jest wersja oficjalna. A jak jest naprawdę?

Po pierwsza – fluor w pastach do zębów chroni zęby u ludzi jedynie do 20. roku życia. l to jedynie wtedy, gdy się go nie przedawku­je. Faktycznie – potrafi wzmocnić szkliwo zę­bów, ale zażywany w zbyt wielkich dawkach może jednocześnie spowodować wiele cho­rób somatycznych i psychicznych. Słynne akcje fluoryzowania zębów uczniów szkół podstawowych zaowocowały w Wielkiej Brytanii serią procesów sądowych. Okazało się, że u wielu dzieci doszło do przebarwień szkliwa, zęby stały się łamliwe i chropowate. W1996 ro­ku 10-letni Kevin otrzymał 1000 funtów odszko­dowania od koncernu Colgate Palmolive. zna­nego producenta pasty do zębów. U chłopca stwierdzono fluorozę, czyli zatrucie fluorem.

A czy fluor naprawdę w znacznym stopniu chroni zęby dzieci przed próchnicą? Eksperty­za przeprowadzona na zlecenie Amerykańskie­go Instytutu Badań Stomatologicznych wyka­zała, że właściwie nie ma różnicy między liczbą ubytków w zębach dzieci mieszkających na te­renach objętych fluoryzacją i na nieobjętych.

Gorszy od ołowiu


Niewielu ludzi wie, że fluor tak naprawdę jest trucizną. Często też jest głównym składnikiem leków psychotropowych, a także… trutek na insekty. Opublikowane niedawno badania wykazały, że fluor dodawany do wody może spowodować poważne zaburzenia genetyczne, odwapnienie kości, raka. Jest gorszy od ołowiu! A w Polsce, innych krajach byłego bloku komunistycznego oraz m.in. w Wielkiej Brytanii wodę się od lat fluoryzuje. Wiele krajów demokratycznych nie wprowa­dziło jednak tego zwyczaju. Dlaczego?

Otóż nikt nigdy nie przeprowadził szczegółowych badań nad skutkami długotrwałego zażywania fluoru.

Owszem, mówi się oficjalnie, że fluor jest bezpieczny, o ile nie przekracza się pewnej ustalonej dawki. Ale jeśli ludzie piją dużo wo­dy z kranu (nawet przegotowanej), często my­ją zęby pastą z fluorem (a niezwykle trudno jest kupić inną), to jak mogą być pewni, że wielokrotnie nie przekraczają takiej dawki? Podobnie jest z aspartamem, słynnym słodzi­kiem bez kalorii. Jest bezpieczny, gdy spoży­wamy go w niewielkich ilościach. Tyle tylko, że tak wiele różnych artykułów spożywczych go zawiera: soki, wody gazowane, witaminy, cu­kierki itp. Można się nim nafaszerować po dziurki w nosie, a producenci rozłożą ręce i powiedzą: przecież zawartość aspartamu w naszym produkcie jest dopuszczalna i bez­pieczna!

Rodzi się pytanie: skoro tak wielu uznanych naukowców od dziesięcioleci próbuje zainte­resować władze szkodliwością fluoru, to dla­czego nikt nic nie robi? Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, zazwyczaj chodzi o pieniądze, i być może władzę nad ludźmi.

Totalitarna kontrola umysłów

Od początku XX wieku wiedziano, że podawanie ludziom niewielkich dawek fluoru sprawia, że są bardziej ulegli i podatni na manipulacje. Gdy więc podczas II wojny światowej hitlerowcy szukali sposobu, by otumanić więźniów obozów koncentracyjnych, zaczęli podawać im duże dawki fluoru w wodzie pitnej. Produkcję fluoru zlecili koncernowi I.G.Farben z Frankfurtu.

Po zakończeniu wojny do Niemiec przyle­ciał wysłannik rządu USA, Charles Eiliot Perkins, chemik, który miał przyjrzeć się hitlerowskim metodom kontroli umysłów. Odnalazł on dokumenty stwierdzające, że zanim wybuchła wojna niemiecko-radziecka w 1941 roku, oba totalitarne reżimy wymieniały się informacjami na temat sposobu panowania nad masami. “Bolszewicy uznali dodawanie leków do wody jako idealny sposób na skomunizowanie świa­ta” – napisał w raporcie. Fluor, nadawał się do tego celu znakomicie – nie dość, że wywoływał w umysłach pożądane reakcje, to jeszcze można było uzasadnić jego użycie tym, że chroni zęby. Z trucizny zrobiono lekarstwo.

Ale to sami Amerykanie rozpropagowali cudowne właściwości fluoru. Fabryki koncer­nu I.G.Farben jako jedyne nie były bombardowane przez aliantów – pewnie dlatego, że wielu amerykańskich biznesmenów ulokowa­ło tam duże pieniądze, m.in. rodzina Mellonów. Po wojnie Mellonowie założyli Amery­kańskie Przedsiębiorstwo Aluminiowe (ALCOA) – a fluor jest toksycznym odpadem przy produkcji aluminium. Coś z nim trzeba było zrobić. ALCOA oraz inne zakłady produ­kujące fluor sfinansowały badania, z których wynikało, że małe ilości fluoru nie są szkodli­we dla zdrowia. W raporcie całkowicie pomi­nięto szkodliwe skutki oddziaływania tej substancji na organizm i mózg ludzki. Natomiast podkreślono zbawienny wpływ na zęby.

W latach 40. XX wieku w kilku miastach USA rozpoczęto fluoryzację wody, a kilka firm za­częło dodawać tę substancję do past do zę­bów, i lawina się potoczyła…

ASPARTAM

Aspartam jest stosowany na wielką skalę, w produktach spożywczych, jako syntetyczna substancja słodząca. Wszystkie 3 składowe aspartamu są neurotoksynami, powodującymi bardzo wiele chorób i dolegliwości, jak choćby:

 Aspartam (inaczej Nutrasweet/Canderel/Equal) często ukrywa się pod kodem E – 951. Składa się z dwóch aminokwasów: fenyloalaniny, kwasu asparaginowego oraz w 10% z metanolu. Jest w smaku prawie 200 krotnie słodszy od cukru, przy praktycznie zerowej kaloryczności, stąd tak chętnie stosuje się go w produktach dietetycznych typu light.

Bardzo często występuje razem z słodzikiem acesulfamem, w efekcie, czego w smaku, nie są one odróżniane od zwykłego cukru. Wszystkie 3 składowe aspartamu są neurotoksynami, powodującymi bardzo wiele chorób i dolegliwości, jak choćby: bóle i zawroty głowy, depresje, zmęczenie, bezsenność, rozdrażnienie, niepokój, problemy ze słuchem i wzrokiem, utrata smaku, nudności, problemy z pamięcią, bóle stawów. Inne zaburzenia neurologiczne, wywołatę tą substancją to: guzy i udary mózgu, stwardnienie rozsiane, choroba Parkinsona i Alzhaimera, chłoniaki, opóźnienie umysłowe, drętwienie i skurcze mięśni oraz problemy z sercem, z oddychaniem, niewyraźną mowę, epilepsję, fenyloketonurię.

Z powyższych dolegliwości i chorób można wywnioskować, że aspartam uszkadza praktycznie wszystkie organy i narządy w naszym ciele, jest bardzo toksyczny, uszkadza strukturę DNA, niszczy komórki mózgowe i nerwowe, w sumie udokumentowanych symptomów jest ok. 90. Powoduje także problemy z trzustką, przyczyniając się do powstawania cukrzycy i przybierania na wadze i wiele, wiele innych. A wszystko to zaczęło się mniej więcej w roku 1981, kiedy to aspartam został dopuszczony do użytku w produktach spożywczych, przez FDA (w USA) oraz jej odpowiedniki w innych krajach, dzięki kontaktom i łapówką, całkowicie celowo. Badania naukowe pokazują, że to właśnie od roku, w którym aspartam został dopuszczony do użytku, wzrosła liczba osób chorych na nowotwory mózgu i inne choroby. Wszystkie podane efekty uboczne stosowania aspartamu, są potwierdzone licznymi badaniami, przeprowadzanymi przez wielu lekarzy i specjalistów w swojej branży.

Szkodliwe działanie aspartamu nie jest odczuwalne od razu, tylko w miarę kumulacji tego środka w organizmie, można doświadczyć powyższych skutków jego zażywania, a istnieje ich znacznie więcej, wystarczy sprawdzić w internecie. U różnych osób mogą wystąpić różne objawy, u kogoś wcześniej u kogoś innego znacznie później. Prędzej czy później stanie się coś złego, więc jeżeli uważasz, że to brednie, że nie ma dowodów i że u Ciebie się nic złego nie dzieje, to albo jesteś trochę bardziej odporny, co tylko opóźni zły wpływ aspartamu, albo już tak bardzo uszkodził Twój mózg, że nie dopuszczasz do siebie takich myśli, nie myśląc logicznie.

Na uwagę zasługuje fakt, że ok. 80% skarg napływających do agencji żywności i leków (FDA), jest związana z produktami zawierającymi aspartam, a jest ich naprawdę sporo, począwszy od produktów light z obniżoną ilością cukru, poprzez wiele słodyczy, gum do żucia, wypieków ciastkarskich, konserw, sosów do kanapek, wód smakowych, kończąc na produktach mlecznych i witaminach aptecznych, które i tak są produktami syntetycznymi, więc nie warto po nie sięgać.

Nasz rynek podobnie jak rynek na dalekim zachodzie staje się powoli nasycony tą trucizną, a agencje, które się zajmują takimi dodatkami do żywności (w Polsce PZH), mimo napływających do nich sygnałów odnośnie szkodliwości tego środka, nic z tym nie robią. Jest to celowe i jak się okazuje bardzo skuteczne działanie mające na celu zatruwanie nieświadomego zagrożenia społeczeństwa. W Internecie jest bardzo wiele informacji na ten temat, wystarczy poszukać, zamiast leniwie spędzać każdą wolną chwilę przed telewizorem, który już od dawna nie ma obiektywnego podejścia do ważnych spraw dziejących się na świecie.

Także pamiętaj, czytaj etykiety i jeżeli w składzie występuje aspartam lub jest napisane, że jest źródłem fenyloalaniny (taki chwyt), to oznacza, że zawiera aspartam. Nie wierz reklamom, kupuj świadomie!

http://wolnaludzkosc.pl/pl/wolnaludzkosc-wstep/wolnaludzkosc-medycyna-smierci/item/5709-fluor-aspartam-wspania%C5%82a-trucizna-dla-ca%C5%82ej-rodziny

Reklamy

40 odpowiedzi na „Dom…ciało ..zdrowie

  1. zuzka pisze:

    Traktat Lizboński i Unia Europejska (IV Rzesza) – konsekwencje.

    Przez większość stulecia wmawiano nam, że II wojna światowa (1939-1945) została wywołana przez Adolfa Hitlera i jego nazistów. Jednakże fakty dowodzą, że była ona wywołana przez potężny kartel chemiczno naftowy i farmaceutyczny dla objęcia kontrolą miliardowych rynków dla towarów, które można było opatentować. Także I wojna światowa (1914-1918) była próbą podbicia świata przez korporacyjne interesy. Wspierały ją trzy koncerny niemieckie: Bayer, BASF i Hoechst. Te firmy kontrolowały ponad tysiąc patentów na świecie. W 1925 roku utworzyły one razem kartel IG Farben.

    Polacy nie mogą nie pamiętać działalności IG Farben bo miała ona także miejsce na terenie Polski. Ten potężny kartel za miliard marek wybudował w Oświęcimiu na 24 km2 największy w tym czasie przemysłowy kompleks chemiczny na świecie. Miał on produkować syntetyczny kauczuk, benzynę i inne związki chemiczne potrzebne do podboju Rosji (http://www.relay-of –life.org/pl/introduction/index.html).

    W pobliżu wybudowano obóz koncentracyjny. Stał się on największym na świecie obozem niewolniczej pracy i równocześnie obozem zagłady. Prowadzono tam śmiertelne eksperymenty medyczne z wykorzystaniem patentowanych leków firmy Bayer i Hoechst oraz innych należących do IG Farben. Te nie rzadko śmiertelne doświadczenia przeprowadzali nie tylko lekarze SS, ale i lekarze wymienionych wyżej koncernów. Prowadzono je na tysiącach więźniów, z których większość została zabita. Gaz produkowany przez firmą Degesch, podległą IG Farben, cyklon B zamordował w Auschwitz miliony ludzi. (www.profit-over-life.org)

    Mało kto wie, że chemioterapia stosowana do walki z rakiem początki swojej kariery rozpoczęła jako broń masowej zagłady (Rath, Niedzwiecki, 2011b).. Pod koniec II wojny światowej do medycznych badań jako środek przeciw rakowi trafił iperyt (gaz musztardowy). Po badaniach na zwierzętach, badano go także na ludziach. Także zsyntetyzowany w 1962 roku tamoxifen stosowany dzisiaj do leczenia raka piersi zwiększa od 2 do 3 krotnie ryzyko wystąpienia raka śluzówki macicy (Pukkala i inni, 2002).

    Ciekłe pochodne tego związku są do dzisiaj stosowane w leczeniu pacjentów chorych na raka (mechloroetamina, cyklofosfamid, chlorambucyl). Chemioterapia powoduje bardzo poważne skutki uboczne jak: uszkodzenia systemu immunologicznego, anemia, uszkodzenia ważnych organów jak serce, płuca, wątroba, nerki, mózg, a nawet przyczynia się do rozwoju nowych nowotworów i śmierci (Rath, Niedzwiecki 2011a).

    Chemioterapia nie jest w stanie nawet przedłużyć życia pacjentów cierpiących na raka skóry, prostaty, pęcherza, nerek, trzustki i innych. Pacjenci chorzy na te odmiany raka poddając się chemioterapii mają tak samo ograniczoną szansę przeżycia, jak ci którzy z niej zrezygnowali.

    Ta wielka toksyczność chemioterapii powoduje zapotrzebowanie na kolejne środki: przeciwbólowe, sterydy, leki przeciwzapalne, antybiotyki, transfuzje krwi, antydepresanty i wiele innych. Epidemia raka stanowi od wielu lat jeden z najbardziej lukratywnych rynków dla sektora farmaceutycznego. Koniec tej epidemii oznaczałby dla niego prawdziwą katastrofę.
    Przemysł, którego działalność wpływa na ludzkie życie musi spełniać określone standardy etyczne, musi zdobyć zaufanie milionów pacjentów. Niestety model biznesu z chorób tego nie spełnia. Aby to zrozumieć trzeba sięgnąć do korzeni przemysłu farmaceutycznego. Już około 150 lat temu naukowcy zaczęli wyjaśniać strukturę elementów tworzących świat jak np. strukturę atomową. Wkrótce potem pojawiły się firmy opierające swoją działalność na sprzedaży związków chemicznych uzyskanych na drodze syntezy. Przewodziły temu trzy niemieckie firmy: BAYER, BASF i HOECHST Postanowili oni podbić świat i nim zawładnąć. Nakłonili oni cesarza niemieckiego Wilhelma II do wywołania I wojny światowej. Następnie firmy te utworzyły kartel IG Farben. Stały się one największym sponsorem nazistów w objęciu przez nich władzy. Próba ta też się nie powiodła. Kosztowała 60 milionów istnień ludzkich.

    Dwudziestu czterech dyrektorów IG Farben skazano za zbrodnie przeciwko ludzkości (zmuszanie do niewolniczej pracy, grabieże, tortury, morderstwa). Obie wojny światowe kosztowały blisko 100 milionów istnień ludzkich.

    Niemcy założyli obóz Auschwitz w 1940 roku, aby więzić w nim Polaków. Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później. Stał się miejscem zagłady Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała także sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Polaków, Żydów, a także Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości.

    Niemiecki obóz Auschwitz wyzwolili 27 stycznia 1945 roku żołnierze 100 Lwowskiej Dywizji Piechoty 60 Armii I Frontu Ukraińskiego. Wolności doczekało w Auschwitz I, Auschwitz II-Birkenau i podobozie Monowitz około 7 tysięcy więźniów, którzy byli świadkami popełnianych tam zbrodni. W walkach wyzwalających obóz zginęło 231 żołnierzy sowieckich.

    Podczas I wojny światowej BAYER wyprodukował gaz musztardowy, który armia niemiecka wykorzystała podczas bitwy pod Ypres w Belgii ze strasznymi skutkami. Gaz ten do dziś nazywany jest Iperytem..
    PO II wojnie światowej wiele patentów Firmy BAYER/IG Farben znalazły się pod kontrolą rynku farmaceutycznego takich firm jak Rockefeller (USA), Rotschild (W. Brytania, Francja).

    Zmieniając atom siarki cząsteczki gazu musztardowego na atom azotu stworzono pierwszą strukturę do chemioterapii raka. Modyfikacje tej struktury chronione prawem napędzały wielomilionowy przemysł tak wspaniale prosperujący dzięki epidemii raka. Zbrodniarze wojenni z firm BAYER, BASF, HOECHST zostali wkrótce wypuszczeni na wolność.

    Fritz Ter Meer członek NSDAP, zbrodniarz wojenny odpowiedzialny za IG Auschwitz, skazany w Norymberdze na 7 lat, został w 1956 roku ponownie prezesem firmy BAYER,
    Carl Wurster członek rządu nazistowskich Niemiec, nadzorca Cyklonu B został wybrany w 1952 roku ponownie prezesem firmy BASF.

    Friedrich Jahne członek nazistowskiej partii skazany za zbrodnie wojenne został w 1955 roku ponownie prezesem firmy HOECHST ( obecnie Sanofi).

    Dokumenty Kongresu USA i Norymberskich Trybunałów jednoznacznie dowodzą, że II wojna światowa była wspierana przez niemiecki kartel naftowo-farmaceutyczny IG Farben. Dokumenty te dowodzą, że bez IG Farben II wojna światowa nie miałaby miejsca.

    W czasie tych wojen zabito ponad milion wojskowych i cywilów nie licząc zabitych w komorach gazowych..

    Dlaczego jednak tak wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy.

    Stało się to dlatego , że po 1945 roku kartel zainwestował setki miliardów dolarów w zatuszowanie swojej kryminalnej przeszłości i napisanie historii od nowa. więcej : http://ligaswiata.blogspot.de/2013/05/traktat-lizbonski-i-unia-europejska-iv.html

  2. Ktoś pisze:

    „Mleko odtłuszczone wcale nie pomaga w chudnięciu – oświadczył harvardzki naukowiec. Z kolei mleko „prosto od krowy” nie tylko pomaga skutecznie zrzucić wagę, ale także dba o nasze serce i pomaga kontrolować poziom cukru w organizmie. Badacz zauważa, że odtłuszczane mleko traci smak, który producenci „naprawiają”, dodając wysokokaloryczne słodziki.”

    całość
    http://losyziemi.pl/do-mleka-odtluszczonego-w-celu-polepszenia-smaku-producenci-dodaja-wysokokaloryczne-slodziki

  3. Ktoś pisze:

    1. ” Nowe badanie wiąże przyjmowanie dawek aluminium z osteoporozą i chorobą Alzheimera – jak ograniczyć ryzyko”

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/nowe-badanie-wiaze-przyjowanie-dawek-aluminium-z-osteoporoza-i-choroba-alzheimera-jak-ograniczyc-ryzyko-2014-07

    2. „WiFi, mikrofale i konsekwencje dla naszego zdrowia”

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/wifi-mikrofale-konsekwencje-zdrowia-2014-07

    3. „Chińska diagnostyka: odkryj swoje tajemnice zdrowotne na podstawie wyglądu języka”

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/chinska-diagnostyka-odkryj-tajemnice-zdrowotne-podstawie-wygladu-jezyka-2014-07

  4. Marcin pisze:

    Podaję tu opis metody Edgara Cayce odnośnie regeneracji kręgosłupa.
    Potrzebny duży olej rycynowy, gaza, folia, ręcznik, termofor lub poduszka elektryczna, jodyna.
    W garnku podgrzewamy trochę oleju rycynowego, moczymy gazę, wyciskamy ją ale nie za mocno. Układamy ją wzdłuż kręgosłupa leżąć na brzuchu, przykrywamy folią, na to ręcznik (przydaje się druga osoba, ale samemu też można sobie poradzić), na to w okolicach dołu kręgosłupa przykładamy termofor z gorącą wodą lub poduszkę elektryczną. Co jakiś czas przesuwamy do góry. Gdy dojdziemy do góry kręgosłupa zaczynamy spowrotem od dołu. I tak przez dwie godziny. Dobrze byłoby 2 razy dziennie. Rycynus wchodzi do kręgosłupa i rozpuszcza złogi, wypłukuje je. Kręgosłup uelastycznia się. Po zakończonym zabiegu przystępujemy do drugiej części. Po zdjęciu wszystkiego wycieramy kręgosłup zostawiając cienką warstwę oleju na skórze. Trzeba zrobić sobie taki tampon (dla osób robiących samodzielnie na długim kijku) i tamponujemy kręgosłup jodyną. Po wyschnięciu jodyny zakładamy jakąś starą koszulkę no i najlepiej lulu do łózia. Po zabiegu nie wychodzimy na chłód, aby nie przeziębić. Jodyna likwiduje wszelkie stany zapalne i dodatkowo dostarcza organizmowi jód w czystej postaci, bo przefiltrowanej przez skórę.
    Jeżeli ktoś ma tylko stan zapalny kręgosłupa to można tylko jodynować na posmarowaną skórę olejem. Rano nie będzie śladu jodyny na skórze. Jeżeli za którymś razem rano jodyna zostawi ślad to znaczy, że organizm ma już dość jodu i nie przyjmuje go. Należy przerwać stosowanie jodyny. No chyba dość łopatologicznie opisałem cały zabieg:)

    • Blue pisze:

      Wystarczajaco łopatologicznie, jeszcze raz dziękować, mam nadzieje, ze te moje wysunięte krążki miażdżyste, pomoże:-)

  5. Ktoś pisze:

    (http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/trwa-przebiegunowanie-ziemi-biegun-polnocny-migruje-szybko-w-kierunku-syberii#comment-210948)

    „Nie masz racji ! Nie od słońca ludzie dostają czerniaka, ale od KREMÓW NA SŁOŃCE KTÓRE ZAWIERAJĄ SUBSTANCJE RAKOTWÓRCZE, M.IN FORMALDEHYD, KTÓRY JEST STOSOWANY RÓWNIEŻ W SZCZEPIONKACH.

