Podstawy dietetyki – kiszonki

W odpowiedzi na dyskusję o wegetarianiźmie. 🙂

https://mistykabb.wordpress.com/2014/08/07/pieklo-miasto-demonow-wojny/comment-page-1/#comment-8238

Z mojego punktu widzenia należy zachować umiar i rozsądek ,jednak najważniejsza jest tolerancja i kierowanie się sercem.

Elu, jak nas uczono na TCM ,odpowiedni mięso w niewielkiej ilości tygodniowo,czyli raz na tydzień około 200 g.
Mleko słodkie nie ,bo nie jest strawialne.
Natomiast należy pamiętać o tym ,że nasi przodkowie cała zimę spożywali wszelkiego rodzaju kiszonki : ogórki ,buraki ,kapusta i inne.

Ogorki_kiszone_zdjecie_3308

Kiszone ogórki i kapusta to typowo polskie przysmaki, których skosztowania nie potrafimy sobie odmówić. Zagraniczni przybysze uważają je za zepsute i nie mają odwagi tknąć. Kto ma rację?

Kiszenie to proces beztlenowy, dokładniej mówiąc fermentacja mleczanowa. Nie byłaby ona możliwa bez działalności bakterii kwasu mlekowego. Dzięki nim cukry fermentujące w produkcie kiszonym ulegają redukcji głównie do kwasu mlekowego, z wydzieleniem pewnych ilości ciepła. Wyróżniamy dwie grupy bakterii współdziałających ze sobą podczas omawianego procesu:

– homofermentacyjne– wytwarzają z cukrów prawie czysty kwas mlekowy (z rodziny Lactococcus, Lactobacillus)

– heterofermentacyjne– obok kwasu mlekowego występującego w przewadze wytwarzają również produkty uboczne np. kwas octowy, etanol, dwutlenek węgla (głównie z rodziny Leuconostac, Lactobacillus).

Jak kisić?

Do kiszenia kapusty szczególnie nadają się odmiany o głowach kulistych. Po obraniu liści zewnętrznych i wykrojeniu głąbów, przepoławiamy kapustę i kroimy na wióry. Następnie przesypujemy solą w ilości 2- 2,5 % ilości kapusty. Powoduje to intensywny wyciek wody, a następnie soku komórkowego. W ten sposób w ubijanej krajance z kapusty dość szybko rozwijają się bakterie kwasu mlekowego (początkowo paciorkowce, następnie pałeczki). Pojawiające się czasami drożdże, czy pleśnie powodują spadek kwasowości, a co za tym idzie umożliwienie rozwoju szkodliwych bakterii masłowych.

Ogórki zawierają znacznie mniej suchej substancji i cukrów fermentujących od kapusty. Słona zalewa powoduje dalsze zmniejszenie zawartości cukrów, a co za tym idzie końcowej kwasowości. Stąd ogórki nie mogą być zbyt długo przechowywane. Na spód i wierzch słoików czy beczek z ogórkami kładzie się przyprawy ziołowe, np. koper, liście czarnej porzeczki lub winorośli, dębu, chrzan, pieprz, estragon, gorczyca. Olejki eteryczne w nich zawarte zapobiegają rozwojowi pleśni i drożdży.

Skarbnica witamin

Kiszenie i mrożenie są sposobami obróbki konserwującej żywność, dzięki którym zostaje zachowana największa ilość witamin i składników mineralnych pierwotnie zawartych w warzywach (chodzi głównie o witaminę C i prowitaminę A- nieodporne na ogrzewanie). Spora zawartość witaminy C pozwala uzyskać zwiększenie odporności na infekcje. Warto również mieć na uwadze, że w kiszone ogórki nie zawierają askorbinazy, wpływającej niszcząco na witaminę C. Natomiast witaminy z grupy B (B2, B3, B6, B12, PP), których ilość zwiększa się podczas kiszenia poprawiają pracę układu nerwowego oraz koncentrację. Przyspieszają również przemianę materii, wspomagając trawienie białek, węglowodanów czy tłuszczów. Popularne kiszonki zawierają również witaminę E oraz K, a także składniki mineralne m.in. potas usprawniający gospodarkę wodną, a także wapń, magnez, żelazo, cynk czy fosfor. Dzięki zawartości wymienionych składników odżywczych, podczas spożywania omawianych produktów poprawie ulega również stan naszej skóry, włosów czy paznokci.

Bakterie probiotyczne

Mowa tu o bakteriach kwasu mlekowego, które m.in. poprawiają równowagę kwasowo- zasadową. Podobny ich skład występuje w mlecznych napojach fermentowanych. Bakterie te regulują skład mikroflory jelitowej, a co za tym idzie poprawiają trawienie, usuwają toksyny. Wspomagają też odporność na infekcje. Kolejnym pozytywnym aspektem spożywania żywności bogatej w probiotyki jest możliwe działanie łagodzące objawy nietolerancji laktozy, jak również poprawa profilu lipidowego we krwi. Przypuszcza się również, że pomagają w stanach zapalnych oraz przy dolegliwościach wrzodowych.

Doskonałe dla osób odchudzających się

Wysoka zawartość błonnika pokarmowego sprawia, że dłużej czujemy się syci. Przyspieszając perystaltykę jelit i pasaż przez układ pokarmowy, ułatwia on trawienie, przyspieszając tym samym spalanie kalorii. Jednocześnie przyspiesza metabolizm. Produkty z jego wysoką zawartością pomagają też zlikwidować zaparcia, z którymi często borykają się osoby nieco bardziej puszyste.

Mniej cukrów

Węglowodany ze świeżych surowców zostają zużyte do fermentacji, stąd niższa kaloryczność kiszonych produktów. Warto o tym pamiętać. Kolejną ważną informacją jest fakt, iż w ten sposób również poprawiamy przyswajalność składników odżywczych. Innymi słowy kiszenie poprawia strawność. W czasie fermentacji zostają też usunięte m.in. substancje gazotwórcze.

Acetylocholina

Zostaje utworzona w wyniku fermentacji. Ma działanie obniżające ciśnienie krwi, usprawniające perystaltykę jelit, a także odpowiada za przekazywanie impulsów nerwowych.

Sok z kiszonek

Cechuje się wysoką zawartością kwasu mlekowego, przez co pobudza trawienie, podnosząc produkcję enzymów trawiennych. Wykazuje przez to działanie lecznicze w dolegliwościach pęcherzyka żółciowego, żylaków czy śledziony. Działa również detoksykująco, walcząc z niekorzystnymi drobnoustrojami znajdującymi się w jelitach. Co ciekawe, stosuje się go również jako lek na tzw. kaca. Może również zapobiegać migrenom. Natomiast liście kapuściane pomagają w regeneracji tkanek, bywają pomocne w leczeniu ran.

Działanie antynowotworowe

Najnowsze badanie wskazują na zawartość w popularnych kiszonkach izotiocyjanianów, mogących działać antyrakowo. Również zawartość antocyjanów, silnych antyoksydantów może o tym świadczyć. Kiszonki działają też antystresowo, mogą pomagać w leczeniu depresji. Wykazują również właściwości wzmacniające, dzięki zawartości fitocydów, walczących z bakteriami i wirusami.

Dla kogo niepolecane?

Niestety jak większość produktów również warzywa kiszone mają swoją pozytywną i negatywną historię. Dość wysoka zawartość sodu sprawia, żenie są polecane osobom z podwyższonym ciśnieniem krwi lub mające problemy z układem krążenia.

Kiszenie inaczej

Oprócz najbardziej popularnych u nas kapusty i ogórków kisić można jeszcze inne warzywa, a nawet owoce. Pewnie dla wielu będzie to zaskoczeniem, alemożemy również kisić buraki ćwikłowe i zielone pomidory. Natomiast na Ukrainie popularną potrawą sąkiszone jabłka! Uzyskujemy je trzymając w lekko posolonej zalewie (2 % w stosunku do ilości produktu). Dodatkowo przyprawia się je, np. kwasem chlebowym, wyciągiem słodowym czy liśćmi wiśni czy porzeczki. Do kiszenia nadają się również gruszki oraz śliwki.

W krajach basenu Morza Śródziemnego kiszeniu poddaje się też niedojrzałe oliwki. Przed zastosowaniem fermentacji mleczanowej (z zawartością soli kuchennej w ilości aż 11 % i ewentualnym dodatkiem glukozy), poddaje się je kąpieli alkalicznej w celu odgoryczenia. Do kiszenia dzięki odpowiedniej zawartości cukrów przeznaczyć możemy również kalafior, marchew, rzodkiew, cebulę, czosnek, fasolkę szparagową, bakłażany, paprykę i grzyby. Zatem pamiętając o walorach smakowych kiszonych warzyw już dziś rozpocznijmy eksperymentowanie z nowymi smakami!