    Ale szerzej o tym przeczytasz tu ——-

    Słoneczko, słoneczko!
    Opublikowano: 02.06.2014 | Kategorie: Publicystyka, Zdrowie

    Pierwszy czerwcowy pogodny weekend zwraca uwagę na słoneczko i jego wartości. Jak podają serwisy meteorologiczne, już w najbliższym czasie mają rozpocząć się upały, a więc i czas opalania. Poniżej podaję kilka uwag, które być może zmieniają niektórym osobom spojrzenie na ten „niecny i bezwstydny” proceder, jakim jest smażenie się na słońcu. Na pewno przedstawione fakty są sprzeczne z informacjami podawanymi w polskojęzycznej prasie dla tubylców, ale są szeroko znane w kręgach naukowych.

    Przypomnę, że nasze kochane słoneczko, a właściwie jego promieniowanie, to zwykła fala elektromagnetyczna, która docierając do naszych komórek, wzbudza w drgania elektrony. Te elektrony, w zależności od częstotliwości wzbudzenia, wpadają w drgania i powstaje nowa fala elektromagnetyczna. Ta z kolei może ulec pochłonięciu albo wprowadza w drgania następne elektrony i w ten sposób energia przenosi się dalej. Ta energia, jeżeli jest odpowiedniej wielkości, to zwiększa ładunek powierzchniowy błon komórkowych i tym samym transport kationów do komórki. Jeżeli powstała energia jest dużo większa od wiązań wodorowych rozrywa wiązania biochemiczne. Jeżeli ilość zniszczeń jest dostatecznie duża, to możemy fakt ten zaobserwować na powierzchni skóry w postaci rumienia, lub pęcherzy.

    Otóż wbrew twierdzeniom gazetowych ekspertów, część tego promieniowania docierającego do Ziemi, zwanego UVB, jest niezbędna do wytwarzania witaminy D. Jeżeli tej witaminy nie posiadamy, zaczynają się problemy zdrowotne, poczynając od zmian kostnych, a kończąc na sercowych, czy raku. Udowodniono, że osoby z niskim poziomem witaminy D w organizmie mają zawały serca znacznie częściej, aniżeli te o prawidłowym poziomie tej witaminy. Mało tego, w przypadku zawału u osoby z niskim poziomem witaminy D, śmiertelność jest o 100% większa. Podobnie u kobiet, rak piersi zdecydowanie częściej jest rozpoznawany w przypadku niskiego poziomu witaminy D. Szczególnie dotyczy to osób po 50. roku życia.

    Witamina D jednoznacznie wpływa na odporność organizmu.

    Dziwnym trafem kiedy to do 1971 roku podawano w szkołach dzieciom tran otrzymywany z UNRY nie mieliśmy żadnych epidemii. Potem okazało się, że gensek Edward Gierek, jak podaje IPN agent Kominternu, przekazywał ten tran, w ramach bratniej pomocy, do Korei Północnej. Wywiad amerykański to wykrył i dostawy zostały wstrzymane. W następnym roku mieliśmy największą w XX wieku i jedyną, jak do tej pory, prawdziwą epidemię grypy w Polsce. Pomimo, że od tego czasu upłynęło ponad 40 lat i choć podobno żyjemy w wolnym państwie, żadnemu ministrowi, konsultantowi z zakresu pediatrii, chorób zakaźnych, czy onkologii, nie przyszło do głowy badanie poziomu witaminy D u chorych, ani podawanie profilaktyczne, w razie niskiego poziomu we krwi, witaminy D. Generalnie można stwierdzić z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że w okresie ostatniego pokolenia medycyna straciła swój charakter. Z medycyny pomagającej chorym, zmieniła się w przedsiębiorstwo do sprzedawania wymyślonych przez urzędników, czyli handlarzy, procedur. I stało się to przy całkowitej bierności organizacji i stowarzyszeń lekarskich, czy naukowych. Na pytanie dlaczego tak się stało, musisz sobie sam odpowiedzieć, Szanowny Czytelniku.

    Z astrofizyki wiemy, że powyżej 38 równoleżnika promienie słoneczne UV–B, a to jest ta długość fali elektromagnetycznej, która dzięki boskiemu „wynalazkowi” tworzy w naszej skórze witaminę D, nie dociera do nas w odpowiedniej wielkości. Drugim problemem z tymi promieniami jest to, że odsłonięta powierzchnia skóry musi wynosić ok. 40%, a kąt padania promieni w naszym kraju jest odpowiedni tylko pomiędzy godzinami 10.00 a 14.00. Zmiany, jakie się dokonały w okresie ostatnich 3 pokoleń, całkowicie na głowie postawiły widzenie świata przez starszych i mądrzejszych. Przeciętny człowiek, zmieniony w robota od 6-8 godziny rano, do wieczora pracuje albo w fabryce albo w biurze i słońca nie ogląda w ogóle. Jest więc całkowicie pozbawiony możliwości własnego tworzenia witaminy D. Musi kupować substytuty, a te są, mówiąc delikatnie, nieznanej jakości. Dni rzekomo wolne od pracy tj. soboty i niedziele najczęściej są mało odpowiednie do opalania z powodu albo zimna, albo deszczu.

    Od co najmniej dwóch pokoleń wiemy, że to co pierwotnie nazywano witaminą D, jest tak naprawdę hormonem, który uczynnia ok. 3000 genów (na 30 000 posiadanych przez człowieka). Niedobór witaminy D jest odpowiedzialny m.i za wyższe ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego, powstawanie nowotworów, wyższą śmiertelność całkowitą z różnych przyczyn. U kobiet witamina D powoduje zanikanie mięśniaków macicy. Witamina D zapobiega powstawaniu blaszek miażdżycowych. Wszystkie badania epidemiologiczne wskazują, że odpowiedni poziom witaminy D obniża ryzyka raka jelita grubego, raka piersi, raka prostaty. Czyli im wyższy poziom witaminy D, tym mniejsze ryzyko raka. Nasze badania wykazały, że u cukrzyków poziom witaminy D jest znacznie poniżej 30 ng/l, u osób z chorobami serca znacznie poniżej 20 ng. Osoby z nowotworami mają najczęściej poziom witaminy D poniżej 10 ng. Zwraca uwagę fakt, że spożywany dawniej tran, to nie o samo, co obecnie widzimy na półkach aptek. Te wszelkiego rodzaju płyny niewiele mają wspólnego z dawniejszym tranem z dorsza. Większość ryb pochodzi z hodowli. W hodowli ryby są karmione tak jak u nas świnie, na przykład soją genetycznie modyfikowaną. Ażeby pasza się nie psuła, dodaje się rtęć oraz antybiotyki, aby ryby nie chorowały. To wszystko potem znajduje się w tym płynie sprzedawanym pod nazwą tranu. Wszelkie dodatki smakowe są podawane w celu zatuszowania smaku spowodowanego tym toksycznym karmieniem. Brak prac naukowych oceniających przyswajalność takich produktów. Nasze obserwacje wskazują, że po wypiciu 3-4 butelek takiego płynu, poziom witaminy D zamiast wzrastać, po 6 tygodniach maleje. Zwracam specjalnie uwagę na ten fakt, ponieważ dużo, szczególnie starszych ludzi, pamiętających dawny tran sądzi, że obecny, to to samo. Niestety, podobnie jak proszki do prania, kawa, czy herbata, lekarstwa sprzedawane na zachodzie są inaczej przygotowywane, aniżeli te dostępne w Polsce. Powoduje to ich mniejszą przyswajalność. W konsekwencji mniejszą skuteczność. Można wydać majątek na zakup tranu, a poziom witaminy D wcale się nie podniesie, ale obniży.

    Absolutnie przeciwwskazane jest stosowanie jakichkolwiek kremów z tzw. filtrami. Badania składu chemicznego tych preparatów wykazały, że w 80% przebadanych, były związki rakotwórcze, takie jak: oksybenzon, avobenzon, octisalate, octocrylene, hemosalate, octinoxate. Oprócz tego dodaje się związki fizyczne, tzw. nanocząsteczki, na przykład tytanu, czy tlenku cynku. W niektórych sprejach znajdują się nanocząsteczki aluminium, odpowiedzialnego m.in za raka piersi u kobiet. Zauważcie, Dostojne Panie, że żadna Wasza organizacja kobieca o tym Was nie uprzedza. Robi to ten prymitywny samiec. Więc dalej popierajcie feminizację i organizacje kobiece, a będziecie…

    Palmitynian retinolu zwiększa częstotliwość raka skóry u zwierząt. Na wszelki wypadek, u ludzi nie badano takiego związku. Po co ludziom dawać argumenty do ręki. Avobenzone jest związkiem mogącym naśladować ludzkie hormony. Zakłóca to więc własną produkcję człowieka. Podawanie tego związku dzieciom, zakłóca hormony reprodukcyjne. Może także opóźniać rozwój dziecka. Trzeba zawsze brać po uwagę czas stosowania takich preparatów. U dziecka (od urodzenia do pełnoletności reprodukcyjnej – zamążpójścia lub ożenku) nawet do 20-30 roku życia… Oksybenzon jest stosowany w ponad 80% badanych kremów. Environmental Workin Group uważa, iż ten preparat uszkadza komórkę w takim stopniu, że może prowadzić to do powstania raka. Najciekawsza w tej sytuacji jest teza Amerykańskiego Towarzystwa Pediatrycznego, które nie wykonując żadnych badań twierdzi, że dzieci mogą go używać. Nie wspomnę o polskich towarzystwach, ponieważ są zajęte sianiem dezinformacji i przymuszaniem do szczepień. Takie stanowiska, głoszone publicznie, potwierdzają moją tezę, że wszelkie tzw. Towarzystwa Medyczne nie służą człowiekowi i zdrowiu, ale są sposobem dezinformacji społecznej, pod płaszczykiem zdrowia. Ludziska zawsze, przynajmniej na początku, ufają lekarzom. A potem jest już za późno.

    Kolejnym problemem nabijania ludzi w butelkę jest sprawa tzw. numerów filtrów, np. SPF 15, czy SPF 50. Specjalnie wymyślono takie nazwy, aby to bardziej naukowo i poważnie brzmiało. Tymczasem prawda jest jak zwykle prosta. Wszystkie kremy osłabiają falę elektromagnetyczną o ok. 90%. Podobnie jak każdy tłuszcz. Krem SPF 30, jak wykazały pomiary, blokuje ok. 97%, a krem o symbolu SPF 50 blokuje 98%. Krem SPF 100 plus blok blokuje 99%. Rodzi się jednak pytanie, w jakim celu się ma blokować promieniowanie elektromagnetyczne zwane słonecznym? Przecież jak zablokuję sobie produkcję witaminy D, to będę musiał chorować na przykład na raka piersi i mi ją obetną. Są podobno masochistki, które to lubią, ale generalnie nie życzę żadnej pani wszczepiania silikonu i rozciągania się piersi z każdym rokiem. Pragnę przypomnieć, że oprócz tego, że smarowanie się takimi kremami jest bezsensowne, to dodatkowo mogę wyprodukować sobie raka.

    Okulary przeciwsłoneczne. Są podobnie jak kremy wielką fikcją z zakresu ochrony. Generalnie w naszej szerokości geograficznej są zbędne. Oko jest doskonale przystosowane i daje sobie samo radę.Takie okulary powinno się stosować w wysokich górach, na lodowcach, na wodzie, gdzie promieniowanie ultrafioletowe jest najsilniejsze. Przypomnę,że przez szybę opalać się nie można, ponieważ szkło zatrzymuje promieniowanie UV. Jedynie szkło kwarcowe je przepuszcza. Tak więc dezinformacje o specjalnych filtrach itd. są naciąganiem. Wszelkiego rodzaju okulary plastikowe są po prostu gadżetami i mogą być szkodliwe. Jedynie kobiety biorące systematycznie pigułki antykoncepcyjne powinny ochraniać oczy ponieważ powodują one wzrost wrażliwości na fale elektromagnetyczne. Także niektóre inne leki powodują wzrost wrażliwości na światło słoneczne.

    Co więc należy robić? Po zimie zacząć opalanie od 15-30 minut już w marcu na balkonie. Starać się przynajmniej w weekendy te 30 minut siedzieć rozebranym na słońcu. Jeżeli w ogóle musicie się smarować, to najlepiej olejem kokosowym, lub zwykłą oliwką jadalną. Nigdy nie leżeć pierwszego dnia wakacji na słońcu więcej aniżeli 30 minut. Koniecznie potem ubrać koszulę z długim rękawem. Pamiętać, że w naszej szerokości geograficznej tylko od marca do września słońce jest pod takim kątem, że promieniowanie UVB przechodzi przez atmosferę w godzinach 11.00 – 14.00. Przedtem i potem się odbija od atmosfery. Tak więc jego skuteczność w wytwarzaniu witaminy D gwałtownie spada. Od września trzeba niestety brać witaminę D – 3. Obliczmy dawkę mnożąc masę naszego ciała w kilogramach przez 30 dla osób szczupłych i 35 dla osób puszystych. Na każde 1000 jednostek witaminy D-3 należy brać 50 mcg witaminy K-2. W przeciwnym przypadku nastąpią zaburzenia we wchłanianiu i dawka przyswojona będzie znacznie mniejsza.

    Najważniejsze: NIE MA ŻADNEGO ZWIĄZKU POMIĘDZY PROMIENIOWANIEM SŁONECZNYM A CZERNIAKIEM. Słońce może co najwyżej spowodować raka płaskonabłonkowego skóry. Leczenie to pryszcz. Czerniak, jak wykazały wszelkie badania, występuje głównie u osób tzw. wolnych zawodów, aktorów, adwokatów, ludzi mających nadmiar pieniędzy i nagminnie używających kosmetyków różnego rodzaju. Wiadomo, że kosmetyki, aby się nie psuły, zawierają np. formaldehyd, znamy preparat do konserwacji zwłok. Wiadomo od 1875 roku, że wywołuje raka np. u kominiarzy (Sir P. Pot). Rybacy, brukarze, czy rolnicy, narażeni znacznie bardziej na słoneczne promieniowanie, chorują o wiele rzadziej. Straszenie czerniakiem wymyślili handlarze kosmetykami, aby zwiększyć sprzedaż preparatów z tzw. filtrami, o czym było wyżej. Jest to podobna taktyka, jak z dziurą ozonową i okularami. Proszę zauważyć, że to była akcja skoordynowana, kremy z filtrami pojawiły się w tym samym czasie, co gazetowe informacje o szkodliwości opalania i czerniaku. Naiwni i niedouczeni dają się nabierać i kasa płynie, płynie…

    Na wszelki wypadek nie ma badań o toksyczności kosmetyków. Proszę pamiętaj Szanowny Czytelniku, że w internecie panuje dominacja firm farmaceutycznych i kosmetycznych. One mają pieniądze i najlepsze strony w wyszukiwarkach.

    Autor: dr Jerzy Jaśkowski

    Dla „Wolnych Mediów”

    link- http://wolnemedia.net/zdrowie/sloneczko-sloneczko/

  6. Ozyrys pisze:

    Konieczne do przeczytania :
    ” To jest artykuł z 2010 roku, ale nie wątpię, że ta wiadomość ujawnia tylko wierzchołek góry lodowej podobnych afer. Jeden „naukowiec” się przyznał, a ilu wciąż milczy? Może inni (z całą pewnością nieliczni) zostaną z czasem zdemaskowani, a może nigdy nie poznamy ich nazwisk ani dorobku „naukowego” fabrykowanego za bardzo dobre pieniądze na zamówienie Big Pharma.

    To wprost niepojęte, że po ujawnieniu takich faktów i po spowodowaniu przez producentów zabójczych, chemicznych paseudo-leków niezliczonych wypadków śmierci i kalectwa ludzie wciąż obdarzają lekarzy i przepisywane im chemiczne trucizny zaufaniem. To wygląda na zanik instynktu samozachowawczego, a nawet rozumu.

    To samo dotyczy „naukowo opracowanych” szczepionek. To taka sama, skorumpowana pseudonauka, jak cała Wielka Farma, ale jej zbrodnie są jeszcze straszniejsze, bo trwale okaleczają i zabijają dzieci. O ile chory, dorosły człowiek ma prawo wyboru i może się leczyć lub nie, o tyle szczepienia mają być dzieciom aplikowane przymusowo, pod karą grzywny, a nawet więzienia. O tym, jaka jest koszmarna prawda na temat „nauki” wakcynologicznej można przeczytać tutaj: Szczepionki z dzikimi wirusami małp, HIV, białaczki i raka – czego firma Merck była doskonale świadoma ”
    http://astromaria.wordpress.com/2012/06/09/naukowiec-z-big-pharma-przyznaje-sie-do-sfalszowania-prac-badawczych-dla-pfizera-i-mercka/

    umieszczam jednak całość ,by nie zginęło:

    February 18, 2010
    by Mike Adams, the Health Ranger
    Editor of NaturalNews.com
    Learn more: http://www.naturalnews.com/028194_Scott_Reuben_research_fraud.html#ixzz1xI8FLt3g
    tłumaczenie Maciej Pokora
    Źródło: Strona Mirosława Dakowskiego

    To jest chyba największe oszustwo naukowe w historii medycyny. Doktor Scott Reuben, były członek biura rzecznika prasowego firmy Pfizer, zgodził się przyznać się do winy sfałszowania [swych] kilkudziesięciu prac badawczych, które zostały opublikowane w czasopismach medycznych.

    Główne media podają fakt, że doktor Reuben przyjął od Pfizera 75.000 dolarów dotacji na badania leku Celebrex w 2005 roku. Jego badania, które zostały opublikowane w czasopiśmie medycznym, były od tamtego czasu cytowane przez setki innych lekarzy i naukowców jako „dowód„, że Celebrex pomógł zmniejszyć ból podczas terapii po operacjach chirurgicznych. Jest tylko jeden problem z tym wszystkim: żaden z pacjentów nie był nigdy objęty tymi badaniami!

    Okazuje się, że doktor Scott Reuben sfałszował całe badania i pomimo to opublikował je.

    To nie pierwsze badania sfałszowane przez doktora Reubena: jak podaje Wall Street Journal on także sfałszował dane z badań leków Bextra i Vioxx.

    W wyniku sfałszowanych przez doktora Reubena badań recenzowane czasopismo medyczne „Anesthesia & Analgesia” musiało wycofać 10 „naukowych” artykułów autorstwa Reubena. Londyński The Day podaje, że 21 artykułów napisanych przez doktora Reubena, które pojawiły się w czasopismach medycznych najwyraźniej zostały również sfabrykowane i muszą być wycofane.

    Po przyłapaniu na fabrykowaniu badań dla Big Pharmy doktor Reuben – jak podano – podpisał zobowiązanie, które będzie wymagać od niego zwrotu 420.000 dolarów otrzymanych od firm farmaceutycznych. Grozi mu również kara do 10 lat więzienia oraz grzywna 250.000 dolarów.

    Został także zwolniony z pracy w Baystate Medical Center w Springfield w stanie Massachusetts, po wewnętrznym audycie, który wykazał, że doktor Reuben fałszował dane z badań przez 13 lat. http://www.theday.com/article/20100115/NWS01/100119833
    Biznesowy standard Big Pharma

    Co zasługuje na uwagę w tej historii, to nie fakt, że lekarz sfałszował badania kliniczne dla przemysłu farmaceutycznego. To również nie fakt, że tak zwane „naukowe” czasopisma medyczne opublikowały jego sfabrykowane badania. To nawet nie fakt, że firmy farmaceutyczne wypłaciły temu szarlatanowi blisko pół miliona dolarów, podczas gdy on pompował kolejne sfabrykowane badania.