/źródło:papilot.pl/

Mleko ,ale tylko kwaśne ,najlepiej serwatkę .
Moda na wegetarianizm i weganizm ,zauważcie :
przyszła do nas około 2004 roku ,tak na całego ,
w momencie ….wejścia Polski do faszystowskich struktur UE.
Na co dziś zwróciła mi uwagę Free.
I to święta racja.
Moda ta została nam wszczepiona ,by doprowadzić do zniszczenia naszego mózgu czyli prawidłowego myślenia,omamów i doprowadzenia do agresji.
Oczywiście ,że można odżywiać się bezmięsnie ,ale należy wtedy zwrócić szczególną uwagę na białka i proteiny ,które są podstawą naszych komórek.
Bez dostarczenia odpowiedniej ilości tych i innych związków ,zaczyna się destrukcja w ośrodkowym układzie nerwowym i immunologicznym.
Jak już wspomniałam ,pyłek kwiatowy jest morzem wszystkich substancji niezbędnych nam do życia.
Podpowiem jeszcze ,po wczorajszej rozmowie z Panią Y ,dowiedziałam się o zawartości tychże aminokwasów w ziarnach konopii polskiej .

siemie lniane
Łyżka zmielonego rano ziarna konopii, lnu – dostarcza siły i białek  w bardzo przyswajalnej formie .
Do tego obowiązkiem jest pilnowanie by brać ostropest plamisty – ze względu na kolosalne właściwości odtruwające i czyszczące wątrobę .
O lnie pamiętam ,stosując nieregularnie ,to samo z ostropestem ,ale o konopii nie wiedziałam.
Chyba sie do tego przyłożę i pojadę zakupić sobie ze 2 – 3 kg konopii,jest w każdym sklepie ogrodniczym ,czy tzw. rolniku – sprzedawana jako pokarm dla ptaków.
Należy tylko popytać czy zostało to spryskane czymś p/grzybiczym . Jak tak to szukać czystych ziaren gdzie indziej.
Zostały nam zabrane konopie nie tylko ze względu na olbrzymie wartości odżywcze ,lecz z włókien konopii dawniej produkowano wiele podstawowych rzeczy ,codziennego użytku ,a palenie słomy doskonale ogrzewało pomieszczenia.

len

Mężczyźni maja zupełnie inną konstrukcję biomotoryczną i jeżeli nie dostarczą mięsa lub ekwiwalentu w innej postaci opadną zupełnie z sił witalnych i intelektualnych.
Mięso tak : w niewielkiej ilości tygodniowo i z odpowiedniej hodowli ,a nie z obozów koncentracyjnych dla zwierząt.

szałwia hiszpańska

Szałwia hiszpańska – Szałwia hiszpańska (Salvia hispanica L.), zwana też chia pochodzący z centralnej i południowej części Meksyku oraz z Gwatemali[2]. Bardzo ceniony ze względu na swoje nasiona. Uprawiany przez Azteków już w czasach prekolumbijskich.
Obecnie nadal powszechny w Meksyku i Gwatemali. Nasiona służą do przygotowywania odżywczych napojów i żywności.
Słowo Chia pochodzi od słowa Chian w języku nahuatl, znaczącego oleisty.
Obecna nazwa meksykańskiego stanu Chiapas pochodzi od „chia” wody lub rzeki w języku nahuatl.
Chia jest uprawiana w celach handlowych dla nasion bogatych w kwasy tłuszczowe omega-3.
Uzyskuje się z nich około 25-30% oleju, w większości kwasu ?-linolenowego.
Nasiona zawierają 20% białka, 34% tłuszczu, 25% błonnika pokarmowego (głównie rozpuszczalnego w wodzie, o wysokiej masie cząsteczkowej), znaczny poziom przeciwutleniaczy (kwas chlorogenowy i kawowy,oraz flawonoidy w tym myrycetynę, kwercetynę i kemferol).
Olej z nasion chia zawiera bardzo wysokie stężenie kwasów tłuszczowych omega-3 – około 64%.
Nasiona Chia nie zawierają glutenu, zawierają śladowe ilości sodu.
Nasiona Chia są tradycyjnie spożywane w Meksyku i południowo-zachodnich Stanach Zjednoczonych.
Nie są popularne w Europie. Historycznie, nasiona chia służyły jako podstawowy artykuł spożywczy plemion Nahua (Azteków) w środkowym Meksyku.
Kronikarze jezuiccy opisują chia jako trzecią najważniejszą dla Azteków uprawę, zaraz po fasoli i kukurydzy, a przed szarłatem.
Hołd i podatek dla kapłanów i szlachty azteckiej często płacony był w nasionach chia.

Siemię lniane vs Chia – nasiona chia (szałwia hiszpańska)

Weźmiemy dzisiaj pod lupę dwa rodzaje zdrowych nasion: siemię lniane i nasiona szałwi hiszpańskiej (tzw. Chia Seeds). Które z nich jest zdrowsze i dlaczego?

Wszyscy znamy siemię lniane (nasiona lnu zwyczajnego). To prawdziwy rezerwuar substancji służących zdrowiu. Poza tym jest dużo tańsze niż szałwia hiszpańska. Nasiona Chia są sporo droższe (cena potrafi sięgać powyżej 100 zł za kilogram), co może sugerować, iż są lepsze i mają większy wpływ na nasze zdrowie. Czyżby? Sprawdźmy.

Oba rodzaje nasion mają podobne dobroczynne substancje:
– ochraniające arterie kwasy Omega 3
– rozpuszczalny błonnik obniżający poziom cholesterolu
– przeciwnowotworowe aktyoksydanty – lignany.

Oba rodzaje ziaren mają podobne działanie:
są przebogatym źródłem kwasów OMEGA 3- bogatszym niż ryby (!) lub inne ziarna i nasiona, zawierają dużą ilość białka, błonnika, witamin i minerałów, wspomagają prawidłową pracę mózgu i serca, mają działanie antyarytmiczne i obniżają poziom złego cholesterolu, chronią jelita, poprawiają przemianę materii, spowalniają wchłanianie cukrów przez co mogą korzystnie wpływać również na dietę diabetyków i osób dbających o dietę. Nasiona służą do przygotowywania odżywczych napojów i żywności.

Kilka ciekawostek o Chia:
– ma 13 razy więcej magnezu niż brokuły
– ma 5 razy więcej białka niż mleko
– ma 8 razy więcej kwasów omega 3 niż dziki łosoś Alaskan

Teraz porównanie:
– siemię lniane ma 20% więcej Omega 3 niż szałwia hiszpańska
– szałwia hiszpańska ma 50% więcej błonnika niż siemię lniane
– siemię lniane ma ok. 100 razy więcej lignanów niż  jakakolwiek inna roślina na naszej planecie!

Siemię zatem wygrywa! Chyba, że Waszym celem jest jedynie utrata wagi lub zbicie cholesterolu – wtedy lepsza może okazać się szałwia hiszpańska ze względu na większą zawartość błonnika. Jednak w codziennej prewencji bardziej skuteczne okazuje się być nasze poczciwe (i dużo tańsze) siemię lniane.

Według przeprowadzonych na pacjentach chorych na raka prostaty badań spożycie 30 g zmielonego siemienia dziennie spowodowało po miesiącu spadek tempa podziałów komórek nowotworowych. Badania prowadzone były na czterech grupach chorych. Jedna grupa przez miesiąc przed operacją dostawała po 30mg siemienia, druga była na diecie niskotłuszczowej, trzecia ograniczała spożycie tłuszczu i jednocześnie jadła siemię, czwarta grupa odżywiała się jak dotychczas. Eksperyment wykazał, że w grupach, które jadły siemię, tempo namnażania się komórek rakowych było niższe o 30-40% niż w pozostałych.

Jedzmy zatem siemię! Parafrazując znane powiedzenie o jabłkach – dwie łyżki siemienia dziennie trzyma lekarza z dala ode mnie 🙂  Najlepiej używać je w ziarnach lub świeżo zmielone w młynku do kawy. Łyżkę lub dwie całych bądź zmielonych nasion dodawajmy do sałatek, musli, jogurtów, wypieku chleba a nawet ciasteczek.”

http://www.akademiawitalnosci.pl/siemie-lniane-vs-chia-nasiona-chia-szalwia-hiszpanska/

Dlaczego wspominam o Chia?
Racja dzienna żołnierza to porcja Chia ,zalana wodą ,pęcznieje i jest posiłkiem bogatym we wszystkie niezbędne składniki na cały dzień.

ostropest-plamisty-we-wspomaganiu-watrobyOstropest plamisty

Temat mięsa : jeść czy nie jest bardzo kontrowersyjny.

Należy jednak wziąć pod uwagę ,że na przestrzeni dziejów nie raz zastosowano niecne sztuczki ze zmianą naszego  DNA.W tej chwili mamy na tyle pozmieniane nasze naturalne środowisko ,że jeżeli wybieramy dietę bezmięsną ,musimy przyłożyć ogromną uwagę do efektywnego dostarczenia niezbędnych składników,bowiem cały nasz układ nerwowy i immunologiczny rozjedzie się jak bezużyteczne nitki.

Ozyrys.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii aktualności, zdrowie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

123 odpowiedzi na „Podstawy dietetyki – kiszonki

  1. Adrian G pisze:

    „Co należy zrobić z mięsem zwierzątek już zamordowanych, wywalić na śmietnik plując na ich kaźń bo przecież jaśnie „wniesiony” jest zwyczajną egoistyczną …. maseczką?”