    Sedno sprawy polega bowiem na tym, że jest to biznesowy standard w przemyśle farmaceutycznym.

    Tak naprawdę działania doktora Reubena nie są aż tak niezwykłe. Firmy farmaceutyczne rutynowo płacą łapówki naukowcom oraz lekarzom. Czasopisma medyczne regularnie publikują fałszywe, oszukańcze badania. Członkowie paneli certyfikujących FDA (Food and Drug Administration – federalna agencja dopuszczania żywności i lekarstw w USA) regularnie powołują się na sfałszowane badania w procesie podejmowania decyzji. Media w relacjach z badań naukowych też regularnie cytują sfałszowane wyniki.

    Innymi słowy – sfałszowane wyniki są szeroko rozpowszechnione we współczesnej medycynie. Właściwie przemysł farmaceutyczny nie może bez tego funkcjonować. To właśnie sfałszowane badania dają mu najskuteczniejsze efekty rynkowe oraz najsilniejsze aprobaty FDA. Tacy szarlatani, jak doktor Scott Reuben, są ważną częścią farmaceutycznego mechanizmu do robienia zysków, ponieważ bez sfałszowanych badań, przekupstwa i korupcji ten sektor przemysłu miałby bardzo niewiele badań.

    Zwróćmy szczególną uwagę na fakt, że w Anesthesia & Analgesia (usypianie i znieczulanie) chętnie publikowano sfałszowane badania doktora Reubena nawet pomimo tego, że to medyczne czasopismo twierdzi, iż jest „naukowym” medycznym wydawnictwem recenzowanym (peer review). Doprawdy to śmieszne, że naukowe medyczne czasopismo chętnie publikuje fałszywe badania z danymi, które po prostu wymyślił sobie autor badań. Być może te czasopisma medyczne powinny w uniwersyteckich bibliotekach zostać przeniesione z sekcji non-fiction i umieszczone w działach z literaturą science fiction.

    Pamiętajmy też, że wszyscy orędownicy leków, szczepionek i mammografii z ignorancją twierdzą, że ich medycyna konwencjonalna jest oparta na „rzetelnej nauce.” To jest wszystko naukowe i godne zaufania – twierdzą – oskarżając medycynę alternatywną, że jest „umizgiwaniem się” i nienaukowym myśleniem życzeniowym. Powinni teraz spojrzeć w lustro i zdać sobie sprawę, że to ich własny system medycyny szarlatańskiej w dużej mierze jest oparty na fałszywych badaniach naukowych, przekupstwie i korupcji.

    Właściwie trzeba się śmiać, gdy słyszymy jak promotorzy szczepionek i leków twierdzą, że ich medycyna jest „naukowa„, podczas kiedy medycyna naturalna jest „niesprawdzona„. Z pewnością to jest naukowe – prawie tak naukowe, jak fabuła w popularnym komiksie, albo tak wiarygodne, jak lekarska licencja sześciolatka, który właśnie wśród podarków pod choinkę otrzymał zestaw „Pobaw się w doktora„. Wielu badaczy-farmakologów miałoby lepsze kariery, gdyby zamiast prac naukowych pisali powieści fiction.

    Wszystkim tym, którzy z ignorancją twierdzą, że nowoczesna nauka farmaceutyczna jest oparta na „dowodach naukowych”, trzeba tylko podać te trzy słowa: Doktor Scott Reuben.
    Firmy farmaceutyczne wspierają fałszywe badania

    Nie zapominajmy, że firmy farmaceutyczne otwarcie wspierały badania doktora Scotta Reubena. Bowiem one płaciły mu za to, ażeby kontynuował fabrykowanie badań.

    Firmy farmaceutyczne uważają się za niewinne temu wszystkiemu, ale przecież za kulisami musiały wiedzieć co się faktycznie dzieje. Badania doktora Reubena były po prostu zbyt konsekwentnie korzystne dla interesów firmy farmaceutycznej, aby być naukowo uzasadnione. Jeżeli firma farmaceutyczna chciała „udowodnić”, że ich specyfik był dobry dla nowych zastosowań, wszystko co musieli zrobić, to poprosić doktora Reubena o przeprowadzenie badań, puszczając oko. ‑ Oto kolejne pięćdziesiąt tysięcy dolarów na badania, czy nasz lek jest dobry na ból po operacjach chirurgicznych (i znowu mrugnięcie).

    I niebawem doktor Reuben magicznie zmaterializuje całkiem nowe badania, które właśnie „udowodnią” to, co dokładnie sponsorująca firma farmaceutyczna chciała udowodnić. Zwolennicy zachodniej medycyny twierdzą, że nie wierzą w magię, ale jeżeli chodzi o badania kliniczne, faktycznie to robią: wszystkie wyniki, które chcą zobaczyć, zaraz pojawiają się magicznie, gdy tylko odpowiedni naukowiec zostaje opłacony za zmaterializowanie wyników z cienkiego powietrza, i jak magik wymachując różdżką czarodziejską zaśpiewa „Abra kadabra … niech się staną DANE NAUKOWE!” Shazam! Dane z badań naukowych materializują się tak po prostu. To wszystko zostaje wpisane do artykułu „naukowego„, który również w magiczny sposób zostaje opublikowany w czasopismach medycznych, które nie zadają choćby jednego pytania, mogącego wykryć oszustwo naukowe. Sądzę, że poza wszystkim ci ludzie wierzą w magię, prawda? W przypadku gdy brakuje nauki, trochę „badawczej magii” wygodnie wypełnia lukę.

    Cały ten system to jest kpina z prawdziwej nauki. Jest to system obsługiwany przez przestępców, którzy wytwarzają wszelkie „dowody naukowe” potrzebne, aby je opublikować w czasopismach medycznych i uzyskać dopuszczenie przez FDA dla leków, co do których są w pełni świadomi, że zabijają ludzi.
    Czym jest „Medycyna oparta na dowodach”?

    Fakt, że taki naukowiec, jak doktor Reuben może z powodzeniem wytwarzać fałszywe wyniki badań, potem je opublikować w recenzowanych czasopismach naukowych, i czynić tak bezkarnie przez 13 lat – rzuca teraz nowe światło na to, co się naprawdę kryje pod pojęciem „Medycyny opartej na dowodach”.

    Przepis na medycynę opartą na dowodach jest dość prosty: Sfabrykuj dowód! I opublikuj w jakimkolwiek wiodącym czasopiśmie medycznym. Następnie możesz przywoływać sfabrykowany dowód jako „fakt!”.

    Gdy promotorzy leków i szczepionek w swojej obronie uciekają się do „Medycyny opartej na dowodach”, należy pamiętać, iż spośród ich tzw. dowodów wiele zostało całkowicie sfabrykowanych. Kiedy twierdzą, że ich dział chemicznej i toksycznej medycyny opiera się na „prawdziwej nauce„, to naprawdę oznacza, że jest oparta na fałszywej nauce, którą oni wszyscy potajemnie zgodzili się nazywać „prawdziwą nauką„. Kiedy twierdzą, że „fakty naukowe” wspierają ich stanowisko, to tak naprawdę oznacza, że owe „fakty” zostały sfabrykowane przez naukowców-kryminalistów za łapówki płacone przez firmy farmaceutyczne.

    Okazuje się, że „Medycyna oparta na dowodach” prawie już nie istnieje. A nawet jeśli, to skąd wiesz, które badania są rzetelne, a które sfabrykowano? Jeżeli renomowany, dobrze płatny naukowiec może sfałszowane artykuły publikować przez 13 lat w wiodących czasopismach naukowych – bez przyłapania przez recenzentów – to jaka jest wiarygodność całego recenzowanego procesu wydawniczego w nauce?

    A to oznacza: „Medycyna naukowa” jest całkowitym oszustwem.

    I to oszustwo nie ogranicza się jedynie do doktora Scotta Reubena. Pamiętajmy: on zaangażował się w rutynowe oszustwa badawcze przez 13 lat zanim go przyłapano. Jest prawdopodobnie tysiące innych naukowców zaangażowanych w podobne nadużycia badawcze w tej chwili, którzy nie zostali jeszcze złapani na gorącym uczynku. Ich fałszywe prace badawcze bez wątpienia zostały już opublikowane w „naukowych” czasopismach medycznych. Zostały zacytowane w prasie popularnej. Zostały powołane przez decydentów FDA dla podjęcia decyzji o dopuszczeniu leków jako „bezpiecznych i skutecznych” do powszechnego stosowania.

    Czyli jednak pod tym wszystkim nie ma nic więcej, niż oszustwa i szarlataneria. Jasne, że mogą wystąpić jakieś rzetelne badania pomieszane z fałszywymi, ale jak możemy odróżnić jedne od drugich?

    Jak mamy mieć zaufanie do tego systemu, który twierdzi, że posiada monopol na prawdę naukową, ale w rzeczywistości jest tylko przykrywką dla bezspornych oszustw naukowych?

    Nie ustawaj w dobrej robocie, doktorze Reuben

    Dziękuję ci, doktorze Reuben, za pokazanie nam prawdy o przemyśle farmaceutycznym, o szarlatanerii badawczej, o śmiesznych „naukowych” czasopismach, o przekupstwie oraz korupcji, które charakteryzują dzisiejszy przemysł farmaceutyczny. Zrobiłeś więcej, aby rzucić światło na prawdziwą naturę przemysłu farmaceutycznego, niż mogłoby kiedykolwiek dokonać tysiąc artykułów na stronie NaturalNews.com .

    Wytrwaj w dobrej robocie. Jestem pewien, że po zapłaceniu grzywny i odsiedzeniu niewielkiego wyroku w więzieniu, na twoje usługi będzie wciąż duże zapotrzebowanie od wszystkich czołowych firm farmaceutycznych, które potrzebują jeszcze więcej „naukowych” badań do sfabrykowania i dostarczenia do czasopism medycznych.

    Możesz być nieuczciwą, odrażającą istotą ludzką dla większości tego świata, ale jesteś ogromnym atutem dla przemysłu farmaceutycznego i oni ciebie potrzebują żebyś powrócił! Jest więcej badań, które muszą być sfabrykowane w niedalekiej przyszłości, jest więcej sfałszowanych artykułów, które muszą zostać opublikowane, i jest więcej jeszcze bardziej niebezpiecznych lekarstw, które muszą otrzymać zatwierdzenie przez FDA. Pospiesz się!

    Bo jeżeli jest takie miejsce, gdzie skrajna nieuczciwość jest szczodrze nagradzana, to jest to w przemyśle farmaceutycznym, gdzie trucizny są dopuszczane jako leki, a fikcja jest publikowana jako prawda.

    Źródła dla tego artykułu:

    http://www.nbcconnecticut.com/news/local-beat/Fake-Study-Lands-Doctor-in-Hot-Water-81727667.html
    http://blogs.wsj.com/health/2010/02/10/vioxx-lawsuits-whats-been-settled-whats-still-going/
    http://www.medpagetoday.com/PublicHealthPolicy/Ethics/17985
    http://www.theday.com/article/20100115/NWS01/100119833

  7. Marcin pisze:

    A tu potwierdzenie, że móżdżek tak naprawdę nie jest nam potrzebny:
    http://losyziemi.pl/chiny-kobieta-przez-24-lata-zyla-normalnie-bez-mozdzku

  8. Jola pisze:

    Witajcie kochani, nie znalazłam innego, lepszego miejsca by zadać pytanie dotyczące programowania wody i kamieni szlachetnych więc piszę tutaj. Bardzo interesuje mnie Wasza opinia dotycząca programowania wody kamieniami,np: kryształem górskim.Czy watro mieć takie kamienie? A jeśli tak to z jakich źródeł są one najpewniejsze, bo wiadomo są nieuczciwi sprzedawcy. Czy takie kamienie mogą faktycznie ochraniać nas od smogu elektromagnetycznego który wytwarzają np: komórki czy laptop? I jeszcze jedno pytanko, czy orgonity też są potrzebne?
    P.S.
    Basiu, bardzo dziękuję za poradę dotyczącą lewoskrętnej wit. C (CZDA) biorę ją ja,mój synek i moi rodzice, niestety mąż jeszcze nie jest do niej przekonany, ale nic na siłę.
    Pozdrawiam ❤

  9. Minerałek pisze:

    Kochani, część z tego, co tu wklejam jest juz na naszym forum, niemniej jednak, przypominania nigdy dość. Poza tym jest sporo nowego, bardzo cennego materiału, przeczytajcie proszę i przenieście do swoich notatek, zwłaszcza koktajl błonnikowy.

    LIGNANY

    Oprócz niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych NNKT, aminokwasów, witamin, zwłaszcza z grupy B, i błonnika, siemie lniane, jak również w znaczącej ilości, olej lniany na zimno tłoczony, posiada także lignany.

    Są to naturalne roślinne związki chemiczne budową i działaniem podobne do estrogenów, żeńskich hormonów produkowanych przez jajniki.

    Lignany mogą więc być tu alternatywą klasycznych terapii hormonalnych, zwłaszcza gdy są przeciwwskazania w postaci chorób nowotworowych, wieńcowych, czy schorzeń wątroby. Prócz tego łagodzą takie objawy jak uderzenia gorąca, zaburzenia snu, stres, depresje, zawroty głowy.

    Jednak największe znaczenie mają w profilaktyce przeciw nowotworowej.Jak wykazały badania, spożywanie 75 mg lignanów dziennie hamowało wzrost nowotworu piersi i znacząco zmniejszało ryzyko zachorowalności. Taka sama ilość lignan u mężczyzn, spożywanych przez pół roku, w połączeniu z niskotłuszczową dietą, zmniejszało tempo rozrostu prostaty i hamowało rozwój jej nowotworu.

    Naukowcy stwierdzili, że wzrost nowotworów zależy od możliwości budowania własnych naczyń krwonośnyh. Lignany hamują to, co prowadzi do „zagłodzenia” raka. Blokują też aktywność enzymów wpływających na powstawanie i rozwój nowotworów hormono zależnych przez co testosteron nie zostaje przekształcony w aktywny dihydrotestosterom, wpływający także na powstawanie trądziku, łysienia, raka prostaty.

    Lignany wychwytują niebezpieczne dla organizmu wodne rodniki, odpowiedzialne za przedwczesne starzenie się organizmu, uszkadzające białka, tłuszcze i DNA. Wolne rodniki to atomy tlenu, będące odpadem przemiany materii.

    Powstają więc cały czas, ale zdrowy organizm sobie z tym radzi. Na przeszkodzie stoi jednak czas, zła dieta, promieniowanie, konserwanty, zmęczenie i stres. Niszczą tkanki organizmu powodując stany zapalne (główie mięśni i stawów), nadciśnienie, osłabienie odporności, sprzyjają powstawaniu miażdżycy, chorób skóry itd. Przeciwdziałają im właśnie antyoksydanty, w tym witamin E i lignany, które są od niej silniejsze 4-5 razy. Dawka dzienna powinna wynosić 60 mg. W Polsce spożywa się ich w przeciętnej diecie 3-5 mg, podczas gdy w Azji od 40 do 80 mg. Lignany znajdują się w zbożach, owocach, kawie, herbacie rybach, a najwięcej w siemieniu lnianym. W tym ostatnim przypadku ich zawartość jest kilkaset razy większa niż w innych nasionach.

    Dobrodziejstwa zmielonego siemienia lnianego jeszcze raz: – w Średniowieczu medycy aplikowali siemię lniane na podobne dolegliwości, zaś sam olej był stosowany jako specyfik antysklerotyczny. Dziś medycyna akademicka stosuje mielony len w terapiach antyrakowych. Mielonka taka ma następujące dobrodziejstwa:
    1. Posiada największe ze wszystkich przebadanych pokarmów ludzkich stężenie Omega–3 – kwasów tłuszczowych (aż 57%) i trochę Omega–6.
    2. Posiada lignany jako substancje antyrakowe działające o 10% lepiej niż lek nowy na raka Tamoxifen (około 20 lat pracy klinicznej i eksperymentalnej, prof. L. Thomson, Nutrition Departament, Toronto University, Kanada – cokolwiek by to 10% oznaczało).
    3. Wspomaga działanie faktora tolerancji glukozy, gdyż ma chrom organiczny i wspomaga działanie insuliny.
    4. Zawiera kilkaset antyutleniaczy (flovonoidy i inne związki organiczne).
    5. Posiada na powierzchni łupiny nasiennej śluzy naturalne, powodujące powlekanie przewodu pokarmowego i chroniące ścianki przed nadżerkami.
    6. Powoduje obniżenie poziomu cholesterolu „złego”, tłuszczu twardego, podskórnego, przyspieszającego odtłuszczanie organizmu.
    7. Łupina wchłania wodę w ilościach ośmiokrotnych-dziesięciokrotnych do swojej masy, umożliwiając rozwój odpowiednich bakterii w naszym jelicie, które to bakterie syntetyzują dla nas witaminy z grupy B i lignany – trzymające raka w szachu.
    8. Lignany są sprzymierzeńcem przeciwko rakowi.
    9. Produkty te, czyli lignany występują w różnych organizmach ssacych, są antyrakowe – trzymają komórki rakowe i pre-rakowe w szachu i nie pozwalają się im namnożyć – a w konsekwencji rak się nie rozrasta.
    10. Uzłośliwienie raka jest wynikiem wnikania do naszego jądra w komórce toksycznej substancji. Kiedy toksyna dołączy się do onkogenu – może odblokować lub uzłośliwić raka, który zawsze powstaje z jednej komórki.
    11. Udowodniono już, że konsumowanie żywności bogatej w ssacze lignany, podobnie jak w lignany z lnu jest ochroną przed rakiem, powstrzymując angiogenezę – powstawanie nowych tętnic i żył wrastających w raka, który zostaje stymulowany, gdyż ma pożywienie.
    12. Lignany wykazują słabą reakcję estrogenową – antyestrogenową, stają się przeciwnikami biologicznych efektów estrogenu, który jest znanym promotorem raka piersi. Równowaga hormonów płciowych ma wielkie znaczenie w prewencji raka u kobiet.
    Było to godne odnotowania, bowiem medycyna akademicka wzięła się za medycynę ludową a ponadto chciałem też pokrzepić serca tym, którzy piją ten napój „królewski” (podaje poniżej przepis)
    (forum bioslone)http://www.bioslone.pl

    Jeszcze raz o zaleceniach dietetycznych w chorobie nowotworowej

    W I etapie zaleceń dietetycznych zaniechanie jedzenia, picia wszystkiego co jest w smaku słodkie, a zwłaszcza na pusty żołądek: np. soki ze słodkich owoców i warzyw, samych owoców, słodzonych płatków, miodu oraz innych słodzonych płynów; posiłek, w którym się znajdą węglowodany powinien się składać z odpowiednio świeżego błonnika, który zapewni opóźnienie procesu opuszczania masy pokarmowej żołądka, a tym samym opóźni proces uwalniania glukozy. W II etapie, jeśli nie pijemy KB, a stosujemy terapię Gersona, to niezbyt słodkie soki warzywno-owocowe pijemy w rozcieńczeniu z wodą i między posiłkami tłustymi. Zdrowe, nierafinowane produkty węglowodanowe, prócz tego, że stanowią źródło energii dla organizmu, to też witaminy i sole mineralne oraz fitozwiązki niezbędne w walce z rakiem (najlepsze źródło – koktajle z błonnikiem).
    Tłuszcze pochodzące z oleju rybiego, czy naszego polskiego „złota” – z oleju lnianego, z I tłoczenia na zimno – ograniczają rozprzestrzenianie się komórek nowotworowych oraz wpływają na skład i wydolność makrofagów, zwiększając lub zmniejszając ich aktywność (wg taktyki strategicznej organizmu), w czasie niszczenia komórek nowotworowych. Pamiętamy o tzw. antyoksydantach w postaci surówek, w skojarzeniu z tymi tłuszczami.
    Białka o najwyższej jakości biologicznej dowozimy z produktów, które będą zawierały osiem aminokwasów, których organizm sam sobie nie jest w stanie wyprodukować. Jest to białko tzw. niezbędne, które składa się z: leucyny, izoleucyny, waliny, metioniny,treoniny, lizyny, fenyloalaniny i tryptofanu. Wszystkie te osiem aminokwasów musi występować jednocześnie w danym posiłku, aby mogła nastąpić synteza białek w organizmie. Białka, jak wiemy dostarczają organizmowi składników budulcowych – aminokwasów, które są niezbędne do naprawienia szkód porakowych i często po farmakoterapii raka.

    Pożywienie zawierające „białko niezbędne”.