    Nie rozumiem co miałeś tu na myśli?
    Rynek kieruje się prawem popytu i podaży. Dajmy na to jegomość A idzie do sklepu i kupuje kilo szynki, a takich klientów jak A są miliardy. Jest to informacja dla całego łańcucha przemysłu żywnościowego, który kończy się na hodowcy i ten decyduje ile zwierząt przeznaczyć w najbliższym czasie na ubój oraz do dalszego rozmnożenia.
    Jeśli A nie zakupi mięsa ale wybierze coś innego to cena tego towaru spadnie, hodowca dostanie sygnał o zmniejszeniu hodowli w przyszłości. Żadne mięso tak czy inaczej z powodu wegetarian się nie zmarnuje, produkcja się dostosowuje elastycznie.
    Piszesz jeszcze o jakichś robalach i kupach…? Przecież nikt takich rzeczy nie jada, w Azji i Afryce owady najwyżej sobie podjadają. Skąd w ogóle takie pomysły.

    No i mylisz się Ktosiu obarczając Roni, że jest winna tak samo jak reszta na zasadzie wrzucania wszystkich do jednego worka i obkładania zbiorową odpowiedzialnością.

    „Należy także pamiętać iż zjadając pożywienie samemu nie pozwala się go zjeść komuś innemu co może doprowadzić do jego śmierci. Ten dylemat moralny „zjeść samemu czy nakarmić głodnego” jakoś też umyka „wzniesionycm” tak gardłującym o niejedzenie zwierzątek…. Cóż z pełnym brzuszkiem łatwo udawać faryzeuszowskich obrońców zwierzątek”

    Jest znów odwrotnie jak twierdzisz. Właśnie wegetarianie (nawet niektórzy o tym nie wiedząc) przyczyniają się do zmniejszenia głodu. Np. na „wyprodukowanie” 1kg wołowiny idzie z kilkanaście razy więcej kalorii z roślin (zwierzęta na wodzie nie rosną). I można zdecydować czy zjeść 1kg mięsa i nic nie zostawić potencjalnym głodomorkom lub zamiast mięsa skonsumować 1kg roślin i resztę – ponad 10 kg – zostawić dla innych.

    O niskich wartościach odżywczych to mit. Trzeba tak komponować dietę by dostarczyć odpowiedniej ilości aminokwasów z białek z którymi jest najczęściej problem przy wegetarianiźmie. Np mikroalgi zawierają wręcz wszystkie aminokwasy w takiej ilości na jednostkę białka jak mięso, może z wyjątkiem cystyny, ale to akurat aminokwas endogenny. Natomiast wszystkie najważniejsze, których organizm nie syntezuje (egzogenne) są w prawie identycznych ilościach w wołowinie jak i spirulinie lub chlorelli. Znalazłem taki wykaz, w linkach po prawej na dole trzeba rozwinąć tabelkę protein & amino acid.
    http://nutritiondata.self.com/facts/beef-products/3477/2
    http://nutritiondata.self.com/facts/vegetables-and-vegetable-products/2765/2

    Poza tym istnieje jeszcze problem niedoborów witaminy B12, która jest zazwyczaj w produktach pochodzenia zwierzęcego, ale tutaj wspomnieliście o wegetarianizmie. Tak czy inaczej ta witaminka jest dostępna w pyłku pszczelim.

    • Ktoś pisze:

      Patrz trochę dalej w przyszłość niz na głębie swojego talerza to zrozumiesz skąd się biorą żywieniowe trendy dzisiaj, na podstawie jakich dokumentów są tworzone i dokąd zmierzają.

      Co miałem o żywieniu napisać napisałem. Jeśli to nadal jest tajemna magia to nie moja wina iż „duchowość” dla wielu to zwyczajny blichtr do błyszczenia wśród innych „propagandowych konusów”. Ale to nie mój problem iz podążacie droga samozakłamywania.

    • Pani E pisze:

      Hmm nie wiem czy dobrze pamiętam ale przede wszystkim B12 wytwarzana przez bakterie (to było w jednym z filmików o wit B na tym blogu), tak czy inaczej witaminy z grupy B powinno się suplementować, szczególnie jak się myśli poważnie i rozważnie o zmianie diety. Pyłek pszczeli oraz tzw pierzga pszczela [super na oczyszczanie wątroby] to podstawa, jeśli unika się mięsa.

    • Pani E pisze:

      Ozyrysku, komentarz do artykułu. Dodatkowo w TCM problem mleka dotyczył tego, iż powoduje ono odkładanie Śluzu w organizmie, a o Śluzie w TCM mozna napisać artykuł. Nie wiem jak to jest z serwatkami, ale wydaje mi się ze osoby mające alergię na kazeinę też jej pić nie będą. Dodatkowo, należy pamiętać, że JEŚLI NIE JEMY żadnych produktów mlecznych przez okres 6 m-cy nasz organizm przestaje produkować enzym odpowiedzialny za trawienie kazeiny, z tego co wiem jest to proces nieodwracalny tak samo jak atrofia, i wtedy jeśli ktoś [nie Ktoś 🙂 ] po roku czy dwóch zje sobie budyń na mleku, może mieć objawy alergii lub niestrawności.

  2. Ktoś pisze:

    ad
    https://mistykabb.wordpress.com/2014/08/07/pieklo-miasto-demonow-wojny/comment-page-1/#comment-8238

    Pani E, widzę iż nadal pani nie rozumie istoty toczonej dyskusji.

    Można nie jeść mięsa z rożnych powodów, bo się go nie „trawi”, bo powoduje alergie, bo to modne etc i to wszystko wcale nie zmienia „karmy” a taka osoba nie uszlachetnia się w magiczny sposób.

    Problemem, zapomnianym problemem przez ludzkość jest SZACUNEK DO TEGO CO ODDAŁO ŻYCIE BY NAS NAKARMIĆ.

    I tu nie ma znaczenie czy kanibalizowana jest „krówka” czy „marchewka”. Ważny jest sam proces. Dawniej ludzie dziękowali czy Bogu czy duchom istot tworzącym/dającym danej klasy pożywienie za łaskę, że się mogą najeść.

    Kto dziś dziękuje za pożywienie? Kto przestrzega chociaż dawnego zwyczaju iż TO CO NA TALERZU TO W BRZUCHU? W krajach w jakich pamiętają o „epidemiach głodu” nie ma wyrzucania resztek z talerza. To jest społecznie nieakceptowalne a w polszewii? Kraju zakłamanych katolików? Jako stare, pogańskie, wiejskie zostało zastąpione modniejszym WYRZUCANIEM JEDZENIA. Bo dieta, bo tak trzeba, bo tak „autorytety moralne każą”…. a to wszystko mimo modnego niejedzenia mięsa i tak prowadzi ludzkość do piekła.

    Istotą obłudy o jakiej mówię jest poczucie wyższości z faktu „niejedzenia mięsa” mimo korzystania w sposób bezpośredni i pośredni ze zdobyczy materialnych, naukowych, … opartych o wcześniejsze „jego spożywanie”. Istotą obłudy nie jest samo „mięso” ale traktowanie innych z pozycji wyższości z powodu jego „niejedzenia”. Ci którzy traktują niejedzenie jako praktykę nie będą „wojującymi wegetarianami” bo rozumieją całą resztę związaną z udziałem „niedoli zwierząt” w trybikach obecnej cywilizacji. Korzystanie z tych osiągnięć i jednoczesne wywyższanie się z powodu „odrazy do skalania się bezpośredniego tym czym się dany dewot/ dewotka kala korzystając ze zdobyczy cywilizacji” jest OBŁUDĄ. Jest pluciem pogardą na kaźń zwierząt jakie w sposób niejawny bo nieuświadomiony, w sposób nie wykazywany w antymięsnej propagandzie, ale oddały swoje życia by stworzyć świat jaki nas otacza.

    Kolejnym problemem jaki jak widać umyka z oczu jest udział mięsa w wojsku jako wysokoenergetycznej strawy wojaka. Wojsko nie będzie wpieprzać „marchewek” bo by musiało 3/4 dnia wpieprzać zieleninkę albo ją wydalać nie mając czasu na walkę. Zieleninki się nie ususzy, upiecze czy w inny sposób przygotuje i da wojakom by to mogli zjeść za kilka dni w jakimś okopie na zimno bo mu się takie „wzniesione” jarskie pożywienie zwyczajnie zepsuje. A mięsko może nawet miesiącami być przechowywane wyschnięte i nakarmi żołnierza dając mu silę i energie by walczył o bezmięsny świat zakłamanych egoistycznych istot.

    W dawnych tyraniach greckich, rzymskich czy ogólniej żydowskich (bo te ideologie pochodzą od jednego pustynnego robactwa) niewolnikom NIE DAWANO MIĘSA DO SPOŻYCIA WŁAŚNIE PO TO BY NIE MIELI SIŁY SIĘ BUNTOWAĆ. Kto pamięta o tym myku teraz? Iż ograniczanie puli żywieniowej powoduje konkretne grupy chorób spowodowanych awitaminozami, brakiem aminokwasów i tak dalej? Propaganda „wojującego wegetarianizmu” tego przecież nie powie ale jak obcy najedzie „poletko marchewki” to bezmięsni faryzeusze zaraz wzywają armię na pomoc, nie?