    To są aminokwasy egzogenne, których organizm nie może sobie sam wytworzyć i muszą być dostarczone w pożywieniu. Białko, które zawiera osiem aminokwasów egzogennych jest białkiem pełnowartościowym i jest ono w jajkach, mięsie, rybach, mleku, serze.
    Natomiast białko niepełnowartościowe znajduje się w warzywach, nasionach, ziarnach, czy orzechach, co oznacza, że poszczególne produkty nie zawierają kompletu egzogennych aminokwasów.
    Dlatego też wegetarianie komponują albo usiłują komponować odpowiednio posiłki w ten sposób, aby uzyskać komplet aminokwasów egzogennych i są to, np. fasola z ryżem, chleb pełnoziarnisty-razowy, posmarowany grubo masłem orzechowym, czyli poprzez połączenie różnych produktów niepełnowartościowych. Ale – czy takie białka roślinne, w ostatecznym rozrachunku będą pełnowartościowe…

    Osoby majace nadciśnienie i problemy z sercem- świadczy to o przeciążonym toksynami układzie krwionośnym. Wskazuje to na to, że i wątroba i nerki nie przerabiają prawidłowo toksyn. Mówi się, że rak to próba ratunku organizmu przed zagładą polegającą na kumulacji toksyn w jednym miejscu w celu odciążenia organizmu. Te dolegliwości o tym świadczą, że w krwi znajduje się dużo czynników rakotwórczych, które infekują różne miejsca i że nie jest to tylko problem trzustki.
    Na pewno dana osoba przyjmuje garść lekarstw na różne dolegliwości, które również mogą powiększać problem, ze względu na to, że nie są utylizowane przez wątrobę.
    Dieta
    Wprowadzenie na okres ok. 4 tygodni diety ketogennej przez ograniczenie zarówno węglowodanów, jak i białka do ilości po około 30g czystych składników dziennie w postaci
    – najlepszego białka z żółtek oraz
    – najlepszych węglowodanów złożonych i nieprzetworzonych w kaszach i warzywach,
    – a przy tym dostarczanie ważnych substancji antynowotworowych w siemieniu lnianym w koktajlu z błonnikiem według Mistrza (i w oleju lnianym – pasta dr Budwig)
    to I etap decydujący o zagłodzeniu guza nowotworowego.
    Następnie wprowadzenie większej ilości:
    – wartościowego białka zawierającego komplet aminokwasów egzogennych,
    – węglowodanów w naturalnej postaci kasz, warzyw od gotowanych i blanszowanych do surowych i pewnej ilości świeżych owoców sezonowych jak i działających odkwaszająco ziemniaków,
    – i tłuszczu – tu bym sprecyzowała, że część tłuszczu może pochodzić z tłustych wywarów gotowanych na kościach szpikowych, jak również masła – świeżego i klarowanego (do gotowania potraw) i oleju lnianego,
    to następny II etap diety, który ma na celu wzmocnienie organizmu.

    Mówiąc o źródłach białka – mięso z ryb jest co prawda źródłem aminokwasów egzogennych, ale dostępne u nas pochodzi w dużej mierze z ryb hodowlanych lub z zanieczyszczonych łowisk, nie posiada dużej wartości, a co do tłuszczu – lepszym jego źródłem omega-3 jest siemię i olej lniany. Jednak ma ono tę zaletę, iż po ich spożyciu nie wzrasta ilość związków azotowych tak znacznie jak po zjedzeniu czerwonego mięsa. Także białe mięso drobiowe jest pod tym względem korzystniejsze, ale tylko wtedy, gdy stosujemy drób z chowu gospodarskiego, karmiony naturalnie.
    I tu także przejawia się mój sceptycyzm wobec doradzania innym, gdyż brak skutecznych wzorców odżywiania w chorobach świadczy o tym, jak trudne jest to zagadnienie, stanowiące próbę rozwiązania równania z nieskończenie wielką ilością niewiadomych.
    W każdym razie umożliwienie choremu prowadzenia normalnego życia ewentualnego przewartościowanego na skutek ciężkich przeżyć to znacznie lepsze wyjście niż męczarnie serwowane przez medycynę.

    Koktajl błonnikowy

    W wyniku postępu technologicznego, w ostatnich dziesięcioleciach zachodzą w naszym środowisku niekorzystne zmiany na skalę nienotowaną w historii Ziemi. Mamy więc dostatek pożywienia, co samo w sobie jest niewątpliwie plusem, ale – w wyniku intensywnej uprawy płodów rolnych, hodowli zwierząt opartej na paszach, hormonach i antybiotykach, a także wskutek przemysłowego przetwórstwa żywności – jest ona kiepskiej jakości.

    Tymczasem, by organizm mógł prawidłowo funkcjonować, należy wraz z pożywieniem dostarczać mu wszystkie niezbędne składniki, które możemy podzielić na dwie zasadnicze grupy:

    składniki energetyczne – tłuszcze, białka i cukry (węglowodany) przyswajalne (glukoza, fruktoza, sacharoza, skrobia),
    składniki nieenergetyczne – cukry nieprzyswajalne (błonniki: celuloza i pektyna), organiczne sole mineralne i witaminy.
    

    Mankamentem żywności wytwarzanej na masową skalę jest nadmiar zawartych w niej substancji energetycznych w stosunku do substancji nieenergetycznych. W tej sytuacji, by dostarczyć organizmowi dostateczną ilość witamin i minerałów, musimy zjadać substancje energetyczne w ilościach znacznie przekraczających zapotrzebowanie energetyczne. W przeciwnym razie komórki naszego ciała zgłoszą nam niedobór witamin i minerałów jako specyficzny rodzaj głodu, zwany głodem komórkowym, czyli permanentnym uczuciem niedosytu występującym nawet po spożyciu obfitego, ale śmieciowego, bo niepełnowartościowego posiłku.

    Najczęściej efektem dostarczania substancji energetycznych w ilościach przekraczających zapotrzebowanie energetyczne organizmu jest rozbudowanie magazynu energii (jakim jest podskórna tkanka tłuszczowa), czyli otyłość. Zarazem nadmiar cukrów w pożywieniu powoduje nadmierne obciążenie trzustki, czego konsekwencją jest cukrzyca wieku dorosłego. Z tego właśnie powodu nadwaga i cukrzyca występują zazwyczaj jednocześnie u tych samych osób.

    Organizmy osób niemających skłonności do tycia bronią się przed nadmiarem substancji energetycznych nie wchłaniając ich. Wówczas duże ilości białek, tłuszczów i cukrów trafiają do jelita grubego, gdzie wywołują zakłócenie flory bakteryjnej poprzez patologiczny przerost ilości drożdżaków Candida albicans i pleśni.

    Dobrym wyjściem, adekwatnym do rzeczywistości, w której przypadło nam żyć, jest systematyczne uzupełnianie substancji brakujących w naszym pożywieniu. Nie chodzi bynajmniej o tak zwane naturalne suplementy diety w pigułkach – produkowane w fabrykach, a więc martwe. Nam chodzi o substancje żywe – zawarte w świeżych owocach i warzywach, a także w zachowujących zdolność kiełkowania ziarnach (co stwierdzamy przeprowadzając test na kiełkowanie)*. Takim naturalnym uzupełnieniem pożywienia jest koktajl błonnikowy.

    • W celu sprawdzenia zdolności kiełkowania, należy na spodku położyć wacik, na nim umieścić 10 ziaren i wlać nieco wody, którą należy uzupełniać, by wacik nie wysechł. Jeśli po tygodniu co najmniej 7 (70%) ziaren puści kiełki, to całą partię ziaren możemy uznać za nadającą się do koktajli, jeśli mniej, to partia nadaje się do wyrzucenia.
      Właściwości składników koktajlu

    Poszczególne składniki koktajlu są tak dobrane, by mógł on uzupełnić wszystkie substancje, których w żywności współczesnego człowieka brakuje. Dlatego każdy z tych składników ma do spełnienia swoją specyficzną rolę.

    Nasiona dyni

    Jak wskazuje nazwa, istotnym składnikiem koktajlu, decydującym o jego unikalnych właściwościach, jest błonnik. Przy czym nie może to być błonnik martwy, pełniący jedynie rolę wypełniacza, gdyż taki błonnik nie dostarcza organizmowi żadnych wartościowych substancji, jedynie ułatwia wypróżnianie, ale dla zdrowia to za mało. Dlatego tak istotny składnik koktajlu błonnikowego musi być żywy, a więc aktywnie pełniący swoje funkcje ochronne względem zawartego w ziarnie zarodka rośliny.

    Takim żywym błonnikiem spełniającym stawiane przed nim wymogi są łupiny ziaren dyni, popularnie zwanych pestkami dyni.

    Zadaniem łupiny osłaniającej ziarno jest nie tylko jego ochrona mechaniczna. Po wewnętrznej stronie łupiny znajduje się cienka błona chroniąca zamknięty wewnątrz cenny zarodek przed drobnoustrojami i robakami, które chętnie by się pożywiły smakowitą zawartością nasienia. Rolę tę doskonale pełni zawarta w owej błonce kukurbitacyna – substancja wykazująca silne działanie toksyczne wobec drobnoustrojów i robaków, przy czym zupełnie nieszkodliwa dla organizmu ludzkiego. Największe stężenie kukurbitacyny występuje w ziarnach świeżych, gdy łupina jest jeszcze miękka i nie chroni nasienia przed intruzami. Z tego względu świeże pestki dyni w medycynie ludowej stosowane są do usuwania z przewodu pokarmowego robaków, takich jak: tasiemiec uzbrojony i nieuzbrojony, tęgoryjec dwunastnicy, glista ludzka, owsiki, lamblie. Dla przeprowadzenia skutecznej kuracji trzeba jednorazowo zjeść, w zależności od wieku, 100 – 200 świeżych pestek dyni.

    Po wyschnięciu łupiny ilość kukurbitacyny w ziarnie zanika, ale zwiększa się ponownie w okresie wypuszczania kiełka, jednak już nie w takiej ilości, jak w ziarnach świeżych. Dlatego w celu usunięcia pasożytów przewodu pokarmowego przy pomocy skiełkowanych pestek dyni należy zwiększyć ilość zjedzonych pestek o 50% i kurację przeprowadzić przez 3 dni z rzędu.

    Poza kukurbitacyną, pestki dyni zawierają wiele innych korzystnych dla naszego organizmu substancji. Ze składników mineralnych trzeba wymienić przede wszystkim fosfor (1,14%), a także inne ważne minerały – żelazo, selen, magnez, cynk, miedź, mangan. Ponadto pestki dyni zawierają znaczące ilości witamin, głównie witaminę E oraz B1 i B2. Ze zdrowotnego punktu widzenia, niezwykle ważnym składnikiem pestek dyni jest olej (ok. 35 %) zawierający około 80% nienasyconych kwasów tłuszczowych. Nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednym składniku pestek dyni – lecytynie, której znaczenia dla funkcjonowania organizmu nie można przecenić, bowiem jest ona obecna w każdej komórce naszego ciała i bierze udział w większości procesów metabolicznych.

    Życie w łupinie

    Jak widzimy, pestki dyni posiadają unikalne właściwości, niezwykle korzystne dla naszego zdrowia. Ale czy to znaczy, że natura stworzyła je dla nas? Ależ skąd! Natura stworzyła je dla rośliny, by ukryty w nasieniu zarodek mógł bez uszczerbku przetrwać w glebie do wiosny, opierając się atakom drobnoustrojów oraz robaków. Na wiosnę, przy odpowiedniej wilgotności i temperaturze, nasionko kiełkuje, a następnie na powierzchnię wydostaje się pęd i wypuszcza liście. Roślinka do samodzielnego życia będzie gotowa wówczas, gdy kiełek odpowiednio się ukorzeni i zacznie pobierać z gleby substancje mineralne, a w liściach powstanie chlorofil i rozpocznie się fotosynteza. Do tego czasu roślina żyje i rośnie dzięki substancjom zmagazynowanym w nasieniu. Czyli że każde nasionko wyposażone jest we wszystko – ochronę przed drobnoustrojami i robakami, energię oraz substancje mineralne potrzebne do wzrostu rośliny, zanim osiągnie samodzielność. Teraz widzimy, dlaczego nasiona niektórych roślin mają tak pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Muszą to być nasiona żywe, zdolne do kiełkowania, bo tylko wówczas mechanizmy te działają skutecznie, zaś po zmieleniu, albo wskutek działania wysokiej temperatury, większość substancji ulega zniszczeniu, a pozostałe szybko się utleniają. Dlatego do koktajlu błonnikowego używamy ziaren żywych, zachowujących zdolność kiełkowania.

    Oprócz zawartych we wnętrzu ziarna substancji odżywczych, ważna jest także jego osłonka, czyli błonnik. Wbrew pozorom, nie jest to martwa skorupa, gdyż w żywym ziarnie pełni ona rolę kapsuły chroniącej delikatną zawartość przed szkodliwymi czynnikami środowiska. Jak szkodliwe są te czynniki, możemy się przekonać obierając ziarno z łupiny i poddając próbie kiełkowania. I co się okazuje? Jak należało się spodziewać – obłupione ziarno nie wypuszcza kiełka. Tak szybko wpływ środowiska niszczy w nim życie.

    W ludzkim przewodzie pokarmowym błonnik pełni wiele ważnych funkcji – wchłania wodę i rozpuszczone w niej metale ciężkie, dzięki czemu ułatwia ich wydalenie, pomaga usunąć patologiczny śluz ze ściany jelita cienkiego, a wreszcie stanowi podłoże w hodowli bakterii acidofilnych zasiedlających środowisko jelita grubego.

    Bakterie acidofilne

    Bakterie acidofilne to grupa bakterii symbiotycznych, w normalnych warunkach zasiedlających środowisko jelita grubego. Żywią się niestrawnym dla ludzkiego przewodu pokarmowego błonnikiem, zaś jako produkty przemiany materii wydalają proste związki chemiczne – witaminy.

    Bakterie acidofilne wytwarzają wszystkie witaminy, oprócz witaminy C, i są jedynym naturalnym źródłem witaminy K, której niedobór wywołuje liczne objawy:

    słabą krzepliwość krwi,
    skłonność do krwotoków – zewnętrznych i wewnętrznych,
    problemy z gojeniem się ran,
    trudności w mineralizacji kości,
    zwiększone ryzyko rozwoju nowotworów,
    zapalenie jelita,
    biegunki.
    

    Często bagatelizuje się znaczenie witamin produkowanych przez bakterie acidofilne – że jest ich mało, a więc nie mają większego znaczenia. Ale co się dzieje, gdy ich zabraknie? Spada odporność. Wówczas podaje się wyhodowane w fabryce bakterie probiotyczne, zapakowane w kapsułki bądź dodane do jogurtów. Jest to jedynie rozwiązanie doraźne, ale na dłuższą metę – szkodliwe, gdyż maskuje rzeczywisty obraz kondycji naszego organizmu. Szkopuł w tym, że bakterie acidofilne powinny znaleźć odpowiednie środowisko do życia w naszym jelicie grubym. Jeśli tak nie jest (bo musimy owe ważne dla zdrowia bakterie systematycznie uzupełniać) to znaczy, że brak jest naturalnej równowagi drobnoustrojów jelita grubego, zwanej homeostazą jelitowej flory bakteryjnej.

    Homeostaza drobnoustrojów jelita grubego jest podstawowym warunkiem zdrowia, a jej brak oznacza niezbicie, że środowisko jelita grubego zdominował jeden gatunek drobnoustrojów – drożdżak Candida albicans. Drożdżyca jelita grubego jest chorobą grożącą poważnymi powikłaniami, więc maskowanie jej objawów bakteriami probiotycznymi nie może skończyć się dobrze.

    Toteż w naszym żywotnym interesie jest stworzenie symbiotycznym bakteriom acidofilnym odpowiednich warunków, by chciały zasiedlić swoje naturalne środowisko, którym jest ludzkie jelito grube. Podstawowym warunkiem hodowli bakterii jest odpowiednie podłoże, a dla bakterii acidofilnych takim podłożem jest żywy błonnik.

    Siemię lniane

    Ze względu na niezwykłe właściwości zdrowotne, siemię lniane jest jednym z najpopularniejszych środków stosowanych w medycynie ludowej. O zadziwiających walorach zdrowotnych siemienia lnianego decydują jego składniki, a szczególnie:

    substancje śluzowe i oleiste, które działają osłonowo na ściany przewodu pokarmowego, a także nawilżają śluzówkę dróg oddechowych,
    ważny dla zdrowia nienasycony kwas tłuszczowy omega-3, który dzięki obecności w ziarnie sporych ilości witaminy E, zwanej witaminą młodości, nie utlenia się, co jest zasadniczą wadą oleju wytłoczonego z siemienia lnianego (a także wszystkich innych olejów roślinnych),
    cynk będący niezbędnym składnikiem około 200 enzymów organizmu ludzkiego,
    fitoestrogeny – roślinne naturalne hormony, które, między innymi, łagodzą objawy menopauzy, zapobiegają miażdżycy i osteoporozie, a także zmniejszają ryzyko nowotworów piersi, macicy i prostaty,
    flawonoidy – barwniki roślinne, które mają zdolność uszczelniania naczyń krwionośnych oraz wykazują działanie rozkurczowe, przeciwzapalne, przeciwutleniające i moczopędne,
    fitosterole będące odpowiednikiem ludzkich hormonów płciowych, dzięki czemu mają wpływ na prawidłowe funkcjonowanie gruczołu prostaty,
    lecytyna, która jest niezbędna dla prawidłowego funkcjonowania organizmu jako całości,
    amigdalina, zwana witaminą B17, znana z niezwykłych właściwości antynowotworowych.
    

    Trzeba sobie zdać sprawę, że wymienione pozytywne właściwości zdrowotne nasiona lnu posiadają tylko wówczas, gdy tli się w nich życie, natomiast po zmieleniu lub wytłoczeniu z nich oleju, wskutek wpływu środowiska, głównie tlenu i światła, moc siemienia lnianego gwałtownie spada. Dlatego siemię lniane oraz pozostałe nasiona należy mleć tuż przed wykonaniem koktajlu.

    Pestki słonecznika

    W ziarnie słonecznika znajduje się 40% tłuszczu – oleju słonecznikowego zawierającego 70% kwasu linolowego*, a więc więcej niż w oleju lnianym, od którego pochodzi nazwa (z łac. linum – len, oleum – olej), mimo że zawiera on „tylko” 60% kwasu linolowego.

    W skład pestek słonecznika wchodzą niemalże wszystkie aminokwasy; brakuje jedynie lizyny, by były idealnym źródłem białka. Są one jednym z najbogatszych naturalnych źródeł żelaza, którego zawierają dwa razy więcej od rodzynek, uznawanych za bardzo dobre źródło tego pierwiastka. Ponadto pestki słonecznika są bogatym źródłem innych minerałów – cynku, wapnia, fosforu, magnezu i potasu. Dostarczają też sporo witamin, szczególnie rozpuszczalnych w tłuszczach: A, D i E, a także witaminy B1, B2, B3, B5, B6.

    Ważnym dla nas składnikiem pestek słonecznika są także jego zmielone łupiny. Są one błonnikiem, tak samo jak łupiny dyni, więc nawzajem świetnie się uzupełniają. Wespół działają niczym ostra gąbka ścierająca i wchłaniająca złuszczony nabłonek ze ścian jelit, zgęstniały patologiczny śluz obklejający ścianę jelita cienkiego, a także gumowate kamienie kałowe, tkwiące w ścianie jelita grubego niczym strupy. Czyli że połączone działanie błonników pestek dyni i słonecznika poprawia perystaltykę jelit, zwiększa powierzchnię wchłaniania oraz ułatwia regenerację nabłonka jelitowego.

    • Kwas linolowy to jeden z nienasyconych kwasów tłuszczowych typu omega-6. Kwasu linolowego nie wytwarza ludzki organizm, więc musi być dostarczany z pożywieniem, a jego niedobór wywołuje charakterystyczne objawy niedoboru. Z tego względu kwas linolowy zaliczany jest do grupy niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT), zwanych także witaminą F. Objawy niedoboru kwasu linolowego to: złuszczanie naskórka, pękanie warg i kącików ust, krwawienia z nosa, zapalenie dziąseł i języka, przewlekłe stany zapalne powiek i spojówek, wysięki naczyniowe oczu, wypadanie włosów, łamliwość i głębokie bruzdowanie płytek paznokciowych, rozwarstwianie płytek paznokciowych, plamki na płytkach paznokciowych, brak połysku paznokci, spowolniony wzrost paznokci i włosów, suchość lub łojotok skóry, łamliwość i rozdwajanie końcówek włosów, brak połysku włosów, łupież, złuszczanie przewodów słuchowych i małżowin usznych, zaburzenia wytwarzania plemników (zaburzenia spermatogenezy), nadżerki lub skłonność do nadżerek, bolesne miesiączkowanie, przedwczesne siwienie włosów.
      Blender

    Do wykonania koktajlu potrzebny jest blender, tj. elektryczny mikser do koktajli. Często takie miksery można spotkać jako przystawki do wieloczynnościowych robotów kuchennych. Można też kupić specjalny mikser do koktajli, wtedy już nazywa się on właśnie blender. W jego skład powinny wchodzić dwa naczynia: większe do mielenia i mieszania owoców na mokro, a także młynek do mielenia ziaren na sucho, którą to rolę z powodzeniem może pełnić młynek do mielenia kawy. Ze względu na niezawodność, najbardziej polecany jest mini blender Cucina – Philips HR 2860.
    Wykonanie koktajlu

    Wykonanie koktajlu nie jest ani trudne, ani pracochłonne – przy odrobinie wprawy nie pochłania więcej czasu, jak trzy minuty. Cały proces jest rozłożony na trzy kroki:

    Krok pierwszy: Do młynka do mielenia nasion (lub młynka do kawy) wsypujemy po łyżce stołowej:

    niełuskanych pestek dyni,
    niełuskanych pestek słonecznika,
    siemienia lnianego.
    

    Następnie całość mielemy na drobny proszek.

    Krok drugi: Zmielone nasiona wsypujemy do miksera, zalewamy niewielką ilością wody (by przykryła zmielone nasiona), dodajemy miód oraz owoce bądź warzywa. Całość miksujemy około minuty, aż mikser będzie wydawał jednostajny dźwięk świadczący o uzyskaniu jednolitej papki.

    Krok trzeci: Na koniec dolewamy taką ilość wody, by uzyskać 250 – 300 ml napoju, i przez kilkanaście sekund miksujemy, do uzyskania klarownego płynu.

    Po zmieleniu i rozdrobnieniu, zawarte w koktajlu czynne związki organiczne zostają gwałtownie uaktywnione. Ponieważ w naszym interesie jest, by to uaktywnienie wykorzystać w przewodzie pokarmowym i organizmie (nie w mikserze czy innym naczyniu), to koktajl należy wypić stosunkowo szybko – w ciągu powiedzmy kwadransa od jego przyrządzenia.

    Szczegółowy opis pierwszego kroku wykonania koktajlu

    Niełuskane pestki dyni i słonecznika, a także siemię lniane, są bazą koktajlu błonnikowego, decydującą o jego właściwościach, więc powinny się w nim znaleźć. Niemniej jednak ich ilość możemy dość dowolnie zmieniać, kierując się efektami, jakie chcemy uzyskać po wypiciu koktajlu. Gdy na przykład mamy problem z zaparciami, do koktajlu stosujemy dwie łyżki siemienia lnianego i po pół łyżki pestek dyni i słonecznika, gdy zaś jest na odwrót, bo naszym problemem są zbyt rzadkie stolce, postępujemy na odwrót – do koktajlu stosujemy dwie łyżki pestek dyni i po pół łyżki siemienia lnianego i pestek słonecznika.

    Oprócz trzech składników podstawowych, do koktajlu można dodać jeszcze jeden – czwarty składnik wymagający zmielenia. Choć wybór jest tutaj duży, to jednak w pierwszym kroku nie dodajemy więcej składników, niż cztery. Najlepsze efekty uzyskuje się dodając nasiona ostropestu albo orzechy – laskowe lub włoskie.

    Ostropest plamisty

    Nasiona ostropestu plamistego zawierają około 5% sylimaryny, z której wytwarzane są leki stosowane w leczeniu chorób wątroby. Sylimaryna wykazuje niezwykły wpływ na funkcjonowanie wątroby – odtruwający, przeciwzapalny, a także stymulujący regenerację i wytwarzanie nowych komórek. Chroni wątrobę przed negatywnym wpływem wielu trucizn, m.in. alkoholu, pestycydów, a nawet muchomora sromotnikowego. Oprócz sylimaryny, żywe, zachowujące zdolność kiełkowania nasiona ostropestu plamistego zawierają także ważne dla naszego zdrowia substancje czynne – aminy biogenne, kwas stearynowy i palmitynowy.

    Do porcji koktajlu należy dodać jedną łyżeczkę do herbaty nasion ostropestu. Koktajle można stosować zarówno terapeutycznie, jak i profilaktycznie. W chorobach wątroby dawka terapeutyczna wynosi trzy koktajle błonnikowe z dodatkiem ostropestu dziennie. Profilaktycznie jeden koktajl z dodatkiem ostropestu stosujemy zwłaszcza w początkowym okresie wdrożenia Mikstury oczyszczającej, gdy występuje nadmierne obciążenie wątroby.

    Orzechy

    Dla naszych przodków myśliwych-zbieraczy orzechy stanowiły ważny element pożywienia. Łatwo można je przechowywać, a zawartość olejów, białek, minerałów i witamin stawia orzechy wysoko w hierarchii żywności najlepiej przyswajalnej dla ludzkiego organizmu. Orzechy zawierają dobrze przyswajalne białka, spore ilości olejów nienasyconych, duże ilości witamin A, E oraz B9, a także wielkie bogactwo minerałów w postaci organicznych soli, m.in.: magnez, fosfor, potas, cynk, żelazo, selen i wapń.

    Orzechy powinny być w nieuszkodzonych skorupkach. Obieramy je tuż przed wykonaniem koktajlu, do którego dodajemy dwa orzechy włoskie albo pięć laskowych.

    Szczegółowy opis drugiego kroku wykonania koktajlu

    Koktajle błonnikowe słodzimy kierując się własnym zmysłem smaku. Jako całość, koktajl zawiera dostateczną ilość substancji potrzebnych organizmowi do prawidłowego funkcjonowania, więc do jego posłodzenia, zamiast miodu, spokojnie możemy użyć cukru, i to bez obawy, że jest to produkt oczyszczony z wartościowych substancji odżywczych, gdyż pozostałe składniki koktajlu zawierają te substancje w dostatecznej ilości. Można także użyć jednocześnie miodu i cukru, w dowolnych proporcjach.

    Odpowiednio posłodzony koktajl zaspokaja ochotę na słodycze, więc może być wykorzystany w kuracji odwykowej osób uzależnionych od słodyczy.

    Miód i cukier do słodzenia koktajlu można z powodzeniem zastąpić suszonymi rodzynkami, figami oraz daktylami. Jeśli dodamy słodkich owoców, to koktajlu w ogóle nie słodzimy.

    Chorzy na cukrzycę powinni zrezygnować ze słodzenia koktajlu cukrem i miodem, natomiast suszone rodzynki, figi i daktyle, a także słodkie owoce powinni stosować w niewielkich ilościach.

    Ilość owoców nie musi być ściśle odmierzona, ale nie powinno być ich zbyt dużo, bowiem koktajl powinno się pić, a nie jeść. Toteż zalecana ilość owoców w koktajlu dla jednej osoby powinna być porównywalna do wielkości kurzego jajka.

    Jeśli akurat mamy – do koktajlu dodajemy resztki cytryny pozostałej po wykonaniu Mikstury oczyszczającej.

    Koktajle mogą być wykonywane z owoców albo warzyw, mogą być także mieszane. Najlepsze są świeże owoce sezonowe – czereśnie, wiśnie, truskawki, jabłka, gruszki, śliwki, borówki, maliny, porzeczki, agrest, poziomki, jeżyny, arbuzy, winogrona. Poza sezonem, w okresie zimowym, dobre są owoce łatwe do przechowywania – jabłka, gruszki, a z importowanych – banany, ananasy, kiwi.

    Do koktajli warzywnych najlepsze są świeże warzywa sezonowe, głównie pomidory, papryka, ogórki, dynia, a także wszelkie warzywa okopowe – czerwone buraki, marchew, czarna rzepa, seler. Warzywa okopowe nadają się także do wykonywania koktajli w okresie zimowym, gdy brakuje świeżych warzyw i owoców.

    Ważne jest przygotowanie owoców i warzyw przed ich zastosowaniem w koktajlu. Oto trzy najważniejsze zasady, którymi należy się kierować przygotowując koktajl błonnikowy:

    Z owoców pestkowych, przed włożeniem do blendera, należy usunąć pestki.
    Z owoców takich jak jabłka czy gruszki nie usuwamy pestek ani komory nasiennej.
    Owoców i warzyw nie obieramy ze skórki, lecz dokładnie myjemy i wycieramy.
    

    Koktajli warzywnych z reguły nie słodzimy, lecz solimy do smaku. Jako dodatek do koktajli warzywnych doskonale nadaje się nać pietruszki i selera.

    Szczegółowy opis trzeciego kroku wykonania koktajlu

    Do wypełnienia koktajlu do wymaganej pojemności 250 – 300 ml możemy użyć nie tylko wody, ale także śmietany. Zwłaszcza koktajle warzywne są wyśmienite, gdy do ich wypełnienia użyjemy śmietany i do smaku dodamy nieco soli i pieprzu. Także koktajle z dodatkiem poziomek, truskawek, borówek, jeżyn i malin mają doskonały smak, jeśli do ich wypełnienia użyjemy śmietany i posłodzimy. Taki koktajl, wraz z białym pieczywem, grubo posmarowanym masłem, może stanowić samodzielny posiłek.

    Koktajl cytrynowy

    Koktajl cytrynowy wykonuje się w ten sposób, że w kroku pierwszym dodajemy tylko trzy podstawowe składniki – pestki słonecznika i dyni oraz siemię lniane, w kroku drugim dodajemy cienko obraną średniej wielkości cytrynę i słodzimy miodem, a w kroku trzecim dodajemy tylko wodę.

    Koktajle cytrynowe mają działanie oczyszczające, wspomagające działanie Mikstury oczyszczającej w wypadku potrzeby usunięcia z organizmu nieorganicznych kamieni, kryształków i zwapnień, zwłaszcza tych zalegających w stawach, ale także w śliniankach, przewodach wątrobowych i trzustkowych oraz w innych miejscach naszego ciała.

    Ponieważ kuracja koktajlami cytrynowymi wywołuje gwałtowne reakcje ze strony systemu odpornościowego, nie powinno się jej wdrażać, gdy istnieją gwałtowne reakcje związane z wprowadzeniem Mikstury oczyszczającej. Jeśli wszystko przebiega w sposób typowy, czyli nie występują zbyt gwałtowne reakcje organizmu, to optymalnym terminem wprowadzenia kuracji koktajlami cytrynowymi jest siedem miesięcy od wdrożenia Mikstury oczyszczającej. Jest to miesiąc po zmianie alocitu na bazie soku z aloesu na alocit na bazie ekstraktu z grejpfruta, która to zmiana jest swoistym testem skuteczności dotychczasowej kuracji Miksturą oczyszczającą. Jeśli po tej zmianie nie wystąpią zbyt gwałtowne reakcje organizmu to znaczy, że kurację koktajlem cytrynowym można rozpocząć.

    Kuracja powinna trwać trzy miesiące i polega na wypijaniu codziennie dwóch, trzech koktajli cytrynowych w dowolnych porach dnia. W zasadzie jedna kuracja koktajlem cytrynowym powinna wystarczyć, by uzyskać pożądany efekt. Gdyby jednak zaistniała taka potrzeba, to można ją powtórzyć po co najmniej trzymiesięcznej przerwie.

    Częstą reakcją organizmu w początkowej fazie kuracji koktajlem cytrynowym jest „wszechogarniający” ból będący przejawem ustępowania zmian zwyrodnieniowych stawów, ścięgien i więzadeł. W takim przypadku należy ten ból przetrzymać, jeśli jest do wytrzymania, albo zrobić trzy-, czterodniową przerwę w kuracji.

    Autor: Józef Słonecki

  10. Magda pisze:

    bardzo to interesujace… a czy to dziwnie zabrzmi jak powiem, ze od wczoraj poszukiwałam jakiegoś fajnego przepisu na pyszny koktajl… Może to jest niedowiary, ale mam tak, że o czymś pomyślę dzisiaj a jutro o tym piszemy tu….

  11. Minerałek pisze:

    Wklejam pomimo, że juz są na stronce, trochę informacji o Vit.C, ale liposomalnej. Później napisze Wam, jak zrobić ją samemu w domu, nie płacąc krocie koncernom.

    Do czego służy liposomalna witamina C?

    Wykonana rzemieślniczą metodą ( w domu)– tak samo się sprawdza: w przeciwieństwie do tradycyjnej postaci witaminy nie drażni żołądka i nie powoduje tak szybko rozwolnienia, bo więcej witaminy zamiast zostać w jelitach i wiązać wodę trafia do krwiobiegu. Jej wchłanialność jest porównywana z pozajelitowym podawaniem witaminy C.
    Liposomalna postać witaminy C jest idealna gdy potrzebne jest zwalczenie jakiejś dolegliwości megadawkami, a podawanie doustne powoduje problemy z uwagi na nieprawidłowość działania traktu jelitowego lub gdy należałoby ją podać pozajelitowo ale nie ma takiej technicznej możliwości. Sprawdza się też w przypadku gdy chorują dzieci, które nie zawsze akceptują kwaskowaty smak witaminy C. Gdy nie mamy ochoty na wlewanie w siebie szklanek roztworu i wolimy bardziej skoncentrowaną formę (przyjmowaną w łyżeczkach lub łyżkach) to też jest to wyjście znakomite. Jest to raczej generalnie rzecz biorąc postać „na czas wojny” (gdy musimy zwalczyć jakąś dolegliwość), a nie „na czas pokoju” (gdy nic nam nie dolega i jesteśmy zdrowi, nie palimy, nie mamy stresów, nie uprawiamy intensywnego sportu, nie jesteśmy narażeni na działanie toksyn środowiskowych lub promieniowania).

    W normalnej sytuacji (gdy jesteśmy zdrowi, nie palimy, nie mamy stresów itd.) to czerpiemy rzecz jasna witaminę C z pożywienia, czyli z najlepszego źródła (kiszonki, świeże warzywa i owoce, kiełki, soki świeżo wyciskane). Zimą można pokusić się dodatkowo o witaminizowanie wyciskanych w domu soków warzywno-owocowych i do tego celu krystaliczna witamina nadaje się znakomicie, w tak małych ilościach (np. łyżeczka na litr soku) nie spowoduje ani wyraźnej zmiany smaku ani też żadnej odpowiedzi jelitowej. Kiedy jednak cokolwiek zaczyna nam dolegać lub gdy nasze zapotrzebowanie na witaminę C zwiększa się z takich lub innych powodów – musimy szybko dostarczyć do ustroju dużo większe dawki. Tym większe im bardziej stresująca nasz organizm jest sytuacja (pamiętajmy, że są rozmaite postacie stresu: fizyczny, chemiczny oraz emocjonalny).

    Jest to całkiem zgodne z naturalnym biegiem rzeczy: zwierzęta (wszystkie oprócz świnek morskich, małp i niektórych nietoperzy) produkują witaminę C w swoim organizmie, a pod wpływem stresu, urazu lub choroby produkują jej wielokrotnie więcej niż normalnie. My niestety nie mamy enzymu GLO (oksydaza L-gulonolaktonowa) niezbędnego do endogennej produkcji kwasu L-askorbinowego. Co za pech i skaranie boskie! W trakcie ewolucji uległ uszkodzeniu gen odpowiedzialny za syntezę tego enzymu i dlatego jesteśmy zdani na zewnętrzne źródła kwasu L-askorbinowego (choć jak wskazują badania pewna jego część dostarczona do ustroju przez jakiś czas podlega „recyklingowi”, jednak nie ma możliwości aby działo się to w nieskończoność, niestety).

    Zapotrzebowanie człowieka na witaminę C w różnych warunkach badał dokładnie (bo aż przez 22 lata) doktor Robert Fulton Cathcart III -http://www.med-help.net/Vitamin-C.html a także http://orthomolecular.org/library/jom/1981/pdf/1981-v10n02-p125.pdf)

    Generalnie przyjęto zasadę, że należy w terapiach witaminą C trzymać się trzech zasad: Quantity-Frequency- Duration. Czyli dużo, często i tak długo, aż ustąpią objawy. W przeciwieństwie do medycyny akademickiej i tradycyjnych farmaceutyków, w terapiach ortomolekularnych nie kierujemy się bowiem sztywnymi dawkami (stąd niestety mamy fenomen badań z witaminą C, które „wykazały” że nie zapobiega ani nie leczy ona przeziębienia, a tak naprawdę badania te wykazały jedynie brak wiedzy badających lub ich krótkowzroczność), lecz obecnością i ostrością symptomów. Im bliżej jesteśmy nasycenia witaminą C, tym bardziej opuszczają nas symptomy dolegliwości i zaczynamy się czuć lepiej, co następuje często (zwłaszcza przy niewielkich infekcjach typu katar lub początki przeziębienia) w ciągu zaledwie godzin.

    Nasycenie w przypadku doustnego podawania tradycyjnej formy witaminy C (krystalicznej lub jej związków z minerałami) objawia się jak wiadomo oznakami jelitowymi takimi jak gazy i burczenie w brzuchu, a ostatecznie wizytą w toalecie, do której – jak podkreśla dr Cathcart – najlepiej starać się nie dopuścić. Jeśli mimo wszystko do niej dojdzie, to należy zmniejszyć ilość przyjmowanej witaminy C do 80% dawki, która wywołała rozwolnienie i kontynuować dalej do ustąpienia objawów. Dr Cathcart podkreśla, że nie ma czegoś takiego jak jedna ilość dobra dla każdego. Im mniej jesteśmy zdrowi a bardziej chorzy, tym więcej witaminy C nasz organizm jest w stanie przyjąć – bo tym więcej jej potrzebuje aby rozprawić się z chorobą. Podobnie jak gdy wybucha wielki pożar lasu, wodę do jego ugaszenia należy dostarczyć porządną strażacką pompą, a nie wiaderkiem jak przy gaszeniu ogniska na biwaku

    Tolerancja jelitowa na przyjmowane doustnie dużej dawki witaminy C zależy zawsze od aktualnego stanu zdrowia człowieka i czynników środowiskowych (np. zanieczyszczenie powietrza, kontakt z metalami ciężkimi i innymi toksynami, palenie czynne lub bierne, urazy itd.).

    Witamina C wiąże metale ciężkie i bezpiecznie usuwa je z ustroju.

    A co z typowymi infekcjami? Przykładowo jak podaje dr Cathcart:
    1. Zdrowy ogólnie człowiek może do nasycenia (czyli stanu „prawie” rozwolnienia) przyjąć w ciągu doby 4-15 gramów witaminy C (4000-15000 miligramów) w 4-6 podzielonych dawkach. W warunkach stresu lub wzmożonej aktywności fizycznej zapotrzebowanie wzrasta jednak do 15-25 gramów.

    Lekko przeziębiony będzie potrzebował przyjąć już 30-60 gramów w 6-10 dawkach aby zwalczyć chorobę, czyli taka ilość może być przyjęta do nasycenia (do wystąpienia stanu na pograniczu rozwolnienia), dla osoby z cięższym przeziębieniem będzie to co najmniej 100 gramów na dobę w 8-15 dawkach.
    Przy grypie ilość witaminy C potrzebnej do nasycenia organizmu wzrasta do 150 gramów na dobę w 8-20 dawkach.

    Dla chorego na wirusowe zapalenie płuc lub mononukleozę ilość ta wzrasta do 200 gramów i więcej na dobę lub więcej w 12-25 dawkach.

    Infekcje bakteryjne potrzebują 30-200 i więcej gramów na dobę w 10-25 dawkach

    To właśnie dr Cathart ukuł nazwę „100-gramowe przeziębienie” czyli takie którego symptomy zanikają po podaniu w ciągu doby 100 g (100.000 mg) kwasu L-askorbinowego. Chorzy na bardzo ciężkie zaburzenia (np. nowotwory lub AIDS) potrzebują czasem olbrzymich dawek dobowych (ponad 200 g na dobę), podawanych dożylnie lub domięśniowo, w warunkach szpitalnych, ponieważ tolerancja jelitowa staje się barierą dla większych dawek przyjmowanych doustnie (w przypadku zastrzyków czy kroplówek nie podaje się rzecz jasna czystego kwasu L-askorbinowego lecz jego związek, najczęściej askorbinian sodu)

    Tolerancja jelitowa maleje też z wiekiem albo gdy występują zaburzenia traktu jelitowego uniemożliwiające prawidłowe wchłanianie (zawsze pamiętajmy, że jesteśmy nie tym co wsadzamy do ust, lecz tym co wchłaniamy!). Wtedy wyjściem jest ominięcie drogi doustnej i podanie witaminy drogą pozajelitową. Chyba że… cząsteczki witaminy otulimy otoczką lipidową. I tu właśnie z pomocą przyjdzie nam liposomalna witamina C.

    Liposomalna witamina C posiada przyswajalność rzędu ponad 90% czyli w zasadzie jest przyswajalna w porównywalnym stopniu jak podawana pozajelitowo. Oczywiście miał on na myśli profesjonalnie wykonaną postać, a nie wykonaną w domu: nasza domowa będzie mieć nieco gorsze parametry (nie uda nam się każdziuteńkiej cząsteczki witaminy „zliposomować”), ale o tym za chwilę.