    Kolejny problem to GMO, o wiele łatwiej jest zmodyfikować roślinki dodając do nich wrogie ludziom geny jak ten POWODUJĄCY PERMANENTNĄ NIEPŁODNOŚĆ i wmówić potem frajerom iż JEDZENIE TAKICH ROŚLIN JEST „WZNIOSŁE DUCHOWO” niż podobny gen wprogramować w zwierzęta bo jak rodzić będzie niepłodny to nie będzie potomstwa i co za tym idzie „skażonego bezpłodnością mięska”.

    O ilu takich niuansach wie wojujący ateistyczny dewot/ dewotka?

    Dla niego „cały świat” to POCZUCIE WYŻSZOŚCI NAD INNYMI Z POWODU NIEJEDZENIA MIĘSA. I mózg off bo o więcej propaganda nie kazała mu gardłować.

    PS.
    Tak jestem mięsożercą, tak jem mięsko chociażby z tego powodu iż i tak zostało ono ZAMORDOWANE WCZEŚNIEJ bez mojej woli i by ta śmierć nie szła na marne, by działalność rzeźników nie była zwyczajnym bestialskim barbarzyństwem jest „owoc ich pracy” przeze mnie kanibalizowany.

    Tak to też jest myk, to też praktyka o jakiej „wojujący wegetarianizm” nawet nie słyszał bo na plakatach nienawiści do mięsnych wołowymi literami mu tego podjudzacze nie napisali. I to też jest OBŁUDA, ROBIENIE CZEGOŚ Z POWODÓW AKTUALNEJ MODY.

    • Ktoś pisze:

      Podobny model „mięsnego zakłamania” panuje chociażby w Indiach w ich systemie kastowym. Tam wszelkie kasty korzystają z pracy tej najniższej jaka się musi babrać w rzeczach nieczystych dla hinduistów ale wszyscy członkowie kast korzystających z pracy tych pariasów, tych siudrów jednocześnie ich nienawidzą i nimi pogardzają za to iż DOKŁADNIE SĄ TĄ NAJPOŚLEDNIEJSZĄ Z KAST i za to iż właśnie są zmuszeni „religijną kulturą” do takiej a nie innej działalności. I nigdy pariasowi nie pomogą bo „mogli by się przecież skalać nieczystością takim kontaktem” a oni są tak „wzniesieni duchowo” (są z wyższej niż pariasi kasty). To jak bezmięsni jacy używają „mięsnych wynalazków cywilizacyjnych” ale stronią przed dotknięciem mięsa bo się nim „ubrudzą”.

      To też taka antyhumanitarna podszyta „wojującą moralnością” OBŁUDA.

      PS. Tam interes jest „rodzinny”, jak ktoś się urodził biedakiem to musi być biedakiem by nie robić „innym” zwłaszcza tym z wyższych kast konkurencji. I to bez względu na to iż może on być od nich o całe niebo inteligentniejszy. Zostało im wmówione kłamstwo i dziś jest ono skrupulatnie pilnowane w interesie stojących najwyżej w tej niewolniczej piramidce braminów. I też jak u nas żydokatabasy tak tam bramini wmawiają pariasom „iż ich niedola, ich cierpienie jest uszlachetniające ich dusze”. Bo się boją iż nie będzie idiotów do babrania się w brudach i do usługiwania tym z wyższych poziomów społecznej niewolniczej piramidki.

    • Pani E pisze:

      KTOSIU, JA SIĘ Z TYM WSZYSTKIM ZGADZAM, ALE ja nie jestem wojującym wegetarianinem, nikogo do nie-jedzenia mięsa nie namawiam, żywię się tak BO miałam problemy trawienne, nie wymagam od wojska jedzenia marchewek, nie szczepię się ani swoich dzieci, modę wszelaką mam w d…, jestem przeciwna GMO- np. nie jem kukurydzy i soi [100% GMO] a co miałam na myśli to wpis godz. 11:55; mnie denerwuje „robienie ciśnienia” wokół jedzenia (podałam przykład we wpisie) oraz nazywanie ludzi jedzących inaczej hipokrytami.
      Tego nie rozumiem- czemu niby jestem hipokrytą, chyba ze to się odnosiło do kogoś konkretnego, a nie do WSZYSTKICH żywiących się inaczej- to OK.
      Ja nie chcę nikomu nic udowadniać, a tym bardziej nie udowadniam swojej wyższości [ja od dzieciństwa miałam raczej problem z poczuciem niższości, a nie wywyższaniem się……].
      Dlatego najwyraźniej nie zrozumiałam wątku przewodniego tej dyskusji.
      Do tego się przyznaję bez bicia- wielu rzeczy nie rozumiem i cały czas się uczę.
      Ale to chyba nic zdrożnego 🙂
      Najgorsi wg mnie są ludzie, którym wydaje się, że wiedzą wszystko i są „aniołami” [już tu były takie „anioły” na stronce 🙂 ]

      • Ktoś pisze:

        Wybacz, widocznie zbyt ogólnie napisałem.

        Nie chodzi mi o tych co jedzą czy nie jedzą ale o tych

        co się szarogęszą, tych co się wywyższają ponad innych, demonstrując przy tym pogardę, z powodu własnego „niejedzenia miesa” jednocześnie cynicznie korzystając z cywilizacyjnych dobrodziejstw zdobytych i tworzonych na tym „mięsie” i czynionej zwierzętom krzywdzie.

        Ci są HIPOKRYTAMI. Ci wojujący pseudowegetarianie.

        Albo się „kocha zwierzątka” i porzuca wszystko stworzone na ich „krwi” i cierpieniu albo się nie kłamie o swoim uduchowieniu korzystając z udogodnień zdobytych na ich krzywdzie bo jedno wyklucza drugie czego bezmiesni faryzeusze tendencyjnie nie chcą dostrzec w prezentowanym na pokaz swoim zachowaniu.

        • Pani E pisze:

          Ja się nie gniewam 🙂 , ja też niezbyt jasno się wyraziłam. A takich faryzeuszy to gdzie się nie obrócisz Ktosiu masz na pęczki. Trendy Wegetarianie to jedno; a jest np. cała rzesza gorliwych wyznawców KK, miłość bliźniego, kościółek w niedzielę itd. Ja mam sąsiada- jest w radzie parafialnej, w rodzinie ma i księdza i zakonnicę, i och i ach, regularnie leje żonę, sąsiedzi słyszą, ale równie gorliwi siedzą cicho, ja poszłam do niego- bo takich gnojów nie lubię- powiedziałam gdzie zadzwonię i co zrobię to o mało mnie nie pobił. To o takich faryzeuszach rozmawiamy rozumiem….. PS. Na świeżo newsy- taki Pan (euro)poseł Kurski, piewca wartości katolickich, miłości i rodziny, przeciwnik aborcji, „dupoliżec” biskupów itd, żonę robił za idiotkę, dmuchał asystentkę, rozwiódł po cichu- teraz w telewizji mówią, ze była żona Kurskiego pisze książkę o „skurw…. stwach męża” i że to będzie bestseller 🙂 TAK, faryzeuszy ci u nas dostatek 🙂 [Przepraszam za dosadność]

  3. Ktoś pisze:

    „Mieso” i związane z tym sprawy to problem
    – hodowlany
    – populacyjny
    – ekonomiczny
    – technologiczny
    – żywieniowy
    – zdrowotny
    – militarny

    i na samym końcu duchowy.

    Tyle że „duchowość” to temat nieco głębszy niż się powszechnie uważa bo przecież wystarczy egoistycznie stwierdzić iż „jak sam nie jem miesa to jestem fajny (.. i klekajcie narody)” i całą resztę związanych z miesem i cierpieniem zwierząt spraw można szybko, sprawnie, obłudnie wywalić poza świadomość (zamieść pod dywan) i szpanować na pokaz „duchowością” jaką tak naprawde jest całe to zagadnienie we wszystkich wyszczególnionych aspektach.

    Ale po co o tym myśleć: wystarczy przecież tylko jak inni głośno wrzeszczeć:

    STOP KANIBALIZOWNIU ZWIERZĄTEK,
    KANIBALIZOWANIE ROŚLINEK JEST WZNIOSŁE I UDUCHAWIAJĄCE ….

    i już można przylepić plakietkę WZOROWEGO ARCHONTA czy innego NWOwskiego GURU od dręczenia innych, tym razem ludzi, swoim błędnym/ kłamliwym światopoglądem. Egoizmem ubranym w szatki z napisem „duchowość”.

    • Ozyrys pisze:

      Archont…właściwa nazwa to archiwista,piszą dla nas scenariusze zagłady.