    Jak nietrudno zauważyć w miarę jak dobowe zapotrzebowanie na witaminę C się zwiększa – dawki przyjmowane doustnie muszą zostać podzielone na tym więcej małych dawek, bo nie jesteśmy w stanie na jeden raz przyswoić jej zbyt dużo. Taką samą sytuację mamy np. z wapniem albo z magnezem, o czym pisałam poprzednio: małe ilości ale często są przyswojone lepiej niż duże jednorazowe, które doustnie przedawkowane powodują rozwolnienie. Tak samo z witaminą C. Im mniejsza jednorazowa dawka tym większa ilość zostanie przyswojona, im zaś więcej doustnie dostarczymy na jeden raz, tym mniej przyswoimy z uwagi na tolerancję jelitową. W przypadku liposomalnej formy ponieważ cząsteczki witaminy znajdują się w fosfolipidowej otoczce (takiej samej jak błona komórkowa w komórkach naszego ciała) przyswajalność się zwiększa. To z kolei powoduje, że zwiększa się też tolerancja jelitowa (więcej witaminy wędruje do krwiobiegu, a mniej zostaje w jelitach wiążąc wodę).

    A więc do dzieła.

    Co będzie nam potrzebne?

    Kwas L-askorbinowy w proszku 1 płaska łyżka (ok. 14 g), kupisz w kilogramowych opakowaniach w sklepie internetowym lub na portalu aukcyjnym Allegro, koszt ok. 35-45 zł/kg.
    Woda demineralizowana dostępna na każdej stacji benzynowej (ew. zwykła filtrowana, choć na wodzie demineralizowanej dłużej można przechowywać w lodówce) – 240 ml + 120 ml

    Lecytyna (słonecznikowa lub sojowa, wolna od GMO) w proszku lub granulkach jako źródło fosfolipidów – 3 płaskie łyżki (ok. 24 g), do nabycia w sklepie ze zdrową żywnością naziemnie lub internetowo jak również na portalu aukcyjnym, koszt ok. 25 zł/250g

    Plastikowa słomka lub drewniana łyżka do mieszania

    Waga kuchenna (najlepiej elektroniczna) do odmierzania składników

    Wanienka (myjka) ultradźwiękowa (taka do domowego czyszczenia biżuterii) o wydajności minimum 38 Khz (38.000 drgań na sekundę). Ja mam Silver Crest (46 Khz) i sprawdza się bardzo dobrze. Koszt takiej myjki (tak czy siak przydatnej w domu) to ok. 100 zł.

    Blender lub szczelnie zamykany słoik szklany

    Najpierw musimy zrobić dwa roztwory, najlepiej podgrzać leciutko wodę w garnuszku (nie w mikrofalówce!) aby była letnia (temperatura ciała), co ułatwi nam pracę.

    Lecytynę rozpuszczamy w 240 ml ciepłej (ale nie gorącej) wody: po wsypaniu jej do wody zostawić ją na minimum 1/2 godziny, namoczona lepiej się rozpuszcza, po czym albo użyć blendera albo wlać do zakręcanego szczelnego słoika i mocno potrząsać przez kilka minut. Ostatecznie musimy uzyskać jednolitą ciecz, bez żadnych grudek.
    Witaminę bardzo dokładnie rozpuszczamy w 120 ml letniej wody, musi się cała rozpuścić.

    Obydwa roztwory wlewamy do wanienki ultradźwiękowej i mieszamy, a następnie włączamy urządzenie. Zależnie od typu urządzenia i wbudowanego timera będziemy musieli cykl powtórzyć (w moim urządzeniu maksymalnie jeden cykl może trwać 600 sekund czyli 10 minut), cały czas przy tym mieszając plastikową słomką naszą miksturę. Ostatecznie cała początkowa pianka na powierzchni zniknie, a mikstura będzie mieć jednolity kremowy wygląd. Może to zająć 20-30 minut (2-3 cykle). Wylewamy miksturę z wanienki ultradźwiękowej do jakiejś miski, a stamtąd przez lejek do zakręcanej butelki (polecam butelki 0,7 po Frugo, mają bardzo szczelne zakrętki, ewentualnie gdy mamy mniejszą porcję to fajne są też buteleczki 250 ml po syropie klonowym z Rosmanna) i chowamy do lodówki, w lodówce można przechowywać ok. tygodnia, poza lodówką w temperaturze pokojowej ok. 3-4 dni.

    Początkowe pH naszej mieszaniny to ok. 3 czyli dosyć kwaśne, po zakończeniu procesu sonikacji większość cząsteczek witaminy otrzyma otoczkę z fosfolipidów, zatem mikstura straci nieco swoją kwasowość, jej pH wzrośnie i nieco bardziej zbliży się do neutralnego, ok. 5,5-6 (neutralne to 7), co można łatwo sprawdzić paskami lakmusowymi. Niestety nie mam dokładnego miernika pH w domu, jedynie paski wskaźnikowe, stąd wartości pH podaję przybliżone.

    Jeśli chcemy sprawdzić ile cząsteczek witaminy pozostało w stanie wolnym (nie pokryło się lipidową otoczką) to należy sporządzić roztwór sody oczyszczonej (2 łyżki stołowe czyli ok. 30 ml wody i 1/4 łyżeczki sody), odlać 1/2 szklanki mikstury do jakiegoś naczynia (np. słoiczka) i powolutku mieszając wlać doń roztwór sody. Zajdzie reakcja – niezwiązane lipidami cząsteczki witaminy utworzą askorbinian sodu, zaś uwalniający się dwutlenek węgla utworzy piankę (całość zacznie musować). Podczas musowania ilość piany wskaże nam przybliżony stopień w jakim udało nam się podczas domowej sonikacji stworzyć liposomy: pianka o wysokości ok. 1 cm (lub mniejsza) jest dopuszczalna i oznacza, że ok. 70% (lub więcej) cząsteczek witaminy została „zliposomowana”. To całkiem dobry wynik jak na domowe warunki. Przy większej piance warto powtórzyć proces sonikacji i sprawdzić raz jeszcze – z reguły parametry ulegają poprawie.

    Mikstury kontrolnej zbuforowanej sodą nie wylewajmy do zlewu, lecz z powrotem wlejmy ją do butelki z preparatem. Askorbinian sodu to dobrze przyswajalna postać witaminy i nie drażniąca żołądka. Można nawet (jeśli ktoś ma wybitne problemy z żołądkiem) zbuforować całość lub też po prostu zamiast kwasu L-askorbinowego jako surowca do wykonania preparatu użyć właśnie askorbinianu sodu przez co uzyskamy miksturę o jeszcze wyższym odczynie pH (7-7,5).

    Jak smakuje liposomalna witamina C?

    Nie będę owijać w bawełnę: podczas gdy popijanie mojego ulubionego witaminowego „sprajta” (szczególnie z dodatkiem miodu) to czysta frajda, picie liposomalnej witaminy C do przyjemności raczej nie należy. Smakuje jak żółtko jajka wymieszane z cytryną 😉 Ale… to nie ma smakować tylko działać! Po prostu trzeba łyknąć i szybko popić czymś (sokiem, wodą, herbatką zieloną lub miętową itp.), a „jajeczny” posmak szybko z ust zniknie.

    Trochę obliczeń

    Normalnie gdy przyjmujemy klasyczny roztwór („sprajta”), to wsypujemy na szklankę wody (ok. 240 ml) łyżeczkę witaminy (płaską = 3 g). Jest to dosyć kwaśne w smaku, ale po dodaniu odrobiny słodzidła (miód, ksylitol czy stewia) da się całkiem przyjemnie wypić. Więcej witaminy na 1 szklankę wody niż ta 1 łyżeczka nie da rady wsypać, bo byłoby to jak przypuszczam kwaśne jak ocet siedmiu złodziei (nawet mocno słodząc), praktycznie nie do wypicia, a nawet gdyby jakimś cudem udało się nam tak silny roztwór jakoś wypić w ilości całej szklanki naraz, to skończyłoby się to dla większości osób rychłą wizytą w toalecie.

    Biorąc pod uwagę, że szklanka ma 250 ml ale gdy nalewamy wodę do szklanki to nigdy nie po brzeg, lecz właśnie ok. 240 ml, na 1 szklankę wody w witaminie liposomalnej przypada ok. 9,33 g witaminy, czyli ok. 3 łyżeczki. Jest to więc bardzo silny roztwór, a do tego dużo lepiej przyswajalny niż tradycyjny. Dlatego witaminy liposomalnej nie ma potrzeby pijać szklankami, wystarczą dużo mniejsze objętości.

    Jedna łyżka stołowa ma objętość 15 ml. Użyliśmy 24 łyżki stołowe wody (360 ml w sumie), w której znajduje się 14 g (14000 mg) witaminy C. Przyjmijmy, iż średnio udało nam się w warunkach domowych uzyskać ok. 70% cząsteczek (9,8 grama, 9800 mg) pokrytych lipidową otoczką. W jednej łyżce mikstury znajdzie się ok. 583 mg witaminy, z czego przyswoimy 80% (jest to mniej niż produkt LivOn Labs) czyli ok. 466 mg. Aby więc przyswoić 1 gram (1000 mg) należy spożyć ok. 40 ml mikstury (nieco ponad 2 łyżki).

    Przepis nr 2: wersja „Forte”

    Jeszcze bardziej skoncentrowany preparat możemy uzyskać robiąc liposomalną witaminę C w postaci Forte. Jest to moja ulubiona forma liposomalnej, którą w razie potrzeby stosujemy u mnie w domu. Ma ona jakby nieco gęstszą konsystencję od przepisu pierwszego. Jedna łyżeczka od herbaty (5ml) zawiera ok. 1 gram witaminy, z czego przyswoimy ok. 800 mg. Jedna łyżka stołowa zawiera ok. 3 gramy witaminy, z czego przyswoimy ok. 2400 mg.

    W przepisie zmieniają się nieco proporcje:

    W 240 ml dobrze ciepłej (ale nie gorącej, ok. 70 stopni) wody wlanej do litrowego słoika wsypujemy 95 g lecytyny i namaczamy na ok. 1/2 godziny, po namoczeniu lecytyna uzyska konsystencję papkowatą i będzie się dobrze rozpuszczać.
    W międzyczasie jak lecytyna się namacza podgrzewamy ostrożnie w garnuszku 220 ml wody do temperatury nie wyższej niż 45-50 stopni (najlepiej użyć termometru aby nie ryzykować utlenienia witaminy, co objawi się uwalnianiem bąbelków – taką możemy już tylko wylać do zlewu) i bardzo dokładnie rozpuszczamy 100 gramów witaminy C (kwas L-askorbinowy lub askorbinian sodu). Rozpuszczalność witaminy C wynosi 333g/litr w temp. 24 stopni, dlatego nie próbujcie rozpuszczać takiej ilości w wodzie o temperaturze pokojowej, to się po prostu nie uda. Jeśli pamiętacie z lekcji chemii wiadomości na temat roztworu nasyconego to przydadzą się teraz te informacje: rozpuszczalność substancji poprawiają takie czynniki jak zmiana temperatury czy mieszanie. Czyli musimy wodę podgrzać (ale nie za mocno aby nam się nie utleniła witamina!) i jednocześnie cierpliwie mieszać (plastikową słomką, drewnianym patyczkiem, szklaną pałeczką, byle nie metalem). W temperaturze 24 stopni bowiem udałoby się nam rozpuścić jedynie 73,26 grama w 220 ml wody, a my potrzebujemy rozpuścić jej 100 g.

    Gdy lecytyna będzie miała temperaturę ciała (będzie letnia) wlewamy do niej roztwór z witaminą i energicznie wstrząsamy przez jakiś czas (minutę, dwie) słoikiem do uzyskania jednolitego płynu (bez grudek lecytyny).

    Miksturę poddajemy procesowi sonikacji w myjce utradźwiękowej jak w przepisie pierwszym, na początku ciecz będzie pienista, potem pianka zniknie, a gotowa jest gdy jej powierzchnia jest gładka, bez bąbelków pianki, a postać kremowa.

    Dalej postępujemy jak w przepisie pierwszym.

    Ten skoncentrowany preparat jest bardziej kwaskowaty w smaku od tego z przepisu pierwszego (pH produktu końcowego to ok. 3,5-4), ale za to mniej czuć jajkowaty posmak lecytyny: picie go bezpośrednio łyżeczką nie jest zalecane, lepiej wmieszać go do niewielkiej ilości soku, koktajlu, jogurtu, rozgniecionej widelcem na papkę połówki banana, podduszonego w garnuszku na mus jabłka (lub innych dowolnych zmiksowanych czy utartych owoców). Jednym słowem jakiś podkładzik co by nam to jakoś całkiem znośnie smakowało 🙂 W sumie sok z cytryny ma zbliżony, choć jeszcze bardziej kwaśny odczyn (ok. 3), co zmierzyłam z ciekawości uniwersalnymi paskami lakmusowymi – przepraszam za niespecjalną jakość zdjęcia, musicie uwierzyć mi na słowo lub zrobić pomiar samodzielnie 😉

    Jeśli ktoś chce może oczywiście zbuforować ten odczyn za pomocą wodorowęglanu sodu (sody oczyszczonej) tak jak w przypadku przepisu pierwszego lub użyć od razu zbuforowanej postaci witaminy czyli askorbinianu sodu jako surowca do wykonania preparatu. Oczywiście też każdy z przepisów można wykonać z połowy porcji, nie trzeba zaraz z całej. Wszystko zależy od bieżących potrzeb.

    Witaminę liposomalną najlepiej przyjmować pomiędzy posiłkami albo pół godziny przed posiłkiem. Posiłek najlepiej aby zawierał świeże warzywa i owoce, siemię lniane świeżo mielone, zieloną lub ziołową herbatkę lub świeżo wyciśnięty sok – w ten sposób dostarczymy do organizmu bioflawonoidy, które wspomagają przyswajanie witaminy C. W taki właśnie sposób podawał swoim pacjentom witaminę C podczas infekcji wirusowych (polio, odra, świnka) dr F. Klenner: witamina C doustnie lub pozajelitowo, a do tego koniecznie do picia soki np. owocowe. Za czasów Klennera (lata 40-ste, tuż po odkryciu witaminy C) postać liposomalna nie była znana, podawało się witaminę C tradycyjnie w roztworze doustnie lub pozajelitowo (dożylnie lub domięśniowo).

    Jeśli więc na stronach sprzedających drogie suplementy przeczytacie informację, iż witamina C musi KONIECZNIE w jednym preparacie zawierać bioflawonoidy „bo inaczej nie działa” i dlatego MUSICIE kupić właśnie TEN JEDYNY choć kosztowny lecz jakże bardzo zdrowotnie opłacalny preparat mający dwa w jednym itd., to wiedzcie, iż jest to nieprawda, bowiem praktyka kliniczna wskazuje na zupełnie co innego. Tak samo dobrze i równie skutecznie działa podanie witaminy C osobno i bioflawonoidów osobno (ich bogatym źródłem jest pożywienie będące jednocześnie źródłem witaminy C, a więc świeże warzywa i owoce lub wyciskane z nich na świeżo soki, ale też i herbatki ziołowe czy zielona).

    Jak napisał dr Andrew Saul (a ja się z nim całkowicie zgadzam): pożywienie jest kiepskim źródłem witaminy C (w sensie gdy mówimy o jej stosowaniu terapeutycznym potrzebnym w megadawkach np. przy infekcjach), ale jest dobrym źródłem bioflawonoidów, podczas gdy witamina C w kapsułkach czy tabletkach jest kiepskim kiepskim źródłem bioflawonoidów ale dobrym źródłem C. Dlatego najbardziej polecane (i opłacalne!) jest więc wybrać „zwykłą” witaminę ORAZ JEDNOCZEŚNIE prawidłowo się odżywiać (nawet i pić same soki gdy nie ma apetytu przy chorobie). W ten sposób mamy znakomity tandem korzyści i dla kieszeni i dla zdrowia.

    Jeśli wzdragacie się na sam pomysł zakupu „zwykłej” witaminy bo przecież jest „sztuczna”, to należy zdać sobie sprawę, że… witamina C jest na tej planecie tylko jedna, w chemii nie istnieje bowiem pojęcie „lepszej” i „gorszej” substancji, więc czy pozyskamy substancję z naturalnego źródła czy uzyskamy ją na drodze przemian chemicznych to w efekcie otrzymujemy identyczną substancję i składa się ona nieodmiennie z sześciu atomów węgla, ośmiu atomów wodoru i sześciu atomów tlenu – wzór sumaryczny C6H8O6. Koniec, kropka.

    Jednak wzór sumaryczny to jedno, a kwestia izomerii optycznej to drugie. Wiele wątpliwości wśród użytkowników w związku z tym rodzi kwestia „skrętności” witaminy. Nie ma tutaj jednak jakiejś wielkiej filozofii, jeśli wyjaśnimy sobie, że nazwa „lewoskrętna witamina C” nie jest nazwą naukową, jest nazwą jedynie popularną, która ma swoją genezę w przedrostku „L-” w nazwie (kwas L-askorbinowy to inna nazwa witaminy C), wskazującym na konfigurację względną Fischera (D i L), której nie należy mylić z konfiguracją bezwzględną czyli wzorem stereochemicznym (R i S lub inaczej +/-).

    Witamina C jest raczej prostą substancją, pochodną glukozy. Biologicznie aktywna (czyli taka jaką znajdziemy w warzywach i owocach) substancja czyli witamina C jeśli chodzi o pełniejszą nazwę optycznie czynnego związku chemicznego to jej pełna nazwa brzmi kwas L(+) askorbinowy. Numer CAS 50-81-7. Ponieważ cząsteczka kwasu askorbinowego ma dwa asymetryczne atomy węgla (C4 i C5), więc oprócz kwasu L-askorbinowego możemy mieć do czynienia jeszcze tylko z trzema innymi izomerami tej substancji:

    D-askorbinowy
    D-izoaskorbinowy
    L-izoaskorbinowy

    Te trzy jednak nie mają aktywności biologicznej kwasu L-askorbinowego, nie mogą być więc w ogóle nazywane „witaminami”, dlatego nazwa „witamina C” jest używana w stosunku jedynie do jednego izomeru optycznego: kwasu L-askorbinowego ponieważ tylko ten jeden izomerspełnia kryteria bycia „witaminą” czyli związkiem biologicznie czynnym. Na obrazku oznaczony jest on symbolem 1a.

    (źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Ascorbic_acid_isomers.svg)

    izomery kwasu askorbinowego

    Każdy z izomerów ma ponadto swój numer CAS: D-askorbinowy ma 8924-69-6, D-izoaskorbinowy ma 89-65-6, a L-izoaskorbinowy 26094-91-7. O ile na lekach i suplementach nie ma obowiązku podawania numeru CAS (nie wiemy jaki stereoizomer został użyty) to na surowcach farmaceutycznych jest. Więc kupując suplement (czyli produkt przetworzony) tak naprawdę musimy polegać na zaufaniu, że firma na pudełku pisze prawdę o tym co sprzedaje, ale kupując surowiec farmaceutyczny nie musimy, bo tu mamy pewność – tutaj nie ma lipy i żaden producent surowca farmaceutycznego nie pozwoli sobie na sprzedaż czegoś innego niż opisane na etykiecie, bo od tego zależy ludzkie zdrowie i życie. Jak ważne są stereoizomery pokazała przecież choćby afera z Talidomidem sprzed kilkudziesięciu lat.

    Dlatego przy zakupie witaminy krystalicznej w proszku (nie ma znaczenia czy kupujemy w sklepie internetowym czy na portalu aukcyjnym Allegro) zawsze zwracajmy uwagę na numer CAS, to jest bardzo ważne. Kwas L-askorbinowy ma numer CAS 50-81-7. Nie kupujmy produktu bez numeru CAS, oznaczonego bardzo ogólną nazwą jako „kwas askorbinowy”, ponieważ w rzeczy samej nie wiemy wtedy z którym izomerem kwasu askorbinowego mamy do czynienia. A musimy mieć pewność, że kupujemy ten biologicznie aktywny. Natomiast gdy na opakowaniu widnieje nazwa „witamina C” to z reguły będzie to właśnie tylko ten właściwy izomer (L-askorbinowy), jako że pozostałe trzy izomery kwasu askorbinowego nie mając aktywności biologicznej nie są nazywane/sprzedawane jako „witamina”.