    • Pani E pisze:

      TAK to się zgadza, że teraz wegetarianizm to obecnie najczęściej kwestia mody [wprowadzany bezmyślnie, dieta nieprzemyślana, stąd problemy zdrowotne, bezpłodność, wycieńczenie, żarcie soi bez umiaru-szkodliwe dla mężczyzn i nastolatków w szczególności] oraz kwestia „ideologiczna” [nawet bym tu słowa „duchowa” nie użyła]. Własnie jakoś o zdrowiu się najmniej mówi. To tak, jak np. „mięsko” musi być halal bo przecież muzułmanin „padliny” nie je, bo to niemiłe bogu, a on czysty, ale nie przeszkadza mu to ukamieniować żonę za zdradę, córkę utopić w strumyku, i „uduchowionym” wrócić do stołu…. Najgorzej jak w takie tematy wdziera się ideologia. PS. z muzułmanami to jeden przykład, to samo można powiedzieć o koszernych pejsach itd itp,

      • Alfred pisze:

        Drodzy Państwo, Pan Ktoś ma rację, ja za idiotyzm zony i wegetarianizm o mało nie przypłaciłem rozumem, dosłownie, zacząłem mieć poważne problemy psychiczne, na szczęście po kilku schabowych wszystko wróciło do normy.

        • latarnik pisze:

          tak działa uzależnienie,program,aż rozum odbiera,i bez znaczenia jaka strawa,prawdopodobnie jednakowo uzależnia i powoduje objawy detoksykacji po odstawieniu i objawy głodu i jak ktoś podchodzi do tego nie z własnej a wymuszonej woli i kieruje się tylko modą to zgadzam się ,że to jest głupotą

        • Pani E pisze:

          To znaczy że źle prowadziła tę dietę. Ja znam wielu wegetarian – część z nich robi to z głową, są zdrowi, nie chorują i dobrze wyglądają; a inni- jak to nazwał Ktoś – „modni” wegetarianie, nie znają się na tym co robią i jak jedzą, a dieta to poważna sprawa. Jeśli źle się Pan czuł znaczy, że żona nie przygotowała się należycie do tej diety. To samo dotyczy mięsożerców- otyłość, cukrzyca, problemy z oddychaniem, miażdżyca- skąd te problemy skoro jedzą mięso? temat jest o wiele bardziej skomplikowany- to nie jest czarno-białe. Osobiście, polemika z Ktosiem natchnęła mnie to tego aby napisać coś więcej, w sprawie diety ogólnie, nie tylko wegetariańskiej oraz błędów, które wiele osób popełnia, co oczywiście powoduje „złą reklamę” wszelkim interwencjom dietetycznym. Jak skończę artykuł wyślę do Ozyrysa, może wrzuci to sobie poczytacie. Po prostu zbyt wiele było „kwasu” w temacie, każdy ma trochę racji bo przedstawiał ją z nieco innej strony, ale sytuacja „do kupy zebrana” nie jest taka prosta, żeby było tylko ZA lub PRZECIW. Poczytacie jak skończę, to się wypowiecie.

        • Alfred pisze:

          Droga Pani , to znaczy że ta dieta jest zła i tyle mam do powiedzenia, pozbawiając sie tego czym Bóg nas obdarował otwieramy sami wrota do przejęcia naszej swiadomości. wiem co przeżyłem, rozumie Pani? Bo ja już to wiem i niczyje mądroci w tej kwesti nie zmienią moich doswiadczeń. Dieta była prowadzona prwidłowo, wraz z niezbednymi suplementami, wyniki moich badań były nienaganne, a ja traciłem świadomość mając wrażenie ze przestaje myśleć, ze się zatracam w nicości. Być moze u mnie ten proces był bardzo szybki a u innych jest powolny dlatego mogą niezauwazyć ze powoli przestaja istnieć. Prosze sobie to przemysleć, i na siłę nie wprowasdzać tej unicestwiającej ludzkość prppagandy. Czy mi Państwo wierzycie czy też nie , nie ma dla mnie zdnego znaczenia, najmniejszego , ja mam swoja teorie na ten temat , chcecie zostać roślinkami, prosze bardzo, ale nie zachęcajcie do tego innych.

        • Pani E pisze:

          a kto Pana zachęca do stania się rośliną?? proszę sobie teorii nie dorabiać. nikt Panu nie każe się na rośliny przerzucać ani Pana przekonywać, że Pan powinien. Sam Pan pisał „idiotyzmy zony” a teraz Pan broni, że dobrze prowadzona, suplementacja. to jak -idiotyzmy czy dobrze prowadzona?? I skąd informacje ze „inni” powoli przestają istnieć? Wyniki badan?? Ja miałam sąsiadkę piętro niżej, która miała super wyniki badań- nienaganne, regularne, a w 3 tyg zeszła na raka z przerzutami. Jak pisałam nic nie jest 100% czarne lub białe, a ja ani nikt tu inny nie prowadzi żadnej propagandy- dzielimy się poglądami, wolno nam- proszę się nie unosić niepotrzebnie. Ma Pan swoje teorie -fajnie, ja mam swoje, każdy ma swoje, takie życie i Pan tego nie zmieni.
          PS. Tak jak pisałam w poście wcześniejszym, NIC NIE BUDZI takich niezdrowych emocji, agresji, zawziętości jak jedzenie… I podtrzymuję- kolejny dowód.

        • Ktoś pisze:

          Jesteś tym co jesz i skoro silny dominujący partner jest w stanie uzewnętrznić swoją aurę w wyglądzie zdominowanego partnera, skoro psiarze wpatrzeni w swojego pupila upodabniają się do niego to zapewne podobna zasada dotyczy także pożywienia.

          To co jemy w mniej lub większym stopniu ma świadomość jak i cała energetyczna otoczkę. To co jemy zaraża naszą energetykę swoją energetyka próbując na zasadzie superpozycji zmienić naszą „świadomość” czy sposób interakcji z otoczeniem. Jedząc coraz bardziej nachalnie promowane w ramach agend ONZ robaki człowiek stanie się robakiem, niekoniecznie z wyglądu ale z zachowania bo świadomość roju przeważy świadomość poszczególnej jednostki.

          Co mamy w wyniku spożywania „roślinek”, jakie są „roślinki”. Ciche, bezmyślne, pokorne czekające jak cielęta na zerwanie i zeżarcie czy tylko podlanie, nawiezienie.

          Co jest promowane w satanistycznomasońskiej popkulturze – goje zamknięte w klatkach z okularkami na oczach, oddające się wirtualnej rzeczywistości czekając bezmyślnie na kolejną porcje strawy.

          Czy to ma ze sobą powiązanie? Wkręcanie „spożywania roślinek”, roślinek z dodatkami GMO o niewiadomym przeznaczeniu ze stawaniem się „JAK ROŚLINKA” czyli miłym masonom i illuminatim warzywkiem = pojemnikiem części zamiennych (narządów do transplantacji), warzywkiem = dostarczycielem emocji, warzywkiem = idealnym konsumentem…. i tak dalej.

          Czy taka interakcja jest możliwa? Przykład pana Alfreda mówi iż tak.

          To czy jest to przypadek ogólny czy szczególny ma chyba w tym wszystkim mniejsze znaczenie skoro wybitnie pokazuje iż „Z KIM (w żołądku) PRZESTAJESZ TAKI SIĘ STAJESZ.

          A gadanie o diecie i innych sprawach w sytuacji wiedzy iż jesteśmy ENERGIĄ i dostarczamy energię o określonej wibracji by wzmóc własne wibracje podtrzymując tym NASZĄ ŚWIADOMOŚĆ ma jakoś mniejsze znaczenie. Energia czyli świadomość, jak naszą energię będziemy zasilać taką o przeciwnej amplitudzie to co dostaniemy? Miłą nazistom od depopulacji linię, ciągłą, poziomą linię aktywności …….. kolejnego alzheimera, kolejne warzywko zbyt otumanione by czaić jak, w jaki sposób i do czego jest za swojego życia wykorzystywane. Kolejny żywy ale nieświadomy swojej egzystencji pojemnik z częściami zamiennymi do dowolnego wykorzystania w razie potrzeby. Idealny świat, świat NWO, raj dla naszych ciemiężycieli.

          Dodajmy do tego iż w ramach GMO jest po różnych gatunkach roślin i zwierząt rozwlekany „gen kosmity” by w przyszłości im było łatwiej namierzać i przejmować nasze ciała.

        • Pani E pisze:

          O panu Alfredzie wiemy zbyt mało, żeby wysuwać jakiekolwiek wnioski poza tym że jest zawzięty w swoich opiniach, winą na stan zdrowia obarcza niewybrednie żonę, co jest wygodne, bo nie pisze jakoby przeciwstawiał się w jakikolwiek sposób wprowadzeniu diety i rozszerzeniu jej o jego osobę. Tyle wiemy o Panu Alfredzie i to że ON na pewno wie, że skoro miał problem to coś tak jest ZŁE bo ON ma takie doświadczenie. Ja poślizgnęłam się na schodach i skręciłam nogę, ale nie piszę, że SCHODY SĄ ZŁE bo mam takie doświadczenie. wiecie co – nawet mi się już pisać odechciało w tym temacie, wycofuję się z poprzedniej zapowiedzi i podtrzymuję jedno- nie ma drugiego tematu tak rodzącego chore emocje jak żarcie……

        • Free pisze:

          To fakt, to bardzo dziwny temat, czytając posty mam bardzo dziwne przemyślenia, myślę ze pozbywając się emocji dobrze jest poznać opinie innych a jeszcze bardziej ich doświadczenia w temacie. Jeżeli ktoś miał dziwne zdarzenia związane z dietą, lub podejrzewa ze dieta była przyczyną mógłby się z nami podzielić. Może dojdziemy wspólnie do jakiś wniosków.