    Odnośnie zaś stworzonych przez sprzedawców „naturalnej” witaminy kolejnych mrożących krew w żyłach opowieści niezwykłej treści na temat produkowania chińskiej czy innej witaminy C z modyfikowanej genetycznie kukurydzy (czy innej rośliny) – wspomniany już ekspert od witamin, dr Andrew Saul, stwierdza: „you can’t genetically modify atoms!” czyli atomów nie można, nie da rady genetycznie zmodyfikować. I w sumie trudno nie przyznać mu racji. 😉

    Warto wiedzieć, że Chiny są dzisiaj wiodącym światowym producentem witaminy C i nie tylko: większość surowców farmaceutycznych w preparatach jakie ludność dzisiaj łyka pod postacią wszelkiej maści aptecznych leków pochodzi właśnie stamtąd. Aby surowiec mógł być wprowadzony na rynek danego kraju i być w obrocie – musi jednak posiadać wymagane przepisami parametry, w tym zawartość głównego składnika, chlorki, siarczany, żelazo czy metale ciężkie, dla substancji wykorzystywanych w przemyśle spożywczym dodatkowo wymagana jest analiza mikrobiologiczna. W razie wątpliwości poproś sprzedawcę o przedstawienie świadectwa jakości kupowanej witaminy.

    W przygotowaniu mam dla czytelników bloga tłumaczenie na język polski raportu Klennera, w którym opisał on swoje bogate doświadczenia w leczeniu pacjentów z chorób wirusowych (polio, odra, świnka, zapalenie płuc i inne) odpowiednio dobranymi i często podawanymi dawkami witaminy C. Plik do pobrania pojawi się wkrótce na witrynie.

    Linki:

    http://racehorseherbal.com/Infections/LET/let.html
    http://www.health-matrix.net/2013/06/17/heal-thyself-with-homemade-liposomal-vitamin-c/

    Cheryl Hines „How To Make Liposomal Vitamin C” http://www.amazon.com/Liposomal-Vitamin-SimpleFrugal-Photo-Guides-ebook/dp/B00B51M2HW

    http://www.drlam.com/articles/Liposomal_Encapsulation_Technology.asp
    http://dearcf.com/main-forums/topic/liposomal-vit-c-tutorial/

    Źródło-internet ( z opracowań Marleny)

  12. Jacek pisze:

    Do ZAKUPU kwasu L askorbinowego czda, sody, chlorku i siarczanu magnezu polecam firmę HEMPUR są producentem i znana marka, jest tam też mentol i tymol. Ceny są wyższe niż na allegro ale wg mnie produkt pewny, na którym podany jest producent, w przeciwności do tych z netu ( firma stanlab – nie jest producentem) gdzie tylko jest dystrybutor, a producent CHINY na pewno. Produkty te mogą być zanieczyszczone metalami ciężkimi pomimo oznaczeń czda. Wiadomo, że jak kupowany jest 1 kg i to bez dokumentu to do spożycia dla laika a nie do analizy. Na logikę Kwas L ask w CHEMPUR 105 ZŁ ( a są i droższe) a w necie 35 -45 zł. Ta różnica to zupełnie inna kwestia niż marża. No i w Chempur sprzed tylko na fakturę, zapomniałem zapytać czy może być imienna. Jakby co firmę można wymyślić.

  13. Grzegorzel pisze:

    czesc, niewiedizalem hgdzie ale chyba w dobrym dziale bede sie żalił:).Chodzi mi dokladnie o moje zdrowie z ktorym mam problemy(odrazu mowie ze podejrzewam „cos” innego niz grzybice choc ma wlasnie bardzo podobne symptomy i w sumie walcze z tym jak z grzybica…ale do rzeczy mialem 3 szczepionki wzw 7x antybiotyki, w dziecisntwie tez byly szcepionki i antybiotyki…teraz o objawach slow pare:
    powieksozne wezly chlonne za uchem zatkany przedow ucho nos(jedna dziurka)i klucie w nim, sicekanie suzowatej galaretowatej wydzieliny z grdla przezroczysta, w oczach bial wydzielina i mocno uwydantione naczynka, czasami bol plecow na wysokosci odcinka ppiersowego i szyjnego (jakby zapalenie przyczepow miesniowych, nerwow), do niedawna stany podgoraczkowe, mega sucha skora jak u 90letniegodziadka, sam mam 29l. problemy z ukladem moczowym, czestomocz i takie ta meskie sprawy plus zaczerwienienia, dzownienie w uszch od 3 lat, zimnestopy i dlonie, mega podskorne pryszcze wychodzacez tych samych mijesc, jakies drgania miesni na stopie i na calym ciele(wszystko naprzemian), agresja, przerkecanie slow, pewnie wiele innych :(, niszczy mi to zycie od ponad 1,5roku, bylo ukaszenie przez ose i jakby wtedy to sie zaczelo, dokladnie 3dni pozniej ale wczesniej tez miewalem ciut podobne problemy, odrazu zaznaczam ze jetsem na diecie i probowalem tylu specyfikow ze szok zrobilem podobnie duzo badan, jedyne co zostalo to walka z metalami ciezkimi, zazywam juz chlorelle ale podobno trza dorzucic kolendre(sporbuje napewno), mam jednak dziwne przeczucie ze siedzi cos we mnie i to ostro bo pod skora na torsie widac jakby naczynka krwionosne ale raz jedno z tych rzekomo”naczynek”wyszlo i byla to jakby sztywny mega cienutki drucik…mam tez rozstepy(co jak zobaczyl lekarz przed operacja powiedizal do drugoego:zobacz tam, a on mowi ze widizla a ja pytam o co chodzi a oni ze to inormacja dla nich :)hehehe, pomozcie jak mozecie bo mam dosc zazywania wszystkiego co i tak jest malo skuteczne a czasami dosc drogie :/

  14. Marcin pisze:

    Nowy odcinek o oleju z konopii

  15. Jacek pisze:

    Trafiłem na badanie Vega Test lub w skrócie VRT . Wyszły m. in. drożdżaki. Zwalczają to urządzeniem zapper, na temat którego znalazłem
    https://kefir2010.wordpress.com/2013/09/20/pytania-o-zappery-czy-powoduja-uszkodzenie-krwinek/
    Macie inną wiedzę o działaniu zapperów ??
    No i zappery Nunczako konstrukcji Jana Taratajcio OSTRZEŻENIE do ew sprawdzenia!!!
    https://kefir2010.wordpress.com/tag/nunczako/

  16. Minerałek pisze:

    Olej kokosowy

    Kokos jest bardzo smaczny i do tego wartościowy – zawiera witaminę B2, B6, C i E oraz kwas foliowy, potas, wapń, magnez, fosfor, żelazo, sód i cynk. Wartość energetyczna wynosi ok. 620 kcal

    Miąższ kokosowy jest biały i mięsisty. Po jego wysuszeniu otrzymuje się tzw. „koprę”, która składa się w około 70% z tłuszczu, 14% z cukru i 7% z białka.

    Miąższ składa się głównie z nasyconych kwasów tłuszczowych. Nie są to jednak takie tłuszcze jak te zawarte np. w mięsie czy nabiale, a tłuszcze o średniej długości łańcuchach atomów węgla (8-12 atomów), co sprawia, że są o wiele łatwiej trawione i przyswajalne

    Sok z wnętrza młodego kokosa ma niemal identyczny skład jak osocze ludzkiej krwi.

    Skład:

    zawiera nasycone kwasy tłuszczowe (ok. 90%):

    ok. 44% kwasu laurynowego

    ok. 18% kwasu mirystynowego

    ok. 11% kwasu palmitynowego

    6% kwasu stearynowego

    ok. 7% kwasu oleinowego

    ok. 2% kwasu linolowego

    12% kwasu alfa-linolenowego

    Olej kokosowy ma silne właściwości antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybiczne.

    Buduje również odporność organizmu.

    Używany jest do leczenia bardzo wielu schorzeń i dolegliwości, takich jak: bóle zębów, trądzik, opryszczka, wypryski, egzema, zapalenia i owrzodzenia skory, syfilis, łysienie, siniaki, oparzenia, kaszel, przeziębienia, gorączka, osłabienie odporności, choroby układu trawienia, wrzody, kamienie nerkowe, bolesne i nieregularne miesiączki, niedobory witamin, astma, osteoporoza, łysienie, zapalenie oskrzeli, kontuzje, zaparcia, , ból ucha, rozstrój żołądka, osłabienie, zranienia, zabija wirusy powodujące grypę, odre,wirusy zchoroby dziąseł, zapalenia wątroby typu C, SARS, AIDS i inne choroby, zabija grzyby i drożdże,zabija tasiemce, wszy i inne pasożytu,zapobiega parodontozie i próchnicy.

    Kwas laurynowy występuje w naturze w dużych ilościach tylko w orzechu kokosowym i w mleku matki, gdzie wraz z pokarmem dostaje się do organizmu dziecka i tam buduje jego odporność od samych narodzin. Kokosy zawierają też kwas kaprylowy, który ma podobne działanie

    {mosgoogle right}

    Olej kokosowy zawiera naturalne antyoksydanty, które zwalczają wolne rodniki, spowalniając procesy starzenia się skóry, sprawiając jednocześnie, że staje się ona jędrna i elastyczna.

    Olej ten stosowany jest jako lek przy chorobie Crohna (wrzodziejące zapalenie jelita grubego) i przy cukrzycy typu ll.

    Olej kokosowy jest też pierwszym tłuszczem, który nie przyczynia się do budowy tkanki tłuszczowej, a wręcz przeciwnie, pobudza przemianę materii i wspomaga ubytek wagi przy nadwadze.!!!!!!!!!!!

    ZASTĄPIENIE DZIENNEGO SPOŻYCIA TŁUSZCZÓW OLEJEM KOKOSOWYM MOŻE SPOWODOWAĆ SPADEK WAGI O OKOŁO 0,5 KG TYGODNIOWO

    Olej posiada właściwości nawilżające, może być stosowany na skórę całego ciała, a także jako maseczka lub serum na włosy.

    Wspomaga gojenie się ran, hamuje pojawianie sie plam na skórze, działa łagodząco przy chorobach skóry (egzemy), spowalnia starzenie i opóźnia powstawanie zmarszczek, nawilża i wygładza skórę.

    Jako jedyny olej chroni włosy przed utratą protein, dzięki swej specyficznej budowie olej kokosowy jest w stanie wniknąć w strukturę włosa i dokładnie go nawilżyć, dzięki czemu włosy stają sie miękkie, lśniące i mocne.

    Stosowanie na skórę głowy wzmacnia cebulki, zapobiegając wypadaniu włosów. Zwiększa ukrwienie skóry i pomaga w walce z łupieżem. Można stosować jako maseczkę na całą długość włosów (a także skórę) przed myciem, lub nałożyć na same końcówki, aby zapobiec ich rozdwajaniu.

    Jeszcze raz dla powtórki ..jakie korzyści:

    We współczesnej medycynie stosowanie kokosu wykracza poza wyżej wymienione dolegliwości. Dowiedziono naukowo, że kokos w różnej postaci dostarcza wszechstronnych korzyści dla zdrowia. Badania na ten temat są publikowane w czasopismach medycznych, oto niektóre z nich:

    -zabija wirusy powodujące grypę, opryszczkę, odrę, żółtaczkę typu C, SARS, AIDS i inne choroby

    -zabija bakterie będące przyczyną wrzodów, zapalenia gardła, zapalenia dróg moczowych, ubytków oraz chorób dziąseł, zapalenia płuc, rzeżączki i innych chorób

    -zabija grzyby i drożdżaki powodujące kandydozę, grzybicę, min. stóp, pleśniawkę, pieluszkowe zapalenie skóry niemowląt i inne infekcje

    -usuwa lub zabija tasiemca, wszy, lamblię i inne pasożyty

    Stanowi źródło pożywnej, szybkiej energii

    Zwiększa energię i wytrzymałość oraz poprawia wydajność fizyczną i sportową

    Poprawia trawienie oraz wchłanianie innych składników pokarmowych, tj. witaminy, minerały oraz aminokwasy

    Polepsza wydzielanie insuliny i wykorzystanie glukozy we krwi

    Przynosi ulgę trzustce i systemowi enzymów uwalniając je od efektów od stresu

    Łagodzi symptomy związane z zapaleniem trzustki

    Pomaga uśmierzyć symptomy i redukuje ryzyko związane z cukrzycą

    Redukuje problemy związane ze złym wchłanianiem pokarmu i mukowiscydozą

    Poprawia wchłanianie wapnia i magnezu oraz wspomaga rozwój mocnych kości i zębów

    Chroni przed osteoporozą

    Zapobiega symptomom chorób pęcherzyka żółciowego oraz chorób Leśniowskiego-Crohna jelita grubego, zapalenia okrężnicy wrzodziejącej i owrzodzeń żołądka

    Poprawia trawienie oraz prace jelit

    Uśmierza ból oraz podrażnienie spowodowane hemoroidami

    Redukuje zapalenia

    Wspomaga leczenie i regenerację tkanek

    Podtrzymuje i wspomaga funkcje systemu obronnego organizmu

    Chroni ciało przed rakiem piersi, okrężnicy i in.

    Poprawia poziom cholesterolu zmniejszając ryzyko chorób serca

    Chroni przed miażdżycą tętnic

    Pomaga zapobiec chorobom przyzębia i próchnicy zębów

    Pełni funkcję ochronnego przeciwutleniacza

    Chroni ciało przed szkodliwymi wolnymi rodnikami, które powodują przedwczesne starzenie i choroby zwyrodnieniowe

    Nie usuwa rezerw przeciwutleniaczy w przeciwieństwie do innych olejów

    Poprawia wykorzystanie funkcji podstawowych kwasów tłuszczowych i chroni je przed utlenieniem

    Usuwa symptomy związane z chronicznym zmęczeniem

    Uśmierza objawy łagodnego rozrostu stercza (powiększenia prostaty)

    Łagodzi napad padaczkowy

    Chroni przed chorobami nerek oraz pęcherza moczowego

    Rozpuszcza kamienie nerkowe

    Zapobiega chorobom wątroby

    Ma mniej kalorii niż wszystkie inne tłuszcze

    Wspomaga funkcje tarczycy

    Wspomaga utratę nadmiaru wagi polepszając metabolizm

    Jest używany przez organizm do produkcji energii, a nie do odkładania się w postaci tłuszczu jak w przypadku innych tłuszczów spożywczych
    zapobiega otyłości i problemom nadwagi

    Stosowany na zewnątrz chroni skórę przed infekcjami

    Łagodzi objawy związane z łuszczycą, zapaleniem skóry, egzemą

    Wspomaga naturalną, chemiczną równowagę skóry

    Zmiękcza skórę zapobiegając jej przesuszeniu oraz łuszczeniu się

    Zapobiega zmarszczkom, obwisłej skórze oraz plamkom na ciele

    Sprzyja zdrowemu wyglądowi skóry i włosów

    Dostarcza ochrony przed szkodliwymi skutkami ultrafioletowego promieniowania słonecznego

    Pomaga kontrolować łupież

    Nie wytwarza szkodliwych produktów ubocznych podczas gotowania w normalnej temperaturze, w przeciwieństwie do innych olejów roślinnych

    Nie ma szkodliwych czy dyskomfortowych skutków ubocznych

    Jest całkowicie nietoksyczny dla ludzi
    źródło:internet

  17. Alina pisze:

    Na wszelkie ukąszenia polecam olejek lawendowy. Sprawdziłam na sobie i członkach rodziny Po każdym ukąszeniu przez komara, a zwłaszcza meszki, należy posmarować to miejsce olejkiem.Naprawdę pomaga. Natomiast na swędzącą skórę ,zwłaszcza przy tych upałach, zbieram wrotycz i nawłoć / w chwili obecnej jest ich mnóstwo/, gotuję w dużym garnku/ na małym ogniu/ około 20 minut. Po około 2 godzinach wlewam do wanny i dopełniam wodą. Samopoczucie doskonałe.

  18. mineralek pisze:

    ZABÓJCZA PSZENICA

    Dlaczego lepiej nie jeść białego pieczywa, makaronu, ciasta i wszystkich wypieków zawierających mąkę pszenną (nawet tą pełnoziarnistą)?

    Zobacz, dlaczego pszenica Cię zabija- TAK, nawet ta „pełnoziarnista”?

    Oto 3 główne powody, dlaczego pszenica bardzo źle wpływa na całe Twoje ciało i robi więcej szkody niż pożytku.

    Powód nr 1 – pszenica powoduje glikację (uszkodzenie) komórek, zakłóca reakcję naszego ciała na cukier, przyspiesza tycie, szybciej się starzejemy i zwiększa ryzyko cukrzycy.
    Białe pieczywo, makaron, ciasta i wszystkie wypieki zawierające mąkę pszenną (nawet tą pełnoziarnistą) to „cisi zabójcy”, którzy niszczą zdrowie Twoje i Twojej rodziny. Powodują cukrzycę, choroby serca, Hashimoto, choroby stawów, wypryski, astmę, raka i otyłość…

    Powód # 2 – Gluten i inne szkodliwe związki

    Ostatnio w mediach i prasie często słychać o glutenie, każda „celebrytka” jest na diecie bezglutenowej…okazuje się, że to nie tylko moda. Większość ludzi, nie jest świadomych zagrożeń, jakie gluten wywiera na ich zdrowie.Żeby zmierzyć się z wrogiem, należy go dobrze poznać.

    Czym właściwie jest gluten i czy go potrzebujemy?

    Gluten to pewna substancja, która nadaje wypiekom puszystość, miękkość i elastyczność. Jest jednym z najbardziej szkodliwych dla zdrowia białek, a to dlatego, że zawiera 2 zabójcze dla człowieka składniki:

    dlaczego pszenica jest szkodliwaGLIADYNĘ, pszenne białko, które nasz przewód pokarmowy rozkłada na egzorfiny. Liczne badania wskazują, że egzorfiny są związkami morfinopodobnymi i działają jak narkotyki. To one nasilają apetyt, wywołują napady głodu, uzależniają od jedzenia chleba i innych wypieków. To one są winne temu, że spożywamy codziennie nawet o 400 kalorii więcej! Osoby, które przestały jeść produkty z pszenicy, schudły średnio od 11,8 do 12,5 kg w ciągu 6 miesięcy.

    AGLUTYNINĘ, to niezwykle toksyczny pszenny gen, który ma siać śmierć wszystkim larwom i grzybom niszczącym plony. Największe stężenie aglutyniny, znajduje się w kiełkach pszenicy. Wielu ludzi uważa je za bardzo zdrowe, tymczasem, aglutynina bezpośrednio wpływa na cały nasz organizm. Wzmacnia wpływ insuliny na komórki tłuszczowe ( przez co łatwo nam utyć), wywołuje reumatoidalne zapalenie stawów, powoduje nieszczelność jelit, może je też uszkodzić. Wywołuje celiakię i nasila jej działanie. Aglutynina jest bardzo odporna i niemal niemożliwa do usunięcia z organizmu. Nasz organizm jej nie trawi. Nie niszczy jej ani gotowanie, ani pieczenie, ani żadna inna forma obróbki, ani fermentacji.

    Pszenica wpływa na całe nasze życie. Zatruwa cały nasz organizm, a kiedy się jej pozbędziesz z diety odzyskasz zdrowie.
    Dieta bez pszenicy odchudza

    chuda_dietaOsoby, które odstawią produkty zawierające pszenicę chudną średnio 12 kg w ciągu 6 miesięcy. Najszybciej chudnie się z brzucha. Obwód pasa zmniejsza się o około 5-8 cm już w czasie pierwszych 4 tygodni.

    Twoja waga nie wynika z tego, że jesteś leniwa, ale dlatego, że jesz niewłaściwe jedzenie.
    Dieta bez pszenicy obniża poziom cukru we krwi

    Poziom cukru spada ponieważ nie dostarczamy już amelopektyny A, która podwyższa poziom cukru we krwi i gliadyny, która działa jak narkotyki i pobudza apetyt. To przez nią ciągle jesteśmy „nie najedzone”.
    Dieta bez pszenicy leczy Hashimoto, niedoczynność tarczycy i Gravesa-Basedova

    … Powód # 3 -Substancje anty-odżywcze i „mineralne blokery” zawarte w pszenicy

    Trzecim powodem, dla którego pszenica nie jest dla Ciebie dobra, to to, że zawiera substancje anty-odżywcze, które mogą powodować u ludzi wiele nawet poważnych dolegliwości. Jedną z tych substancji są fityniany, które blokują wchłanianie wielu cennych minerałów jak cynk, żelazo, mangan i wapń.

    Całość na: http://gurbacka.pl/sklep/pysznosci-bez-pszenicy/
    Zachęcam do przeczytania, naprawdę warto.