        • Pani E pisze:

          Dziwny to mało i dyplomatycznie powiedziane; zauważ że nie ma tylu zjadliwych komentarzy np pod tematem Anu. Nibru… czy Dzień Oczyszczenia i inne tematy nie-z-tej-ziemi. No chociażby gender, to bym zrozumiała…A tu krótki temat, i tyle zjadliwości. Dlatego ja sobie podaruję- cepem ściany nie przebiję. Moja opinia jest w temacie tym jak i w temacie szczepień jasna [żebyś wiedziała jakie debilizmy muszę wysłuchiwać od lekarzy, to byś osiwiała]…Także w sumie mnie to nie dziwi- takie swojskie polskie podejście do tematu. Niech każdy robi co uważa lub co dla niego dobre. Dziwnie to zabrzmi na tym blogu, ale „świata nie zbawimy” przynajmniej nie w tym zakresie; poza tym- jak mawiał jeden z moich wykładowców TCM, nikomu na siłę się nie pomaga ani nie doradza ani się go nie leczy [wg niego niektórzy pacjenci chcą -dosłownie- tkwić w chorobie i trzeba im na to pozwolić]; i tyle w temacie 🙂 Myślę Free ze do żadnych wniosków nie dojdziesz, bo jeszcze z dwa dni ten post powisi to się pozagryzamy 🙂 Zajmijmy się poważniejszymi sprawami- lepiej nam wychodzą

        • Alfred pisze:

          Szanowna Pani, wyciąga Pani wnioski bardzo ale to bardzo błędne,Pani pytanie powinno brzmieć- czy coś takiego jest możliwe choć wydaje się niemożliwe? Nigdy bym nie śmiał obarczyć winą mojej zony , była idiotą tak jak i ja bo ulegliśmy manipulacji, proszę nie oceniać ludzi za wypowiedzi bo tak się nie godzi i nie przypinać im etykiet bo nie ma monopolu na to co jest wygodne. Podzieliłem się z Państwem moim doświadczeniem, gdyż uważałem to za stosowne, uważając iż ludzie o tak otwartych umysłach choć na minutę odejdą od myślowych stereotypów i zastanowią się o co w tym chodzi? Co mnie cieszy – niektórzy to uczynili.

        • Pani E pisze:

          Mnie się wydaje Panie Alfredzie że zarzuca Pan mnie to na co cierpi Pan sam- ciasnota umysłowa. MY LUDZIE O OTWARTYCH UMYSŁACH jak ładnie Pan to nazwał, jesteśmy na blogu podzieleni na tych co jedzą i nie jedzą mięsa i dzielimy się swoimi przemyśleniami w taki czy inny sposób. Pan przyszedł tu znikąd i podzielił się swoim doświadczeniem w sposób następujący „ja wiem że zła, nic mnie nie przekona że jest inaczej” „nie namawiajcie innych żeby zostali roślinami”. Pana wpisy są tendencyjne i nie są dzieleniem się doświadczeniem a zarzutami i narzucaniem swojego stylu myślenia. Jedna słuszna wypowiedź „zostaliśmy z żoną zmanipulowani” – otóż to jest racja, zrobiliście coś wbrew sobie, bo taka była moda czy manipulacja i mieliście takie a nie inne rezultaty. Co więcej, zamiast się cietrzewić proszę przeczytać wpis latarnika- bardzo celna uwaga o „skutkach odstawienia” czegokolwiek wbrew swojej woli…to mogło być równie dobrze źródłem problemu. I na koniec- problemy „natury psychicznej” najczęściej [powtarzam najczęściej a nie zawsze] zaczynają się gdzie indziej, są uśpione parę lat a potem po wpływem „impulsu” lub szoku dla organizmu czy psychiki -ujawniają się. A co zrobił Pan ze swoim „problemem”???- zagryzł kotletem i zostawił….. Litościiiiiii – i Pan mnie „myślenia” uczy?? [to było pytanie retoryczne]. Wracając do wypowiedzi Gocłava… tak mozna się zagotować, cepem ściany nie przebijesz….. ci co wiedzą, niech sobie stosują, nie warto się pewną wiedzą dzielić na forum [jak nie wierzycie spytajcie Ozyrys] i tyle. Nikt nikogo do zmian przynajmniej żywieniowych nie namawia. Jedzmy co każdy uważa, szczepmy się lub nie, chrzcijmy się lub nie [jesteśmy pełnoletni- każdy wg prawa „ludzkiego” odpowiada za siebie] i zajmijmy się czym innym.

        • Ozyrys pisze:

          Pani E…koniec takich dywagacji !!!
          Moim zdaniem Alfred napisał tak jak to widzi i czuje . Ma do tego prawo. To są zasady tolerancji.
          Koniec z agresją Ela!!!!
          To nie może być tak ,że zakrzyczysz tutaj wszystkich myślących inaczej na temat jedzenia
          Jestem niezadowolona z tych słów ,które padły w tej dyskusji z Twojej strony.
          Nie oceniaj w ten sposób .
          Alfred to starsza,bardzo zrównoważona osoba ,która jest na odpowiednim poziomie 😀
          Tą dyskusje można poprowadzić w sposób elegancki ,bez tego typu insynuacji z Twojej strony.
          Wiem ,że jesteś wykształcona w kierunku odżywiania ,ale pamiętaj ,każdy z nas jest trochę inny.
          Jednemu coś służy innemu nie.
          Jednemu nie możesz zaprzeczyć i B.Chm. i inni wykładowcy ,podkreślali ,że kawałek mięsa na tydzień należy zjeść .
          A rosół gotowany na małym ogniu przez 8- 12 godzin jest najlepszym lekarstwem,dla udręczonych chorobą .
          Dla kobiet w połogu to nawet kilka dni (28 ) ,bo nic innego lepiej nie stawia na nogi ,niż taki rosół .
          Nasza dietetyczka – zapomniałam nazwiska ,też była weganką i…przestała nią być ,
          Nie wiemy tak do końca ,co takiego jest w mięsie ,że tak szybko stawia na nogi ,a co spowodowało ,że wykluła się idea wegetarianizmu.
          Nie pochwalam w żadnym stopniu jedzenia mięsa z obozów koncentracyjnych ,ale zdrowa kura z jakiegoś gospodarstwa uważam ,że jest w porządku.
          Wieprzowiny nie powinniśmy jeść ,że względu na zbyt wielkie podobieństwa w budowie anatomicznej i genetycznej,a to z kolei upośledza nasze organy.
          Wołowina tak ,ale w niewielkich ilościach.
          teraz przychodzi czas gęsiny- rewelacja ze względu na wyjątkowe działanie tłuszczu gęsiego ,który ma największa ilość wiązań tlenowych w sobie .
          MIn. z tego powodu smalcem gęsim nacierano plecy chorym na zapalenie płuc,czy gruźlicę .
          Doskonale dotlenia komórki wewnątrz.
          Sama w zeszłym roku ,kilka razy kupiłam gęsinę dla tego smalcu ,który zimą jest niezastąpiony .
          Stosowałam go do wszystkiego,tym bardziej ,że sama wprawdzie nie jem mięsa ,bardzo sporadycznie skosztuję jakiś kawałeczek,jednak moi bliscy zimą …koniecznie .

          ” Smalec gęsi oprócz niezłego smaku zawiera także właściwości lecznicze, stąd też od stuleci znajduje zastosowanie jako środek przeciwbólowy.
          Do dziś nasze babcie używają go w celu leczenia różnych schorzeń i dolegliwości.
          Po dodaniu olejku rycynowego (około 30 ml do jednego słoiczka smalcu) jest bardzo skuteczny na bóle stawów, biodra czy kręgosłupa, zwłaszcza w przypadku ludzi starszych, którym stawy zaczynają z wiekiem odmawiać posłuszeństwa.
          Przy takiej kombinacji należy olejek rycynowy bardzo dobrze zmieszać ze smalcem, najlepiej przez wstrząśnięcie.
          Otrzymany preparat należy przechowywać w temperaturze pokojowej i każdego wieczoru stosować na bolące stawy poprzez dokładne wcieranie przez około 5 minut.
          Po około miesiącu kuracji, bóle powinny ustąpić przynosząc upragnioną ulgę.
          W przypadku bólu kręgosłupa, należy nacierać go 1 do 3 razy w tygodniu w następujący sposób:
          nakładamy miksturę na plecy i jednostajnym powolnym ruchem nacieramy od dołu ku górze na całej długości, umożliwiając przeniknięcie preparatu do wnętrza kręgosłupa poprzez skórę, tkankę mięsno-tłuszczową i błonę kręgosłupa..
          W miarę upływy czasu nacieranie powinno być coraz szybsze i trwać około 15 minut.