  19. mineralek pisze:

    Ranking 41 najzdrowszych (najgęstszych odżywczo) pokarmów

    Obecnie mamy taki chaos informacyjny, że w sumie nie wiadomo już co jeść. Od wielu lat mają miejsce wieczne przepychanki: raz coś jest super zdrowe, a za chwilę wręcz dla nas zabójcze lub na odwrót. Kończy się na tym, że większość ludzi macha ręką i stwierdza, że mają już to wszystko w nosie i będą jeść to co lubią, zamiast dociekać co jest bardziej zdrowe a co mniej.
    O co chodzi z tą gęstością odżywczą? Przecież babcia mi od dziecka mówiła, że najbardziej odżywcze jest mięso, mleko, masło i jajka! Niestety – jadłam intensywnie jak tylko mogłam te wszystkie rzeczy i po przekroczeniu czterdziestki czułam się jak wrak samej siebie. Nie o taką odżywczość (czyli gęstość energetyczną – ilość kalorii przypadających na 100 g produktu) tutaj chodzi, lecz o ilość mikroskładników odżywczych, samych w sobie nie posiadających wartości energetycznej – np. witaminy, związki mineralne, błonnik, rozmaite aktywne związki fitochemiczne itd. – czyli substancji pokarmowych mających udowodniony pozytywny i ochronny wpływ na ludzkie zdrowie, przypadających na każde 100 kcal (nie gramów ale właśnie kilokalorii) danego produktu. Bo jeśli mamy każdego dnia dostarczyć i zużyć te powiedzmy 2000 kcal, to warto orientować się które produkty są zdrowotnie najbardziej opłacalne do zjedzenia dostarczając nam najwięcej tych ważnych mikroskładników w każdej spożywanej przez nas kilokalorii.
    W wyżej wspomnianym badaniu opublikowanym przez CDC wyodrębniono 41 produktów, które okazują się być dla nas najzdrowsze: najbardziej opłacalne zdrowotnie, najgęstsze odżywczo (zawartość witamin i minerałów przypadających na 100 kcal produktu). Jednym słowem warzywa i owoce będące takimi „końmi pociągowymi”, zawierającymi mikroskładniki odżywcze o których wiadomo, że zostały najsilniej powiązane z obniżonym ryzykiem chorób przewlekłych. W badaniu wzięto pod uwagę nie tylko zaspokajanie przez porcję pokarmu mającą wartość 100 kcal minimalnego zapotrzebowania dziennego na 17 składników odżywczych (w tym 8 uznawanych za najważniejsze w profilaktyce chorób serca oraz chorób nowotworowych: żelazo, ryboflawina, niacyna, kwas foliowy, witaminy B6, B12, C oraz K), ale i dodano kryterium przyswajalności poszczególnych witamin i minerałów (niektóre pokarmy mogą zawierać pewne dobroczynne związki, ale niekoniecznie w satysfakcjonującym stopniu przyswajalne).

    Do badania wzięto pod lupę ostatecznie 47 produktów, z czego 6 (maliny, mandarynki, żurawina, czosnek, cebula i borówki) nie załapało się do klasyfikacji, w której maksymalnie pokarm mógł uzyskać 100 punktów, a minimalnie 10. Oczywiście badanie to nie pretenduje do roli jakiejś absolutnej wyroczni – jest to tylko jakaś propozycja, nie wyczerpuje bowiem przecież wszystkich pokarmów jakie nasza ziemia rodzi, w podsumowaniu badania znalazła się ponadto zachęta do dalszego pogłębiania tematu przez innych uczonych. Jednak jedno jest pewne: warzywa o ciemnozielonych liściach przodują w zawartości mikroskładników odżywczych przypadających na każde 100 kcal i dlatego ze wszystkiego co możemy włożyć do buzi są najbardziej opłacalne zdrowotnie – co do tego większość badaczy nie ma już żadnych wątpliwości.

    Jeśli ktoś mówi „zdrowo się odżywiam” lecz zaniedbuje codzienną porcję warzyw zielonolistnych, to niech przyjmie do wiadomości, że jemu się tylko tak wydaje, że się zdrowo odżywia. Nie ma krótko mówiąc czegoś takiego jak „zdrowe odżywianie” jeśli na talerzu nie znajdzie się codziennie solidna porcja tego, co ma największy potencjał ochronny przed przewlekłymi cywilizacyjnymi chorobami: zielonolistnych warzyw.

    Przejdźmy do omówienia listy tych 41 najzdrowszych produktów:

    Rukiew wodna zwana też rzeżuchą wodną (łac. Nasturtium officinale) – ilość punktów 100.
    Kapusta pekińska – ilość punktów 91,99.
    Burak liściowy – ilość punktów 89,27. Inne nazwy: mangold, burak szwajcarski, boćwina.
    Botwinka czyli młode liście buraka ćwikłowego – ilość punktów 87,08. Należy do rodziny szarłatowatych.
    Szpinak – ilość punktów 86,43.
    Cykoria – ilość punktów 73,36. Należy do rodziny astrowatych.
    Sałata liściowa – ilość punktów 73,36. Od sałaty głowiastej różni się tym, że tworzy luźne rozetki, a nie główki.
    Zielona pietruszka – ilość punktów 65,59. Należy do rodziny selerowatych.
    Sałata rzymska – ilość punktów 63,48. Należy do rodziny astrowatych. Bardzo smaczna, słodka i chrupka
    Kapusta warzywna pastewna – ilość punktów 62,49. Ten rodzaj kapusty nie tworzy główek, lecz luźne rozetki złożone z dużych ciemnozielonych liści.

    Całość artykułu na :http://www.akademiawitalnosci.pl/ranking-41-najzdrowszych-najgestszych-odzywczo-pokarmow/
    Zachęcam do przeczytania-świetny.

  20. BasiaB pisze:

    Proszę na tej stronie nie dodawać więcej żadnych komentarzy, ponieważ inni czytelnicy nie zauważą takich wpisów, gdyż na prawym,bocznym pasku powiadomień o najnowszych wpisach nie pojawiają się takie powiadomienia.
    Nie potrafię tego zmienić.

  21. Ktoś pisze:

    Trochę porad żywieniowych….

    „Tips&Trick dla osób które przeżyły katastrofę nuklearną

    Wskazówki które tu zamieszczę są poparte wiedzą którą czerpie z najróżniejszej masy opracowań, filmów, książek, podręczników surviwalowych itp Wyselekcjonowałem te proste, łatwe do ogarnięcia

    Pierwsza rzeczą o jakiej powinniśmy w ogóle pomyśleć to woda pitna. Bez tego nie da się przeżyć nawet kilku dni. Pamiętajcie że ta w kranie, będzie prawdopodobnie skażona. Najlepsze co możecie robić to po prostu z czystego lenistwa kupować picia w zgrzewkach. Ja przynoszę do domu zawsze 2 zgrzewki po 6 butelek, co daje 18ll. Mało nie mało, zawsze coś jest. Najlepsza opcją jest magazynowanie wody, ale wiadomo nie każdy chce się w to bawić, nie każdy jest tak zapobiegliwy i myśli od razu o katastrofie nuklearnej. Pamiętajcie jednak że zgrzewka wody kosztuje ok 10zł, może być to te 10zł które uratuje nam życie. Warto kupić takową i ją gdzieś skitrać przed wypiciem : )

    *Rada dla osób które mieszkają po za obrębem dużych miast, np na wsiach w domach jednorodzinnych, a nie mających piwnicy by tam się schować. W przypadku usłyszenia syreny alarmowej, przypominam ( .http://www.youtube.com/watch?v=ucXDi11G9iE ) napuśćcie szybko wody do wanny. Jak przyjdzie pragnienie, gwarantuje że ją wypijecie

    *W ogóle co robić w przypadku usłyszenia syreny alarmowej?
    Jeżeli mieszkacie w dużym mieście, blisko centrum. Musicie poszukać schronu, głębokiej piwnicy, linii metra/przejścia podziemnego. Nie łudźcie się że przeżyjecie wybuch na otwartej przestrzeni, lub w bloku czy kamienicy będąc w środku swojego mieszkania. warto zapoznać się z lokalizacją schronów w najbliższej okolicy. Pamiętajcie że za ochronę może posłużyć cokolwiek w przypadku bloków podziemne komórki czy zsyp. Jeżeli dacie radę, złapcie ze sobą zgrzewkę wody

    *Zagrożenie użycia broni atomowej powinno być komunikowane w mediach. Jeżeli nastał by jakiś realny konflikt Nato vs Chiny/Rosja. Polecam sobie zrobić wakacje u cioci na wsi, wyjechać na działkę i tam na spokojnie się przygotowywać

    W przypadku gdy zaskoczyła nam bombka i w oddali widzimy piękny grzybek, jedyne co nam zostało to szybkie wskoczenie pod stół/do wanny. Zakrycie głowy i oczu i zwinięcie się w pozycję embrionalną, oraz modlitwa : )

    do rozbudowy

    Wskazówki spożywcze, czyli jak radzić sobie domowymi sposobami z skutkami napromieniowania

    Zacznę od wskazówki, o której pewnie mało kto słyszał, a która może uratować komuś życie. Mianowicie „Cebula” : )
    „Steven R. Schechter podaje w książce Fighting Radiation and Chemical Pollutants with Foods, Herbs and Vitamins, że najwięcej cysteiny znajduje się w CEBULI. Pisze on także, że cysteina wiąże i dezaktywuje wszystkie radioaktywne izotopy i toksyczne ciężkie metale takie jak kadm, ołów i rtęć. Siarka z cysteiny wspomaga nerkę i wątrobę w procesie oczyszczania”

    „Kwas RNA i DNA wydłuża szanse przeżycia ssaków narażonych na promieniowanie. Pyłki pszczele, spożywcze drożdże oraz niektóre algi morskie takie jak chlorella w dużym procencie składają się z kwasów nukleinowych. Sporo RNA z kolei znajduje się w cebuli”

    Jak widzicie cebula zbawieniem na wszystko. Tak ze o ile macie możliwość, wpieprzajcie ją na potęgę. Jeśli macie możliwość jej później zdobycia, lub ogłoszony podwyższony stan zagrożenia atomowego i robicie zapasy, to nie zapomnijcie o cebuli

    *Produkty bogate w witamine C ( cebula też ją ma =) )

    „Działa synergicznie z przeciwutleniaczami, takimi jak: witaminy A i E, zapobiegając śmierci zdrowych komórek wywołanej promieniowaniem i równocześnie wywołuje zaprogramowaną śmierć komórki (apoptozę) w uszkodzonych komórkach 15. Najlepsza wit. C jest w postaci lewoskrętnego kwasu askorbinowego oraz z jej naturalnych źródeł”

    Dodatkowo wzmacnia organizm. W trakcie promieniowania, jesteśmy narażeni na różne infekcje, mogące krytycznie podnieść nas stan. Wystrzegał bym się faszerowania antybiotykami, czy nawet różnego rodzajami ferwexu, tabcinami itp ze względu na kiepski stan nerek i wątroby podczas procesu napromieniowania. Z naturalnych antybiotyków wybierajcie czosnek i miód i nie zapominać o dostarczaniu np owoców

    *Dobrym sposobem dostarczania witaminy C jest wlewanie soku z wyciśniętej cytryny do butelki (starczy pół cytryny na 1.5l wody) Bardzo ważną rzeczą jest to że w ten sposób woda pitna starczy nam na dłużej. Ponieważ jeżeli w wodzie jest jakiś związek ( w tym wypadku sok z cytryny ) naszemu organizmowi trudniej jest się jej pozbyć z organizmu ( możemy dosypać też małą łyżeczkę cukru/miodu – dojdą węglowodany )

    *Wyjątkowym owocem w tym wypadku jest jabłko
    Zawiera ono pewną ilość witaminy C, ale jego sekret kryje się w pestkach. Jedząc jedno jabłko dziennie z gniazdem nasiennym, dostarczamy dzienna dawkę łatwo przyswajalnego jodu do naszego organizmu, przez co blokujemy dostęp skażonego jodu do naszej tarczycy

    Zdaniem amerykańskiego lekarza dr Brownsteina:
    „Jeśli jest wystarczająco dużo nieorganicznego, nie radioaktywnego jodu w naszym organizmie, opad radioaktywnynie będzie mógł przedostać się do naszego organizmu. On tylko przejdzie przez nas, pozostawiając organizm bezszwanku. Ważne jest, aby zapewnić sobie odpowiedni poziom jodu zanim uderzy nas ten opad”

    Moim zdaniem jest to metoda o wiele mniej toksyczna, bezpieczniejsza i łatwiejsza niż otrzymanie płynu lugola. Naprawde nie polecam pić jodyny 😉

    Tu bedzie tego dużo więcej. Po prostu nie mam czasu by to wszystko opisać. 😉 Jutro będa kolejne”

    (całość
    http://www.filmweb.pl/film/Nazajutrz-1983-97843/discussion/Tips%26Trick+dla+osób+które+przeżyły+katastrofe+nuklearną,2250060
    )

  22. Anna pisze:

    Czytając o zdrowiu gdzieś spotkałam wzmiankę o oczyszczaniu wątroby i nie mogę tego znależć nie wymagam szczegółowego opisu, bo wiem jak to się robi ,( oczyszczałam swoją wątrobę kilka razy) , ale nie miałam kamicy w woreczku, natomiast mój mąż ma kamicę i boję się,żeby kamyki z woreczka nie zablokowały przewodu podczas oczyszczania. ,w związku z tym mam pytanie; czy robił ktoś oczyszczanie wątroby mając kamyki w woreczku?,czy po prostu w takiej sytuacji lepiej nie ryzykować?bardzo proszę o informację.

    • Polka pisze:

      Jak są kamyki w woreczku to trzeba się zająć woreczkiem . Rozpuścić te kamienie. Polecam mudry. Mudra 22 i 23 .http://porady.uzdrawianie.org/?cat=337

      • Andy pisze:

        Ciekawe kwestie poruszacie. Pozwolę sobie wrzucić kilka zdań.
        Jeśli są kamienie w woreczku żółciowym to należy je bezwzględnie i szybko usunąć. Nie usunięte kamienie prowadza do zatrucia organizmu i powstania raka. Rak wątroby jest niebolesny i prawie zawsze kończy się śmiercią. Więc należy działać od razu i to szybko. Jeśli ktoś chce czekać latami zamiast na 2-3 dni iść do szpitala to jego wybór.
        Prawdopodobnymi przyczynami choroby SM i Alzhaimera jest zarażenia krętkiem czyli bolerioza. (bolerioza utajona ,zadawniona) – neurobolerioza. Obecnie bolerioza zatacza coraz większe kręgi i stanie się wkrótce plagą w Polsce. (w przeciągu 10 lat).
        Co do promieniowania i skutków wybuchu atomowego polecam stronę:
        http://www.noweklimaty.com/
        obecnie coś nie działa ,ale warto poczytać jak zadziała. Masa informacji o atomie schronach itp.
        A na tej stronie można sprawdzić zasięg wybuchu jądrowego ,jeśli bomba spadnie w naszej okolicy:
        http://nuclearsecrecy.com/nukemap/
        sugeruje ustawić siłę wybuchu na 100 lub 300 kt. (kiloton).
        W każdym razie raczej nie przeżyjecie wybuchu jeśli jesteście bliżej niż 7 km od epicentrum.
        Gromadzenie wody to fajna sprawa, ale to zwiększa szanse o 0,001 procenta.
        Bez schronu i zapasów na minimum 40 dni, systemu wentylacji, kombinezonów, masek i tak każdy umrze w ciągu kilku miesięcy.
        Jedynym pewnym zabezpieczeniem jest odległość od wybuchu liczona setkach kilometrów ,a najlepiej z kilka tysięcy.
        pozdrawiam.

        • BasiaB. pisze:

          Kamienie w woreczku żółciowym ma prawie każdy, jak również każdy ma około 3000 kamieni w przewodach wątrobowych. Nie umarłam, raka wątroby też nie mam, a miałam kamieni mnóstwo jak każdy i Ty też.

          Co do wody i wybuchu nuklearnego – trudno, może i taki jest ich plan, ale ja mam swój i nie zamierzam się tamtym przejmować.
          Pozdrowionka 🙂

    • BasiaB. pisze:

      http://www.era-zdrowia.pl/oczyszczanie-organizmu/oczyszczanie-watroby/oczyszczanie-watroby-wg-hulda-regehr-clark.html

      Oczyszczałam swoja wątrobę tą metoda kilkanaście razy, bywało że miesiąc w miesiąc przy ubywającym księżycu [ od pełni do nowiu ]. Kamieni miałam mnóstwo, wychodziło nawet po kilkadziesiąt różnego rodzaju, kiedy po 3 latach zaczął mi wychodzić juz tylko piasek, zaprzestałam tej metody. Teraz regularnie stosuję Hepatoprotector skomponowany wg dr H. Różańskiego, zawiera bowiem składniki nie tylko usprawniające wątrobę, lecz i rozpuszczające kamienie żółciowo-wątrobowe.

  23. Aina pisze:

    Polka , dzięki za opis mudr który wstawiłas :-).
    Ja 3 mies temu zauważyłam ze jak kładę się spać to dłonie same układają się w ten sam sposób i tak zasypiam . Zastanowiło mnie to i przyszły na myśl mudry . Sprawdziłam i tak , to była mudra :-).

    • Polka pisze:

      Aina. To świetnie. Mudry przyszły do mnie niedawno po raz drugi po wielu latach. Ta stronka, którą podałam jest niedawno w internecie i jest genialna. Jeśli macie wokół siebie osoby chore na Stwardnienie Rozsiane to koniecznie pokażcie tę stronkę i niech korzystają z mudr obejmujących układ nerwowy. Efekty są niesamowite, tylko trzeba ćwiczyć cierpliwie.

      • Aina pisze:

        Do mnie tez po raz drugi 🙂 , ale ten opis jest fantastyczny .
        Co chciałam przekazać to to ze palce układały się w mudre bez mojego świadomego udziału jak się tylko przytuliłam do podusi. Aż w końcu mnie to zastanowiło i pomyślałam ze to może jakaś mudra . To trwało ze 2 mies co noc i chyba spełniło swoje zadanie. Co ciekawe to to , ze tej właśnie mudry wtedy potrzebowałam . Intuicja ? Moje ciało samo wiedziało jak sobie pomoc ?
        Skopiuje stronkę , dzięki raz jeszcze ❤️😊

      • jaga pisze:

        Też dziękuję za przypomnienie, wczoraj pomudrowałam przed snem równocześnie analizowałam odczuwanie. I fajnie czuć energię w różnych częściach ciała, w zależności jaka mudra.

  24. Andy pisze:

    Małe kamienie w wątrobie takie do 1 – 2 mm to nie problem , bo to sobie schodzi samo. Problem jest gdy duży kamień zatyka okresowo wyjście żółci i powoduje ,że pokarmy są źle trawione. W dalszej części jelita treść pokarmowa nie wchłania się tylko gnije, i do krwi wchłania się zgnilizna. Zatruwa organizm i wątrobę ,która przecież ma ten organizm odtruwać. Znam przypadek ,gdy ignorowany przez kilkanaście kamień doprowadził do raka i śmierci kobiety w wieku czterdziestu kilku lat.

  25. Anna pisze:

    Dziękuję wszystkim za cenne wskazówki pozdrawiam,Anna

  26. Minerałek pisze:

    Alarm – Stop GMO – Jerzy Zięba w Sejmie – Poruszające i mocne wystąpienie
    .https://www.youtube.com/watch?v=og8nC4bIp9w

  27. Ktoś pisze:

    „NBC News: Wirus HIV w leku firmy Bayer [wideo]

    Koncern Bayer z pełną świadomością sprzedawał zainfekowane wirusem HIV lekarstwa, świadczą o tym wewnętrzne dokumenty firmy oraz wyniki śledztwa. Nikt nie poniósł odpowiedzialności za zarażenie sprzedawanym przez Bayer lekiem na hemofilię, liczbę zarażonych w samych Stanach Zjednoczonych oszacowano na 6000 do 10000 osób.
    Pomimo, że obciążające koncern Bayer dokumenty zostały upublicznione, wciąż niewielu ludzi zostało poinformowana na temat tej makabrycznej zbrodni, za którą nikt nigdy nie poniósł odpowiedzialności.

    „Wewnętrzne dokumenty Bayer ukazują, że kiedy wiedzieli w 100% o tym, że mają lekarstwo zainfekowane wirusem HIV, wycofali produkt z amerykańskiego rynku i wyrzucili go do Europy, Azji i Ameryki Łacińskiej. Lek o nazwie Faktor VIII był wstrzykiwanym lekarstwem na hemofilię (…) Oficjele rządu we Francji, którzy pozwolili, aby do tego doszło, poszli do więzienia, a w Ameryce nie zostało nawet wszczęte postępowanie kryminalne przeciwko ani jednemu kierownikowi firmy przez Ministerstwo Sprawiedliwości (…) Jest o wiele gorzej: rząd Stanów Zjednoczonych i Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) wydali na to zezwolenie.” – NBC News

    http://kochanezdrowie.blogspot.com/#!/2017/04/wirus-hiv-w-leku-firmy-bayer-wideo.html

    (https://www.monitor-polski.pl/proroctwa-henocha-z-kontaktow-billyego-meiera-wolne-media-2007/#comment-277951)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s