          Metoda leczenia smalcem z gęsi jest jednocześnie i w miarę prosta i bardzo skuteczna co czyni ten sposób leczenia wysoce rekomendowany przez wielu lekarzy.
          Znany jest też pewien przepis na lecenie smalcem, który pochodzi ze Śląska.
          Polega on na połączeniu jednej łyżeczki smalcu z łyżeczką miodu, a następnie na rozpuszczeniu mieszanki w ½ szklanki gorącego mleka.
          Miksturę taką należy spożywać raz do trzech razy dziennie, w szczególności przed snem.
          Smalec z gęsi może być również bez połączenia z innymi substancjami.
          W przypadku małych dzieci działa jako środek rozgrzewający.
          Wciera się wówczas czysty smalec bez żadnych domieszek w piersi i plecy przed snem.
          Smalec gęsi bez dodatków i konserwantów to najlepszy tłuszcz zwierzęcy.”
          /źródło:drobgeninfo.blox.pl/

          Na smalcu gęsim ,zima robiłam sobie jajecznicę ,uważam ,że jedzenie smalcu gęsiego jest najlepszym sposobem używania go .
          Wystarczy tylko posmarować chleb i posypać tylko solą .

  4. Gocław pisze:

    to prawda Pani E – ja też się trochę podgotowałem przy niektórych komentarzach (a też mam swoją wiedzę, przemyślenia i doświadczenie w tym temacie), ale nikogo na siłę nie będę przekonywał – każdy ma prawo do swojego zdania i życia jakie prowadzi; poza tym mamy teraz poważniejsze rzeczy do robienia niż dyskusja o diecie, nie sądzicie?

  5. Serwetka pisze:

    Tak sobie myślę, że może to zatrucie pożywienia powoduje tak dużo agresji 🙂

  6. Ktoś pisze:

    Ja już swoje przemyślenia napisałem,

    i te MORALNE w poprzednim temacie jakie szybko zostały zakrzyczane i sprowadzone do technikaliów – samej diety (jej budowania)

    i te ENERGETYCZNE w tym wątku – te też szybko zostały sprowadzone do technikaliów czyli samej diety (jej budowania).

    Pozostałę przemyślenia zostawię sobię bo się z „dietą” kopać nie będę. Nie nawidzę gotowania.

    • Pani E pisze:

      A może to ma wpływ na opinię? 🙂 Ja nienawidzę prasować i też „dobrego słowa” w recenzji żelazka nie napiszę 🙂

  7. Serwetka pisze:

    Jeszcze kilka słów. Pamiętajmy w odżywianiu o naszej intuicji. Ja mam tak , że idę np. po zakupy i patrzę sobie na warzywka, owoce i inne artykuły i czegoś bardzo mi się chce tzn. że mój organizm ma zapotrzebowanie na składniki, które w tym pożywieniu akurat są (pomijam kwestię w jakiej ilości). Np. wczoraj zobaczyłam arbuz i tak mi się zachciało, że jest to wtedy silniejsze ode mnie. Kupuję. Ubiegłej zimy zrobiłam sobie eksperyment i wprowadziłam sporo kaszy jaglanej do mojej diety, tym samym poważnie zmniejszyła się ilość zjadanych ziemniaczków. Zaobserwowałam jednak, że tak mniej więcej raz w miesiącu miałam wielką ochotę na placki ziemniaczane i robiłam je. Kiedy się to kilka razy powtórzyło pomyślałam sobie: cóż tak naprawdę jest w ziemniakach, że tak bardzo za nimi tęsknię. Wyguglowałam i się okazało, że ziemniaki zawierają bardzo dużo składników wartościowych dla organizmu. Poza tym „je się po to żeby żyć, a nie żyje się po to żeby jeść”. Trzymam się tej zasady Jadwigi Górnickiej od wielu lat.
    P.S. Ostatnio codziennie wypijam herbatkę miętową. Ten smak i ten zapach, ach….:)
    Aha i jeszcze jedno zakochałam się w mango, podczas pobytu w USA.

    • Ozyrys pisze:

      Do dietetyki podchodzę w identyczny sposób jak Ty.
      jem to na co w danej chwili mam ochotę ,bo wiem ,że organizm wie lepiej ode mnie co tam jest takiego czego potrzebuje.
      Dlatego jak raz na jakiś czas pociągnie mnie do mięsa ,tzn,ze tego potrzebuję ,wtedy zawsze coś mięsnego skubnę .
      To się nazywa -intuicja 🙂

  8. ana pisze:

    Napisałam do Ozyrys – poradziła mi bym go zamieściła na stronie. : Witaj Ozyryz, /podoba mi się to Ozyrys/ Wiem, że jesteś zajeta, dziękuje ci za odpowiedż mam nadzieje . wiare, że powoli oczyszczę wszystko to co trzeba.
    Powiem ci o moich obserwacjach związnych z wegetarianizmem.
    Nie chcę na forum bo znów podsycę atmosferę.
    Po jakimś czasie, dość długim, niejedzenia mięsa poczułam prawie fizycznie jak coś w mojej głowie ustąpiło /blok?/,
    A przestałam jeść mięso, zanim dotarła do nas moda.
    Ktoś ma racje jeżeli chodzi o poczucie wyższości wegetarian, bo sama widziałam jak takie coś powstawało we mnie i pracowałam nad tym,
    Uczucie to chowa się w podświadomości i najgorzej jak ludzie go nie widzą i wdaje im się że kierują się rozsądkiem lub innymi /szlachetnymi / emocjami.
    A dwa – jeżeli jest ktoś kogo poglądy cenie, /w tym przypadku Ktoś, ale nie tylko/ i ten ktoś mówi że trzeba jeść mięso, widzę jak powstaje we mnie strach, że może on ma racje i powinnam jeść.
    Gdybym tego nie zauważyła, też mogła bym wdać się w niefajną dyskusje.
    A jednak nie moge, no jak pomyśle tak realnie że mam zjeść mięso, to nie mogę.
    Chyba, że nic innego nie miałabym, lub byłabym tak chora że tylko to by mi pomogło.
    I wiem, że i tak, żyjąc w społeczeństwie przyczyniam się do cierpienia zwierząt /nie kosmetykami, czy butami/ to jest nie do uniknięca i to jest smutne zwłaszcza ta przemysłowa hodowla.
    Smutne jest to, że ludzie tak lekko podchodzą do tego, tak jak mówi Ktoś, nie szanuje się tego co się zjada, czy to mięso czy nie.
    Pozdrawiam

    • Ktoś pisze:

      Hmm,
      miłe to w istocie ale nie jestem Wyrocznią ani niczym takim i wyrażam swój mniej lub bardziej (nie)mądry pogląd na różne sprawy celowo stojący w sprzeczności z przyjętymi byście się chociaż nauczyli patrzeć na dany problem „wieloma oczami” ( z każdej strony). Cywilizacja jest jaka jest, powstałą na „krwi i mięsie” i tego się nie zmieni. Odrzucenie wszystkiego i zaszycie się w szałasie w lesie to też pomysł z serii kretyńskich. Pomysł też usilnie promowany w ramach NWOwskich masońskożydowskich kłamstw by tym razem po odcięciu was od jedzenia odciać także od TECHNOLOGII w tym książek i całej innej naukowej wiedzy. To się kryje w tle tych wszystkich EKO-BREDNI tak nachalnie promowanych z żygoszczekaczek .

      Bo promocja „NIEJEDZENIA MIĘSA” to także
      – promowanie TRUJACYCH SZCZEPIONEK
      – LEKÓW JAKIE NIE LECZĄ A ŁAGODZĄ OBJAWY
      – to ZAKAZYWANIE ZIÓŁ I PRZYPRAW (naturalnej medycyny)
      – to promowanie zarcie robaków jako „pożywienie nowoczesnego NWOwczyka”

      i wiele wiele innych powiazanych ze sobą spraw. Skupianie się tylko na „miesie” i „konstruowaniu diety pachnie cywilizacyjnym infantylizmem zwłaszcza teraz kiedy czujność by nie dać się ponownie wplątać w kolejne żydowskie antyhumanistyczne brednie (więzy) jest Dzieciom Stwórcy szczególnie konieczna.

      Co do samego problemu jeść-nie jeść o dietach i kożyściach z takowych wypowiadać się nie będę.

      Powiem tylko o kolejnym tendencyjnie pomijanycm we eko-wrzaskach problemie.

      Człowiek (pomijając ciało) to ENERGIA, superpozycja pierwotnych 5 Energii z różnym dla każdego człowieka stosunkiem. Każdy wewnętrzy organ czy komórka ma własną wynikające z matrycy wibracyjnej całego człowieka czy poszczególnego narządu (przeznaczenie) sugnaturę wibracyjną.

      Na poziomie fizycznym człowiek je zdrowo dostarczając odpowiednich pokarmów.

      Na poziomie energetycznym dostarczamy kolejnych porcji energii jakie mogą być w zgodzie bądź niezgodzie z naszym wewnętrzym wzorcem energetycznym. Jeśli pokarm i nasze ciało jest w „harmonii” pokarm doda nam sił, jeśli w przeciwieństwie skończy się to albo boleściami albo „tronówką” albo śmiercią osobnika.

      To jak zadziała „energia pożywienia” na nas zależy od naszego zdrowia, budowy, pasożytów wewnątrz nas i wielu wielu innych czynników jakie celowo nie wymienie bo konkurencja nie śpi zwłaszcza ta nazistowska co wszystko co zdrowe dla człowieka by opatentowała by na potrzeby budowania satanistycznego terroru yahwe szekielki tym judaszom strumieniem wpadały.

      W każdym razie od naszej „konstytucji” zależy to czy możemy czy nie możemy się bez mięsa obejść. I mówienie iż ja mogę to wszyscy mogą jest terrorem wynikającym z ignorowania tego problemu, celowego ignorowania. Być może wszyscy by mogli po wcześniejszym odtruciu i odrobaczeniu swoich fizycznych ciał. Nie wiem tego ale zmuszanie innych do niejedzenia mięsa bo „taka moda panuje” jest terrorem czyli TEŻ ZADAWANIEM CIERPIENIA.

      Kończąc te zarysowane „energetyzowane” myślenie o papu to także lekarstwa jakie są spożywane, ich działanie też opiera się na „zgodności wibracyjnej” tyle iż one mają być przeciwko (niezgodne) komórkom jakie nas od środka wyżerają i niekoniecznie ich przyjmowanie w sposób ciągły będzie i kożystne (zgodne energetycznie) z cąła resztą „człowieka”.

      Jest jeszcze jeden „żywnościowy” problem jaki z podobnych powodów (ACTA, SOPA, PIPA czy ZGNIŁY POMIDOR) nie wyrażę wprost a jaki był możliwym źródłem cierpień p Alfreda. Ale kto ma oczy ten dojrzy, a kto jest tylko plagiatorem i przyłązi tu na przeszpiegi po kradzione tego wujek google zaprasza. Czy inna strona dla prawdziwie poinformowaych w kodach….

      • Pani E pisze:

        Ktosiu- pytanie, bo juz kilka ładnych razy pisałeś o „żarciu robaków”. To czysta ciekawość bo w żadne dyskusje już się na ten temat wdawać NIE będę. O czym piszesz- to jakaś nowa moda? Nie słyszałam o niej, ale poczytam, bo do stosowania nie wchodzi w grę. Robaki budzą we mnie niepokój raczej niż apetyt. Nurtuje mnie tylko, że z dużą częstotliwością powtarzasz tę frazę, więc coś jest na rzeczy a ja najwyraźniej nie jestem w temacie.

        • Ktoś pisze:

          To są „trendy” w „naukowych” badaniach zlecone przez ONZ, przez jego agende do spraw wyżywienia świata. Na zmianynaziemi.pl było o tym mnóstwo doniesień i nie tylko tam zresztą.

          „Badane” są karaluchy, larwy much i szarańcza na okoliczność bycia „przyszłą pożywną strawą” dla „ludzkości”. Co jeszcze „badają” i na jakim etapie sa prace nie wiem. Wystarczy mi info iż są prowadzone by wyczuć zagrożenie z tej strony dla ludzi.

          Tak jak jakieś niecałe 2 lata temu jakiś „japoński naukowiec” chwalił się wynalezieniem „pożywnych” sojo-kup (befsztyków z ludzkiej kupy wymieszanej z soją GMO). Nawet w mainstreamie to zachwalali jako przyszłe „pożywne” pożywienie … jakie obecnie przechodzi „testy”. I też wymienili „bogactwo mikro i makro elementów” jakie w tym „czymś było a co sprawiało trudności z uwagi na „odrażający zapach powodujący dyskomfort przy jedzeniu”.

          To nie sa dla mnie „normalne” kierunki ewolucji ludzkości, ale ja mam na to starodawne spojrzenie. Takie sprzed najazdu żygowin na planetę Ziemia.

        • Pani E pisze:

          aha, nie znam tych trendów i może dobrze, ja żywię się „trawą” oraz rybami 🙂 zgodnie z TCM [nie jestem wegetarianką wbrew temu co można było odczuć we wpisach]. Ja nie słyszałam o jedzeniu robactwa tak jako „rarytasu” w europie. Sama kiedyś jednak byłam w dżungli nad Orinoko i pomieszkiwałam w wiosce tamtejszych Indian w środku głuszy to widziałam, że elementem ich diety były takie białe larwy [tłuste] wielkości palców u ręki, które piekli w ognisku. Częstowali tez turystów, ja podziękowałam taktownie i wszamałam dwie własnoręcznie złowione piranie [śmiesznie brzmi -własnoręcznie..]. Akurat tych Indian bym nie winiła za jedzenie tego paskudztwa, bo oni tak sobie uzupełniali braki białka- mimo iż mieszkają w dżungli tam naprawdę trudno o pożywienie…. nawet nie wiesz ile się trzeba było nastarać żeby cokolwiek złapać i mieć na ognisko….. Ale żeby w Europie?? choć wiem, ze i tacy się znajdą co będą to jeść. Nic mnie nie zdziwi [choć wiele rzeczy mnie wkurza]. Jeśli chodzi o jedzenie kupy- nawet z domieszką soi….to z tego co wiem to się koprofilia nazywa czy jakoś tam i to „zboczenie”, które powinno się leczyć, a nie propagować…

        • Ktoś pisze:

          Co innego jedzenie robaków by przeżyć, co innego ich jedzenie jako „główne źródło pożywnego białka” bo w tym kierunku prowadzone są „badania” ONZ.

          Ponieważ inna Agenda ONZ prowadzi badania „jak tu sprytnie i bezzamieszkowo zdepopulować ludzkość o 90%” badanie robaków jako źródła pokarmu dla ludzi nie ma znaczenia w tej materii jako „problem z GŁODEM”. Kombinują co innego ale cokolwiek wymyślą ludzie na tym stracą, zwykli ludzie bo nie mówie tu o mutantach….

          dla jakich zoofilia, koprofilia, nekrofiliia, pedofilia to uświęcony tradycją judaizm.

          A ponieważ w Protokołach … żydowskich nazistów są literalne odwołania do „zabierania gojom dostepu do zdrowej zywności” wobec zażydzenia Ageng ONZ tymi socjopatycznymi degeneratami nie należy przyjmować tych trendów jako „coś dobrego dla luddzi”. Raczej traktować tak jak dziś się traktuje szczepionki jakie mimo nazistowskich wrzasków zarzucających badaczom stronniczość mają udowodniony CELOWY LUDOBÓJCZY CHARAKTER. Bo ONZ dąży do ZDEPOPULOWANIA LUDZKOŚCI – literalnie WYMORDOWANIA GOJÓW bo przecież nie będą oni mordowali siebie samych.

        • Pani E pisze:

          żeby się nie zagalopowali w tej depopulacji….czy oni naprawdę myślą, że te hipotetyczne 10% przetrwałych gojów będzie w stanie utrzymać tę chordę nierobów w pejsach?… Gorąco wierzę jednak, że to pejsy się wkrótce zdepopulują a nie my….

        • jogmis pisze:

          @Ktoś Faktycznie coś z tymi robakami jest na rzeczy. Wczoraj żona włączyła tv i akurat leciał odcinek „Simpsonów”, gdzie Lisa jako wegetarianka, by uzupełnić braki żelaza zaczęła jeść insekty. Jakoś próbują ludziom wpoić takie zachowania. Pokazać, że to „normalne” i powoli do tego przyzwyczajać. Jak to tylko zobaczyłem, to od razu skojarzyłem z Twoim wpisem tutaj.

        • Ktoś pisze:

          A widzisz, Ktoś po prostu wie co się tli w tych zasyfiałych obszczanych „rozumkach” i uwierz mi „nie ma takiego zwyrodnienia, nie ma takiej niewyobrażalnej podłości” jakiej dwolny żydek nie jest w stanie popełnić w „drodze do raju”.

          A ich „religijność” wyraża się zerami na końcie – patrz „gorączka złota”. Przynajmniej tak to sobie uroili waląc łbami w ściane po salomonowym klozece.

        • Isabelle pisze:

          Teraz na tapecie zdobywanie niesmiertelności akt 2. Czyżby harpy-ie i transfuzje przestały działać??? A do tego ludzie wyrzucają cały syf precz i uzyskują wolność… Gdzie sie podzieja biedaki…. biedne piekło…

        • Pani E pisze:

          I tak sobie też pomyślałam że właśnie w opisywanej sytuacji aktualne jest twoje zdanie o „wdzięczności za jedzenie, jakiekolwiek jest to jedzenie” – te dwie piranie….. parę dag mięsa ale były jak zbawienie…..Tam się szanuje jedzenie. A Indianie do dzisiaj nawet za tłuste robaki swojemu „Manitu” dziękują….

        • Ktoś pisze:

          A widzisz

          „chroń życie, nie zabijaj bez potrzeby bo kiedyś możesz nie mieć dzięki czemu przeżyć.”

          Wystarczy tylko 2-3 miesięczny obóz przeżycia z zaznajomieniem kursantów z uporczywym głodem by po powrocie z niego z radością całowali „podnoszoną z „ziemi kromkę chleba” tak jak to czynią ci co przeżyli wojne. Bo dziś to się celowo w kolorowych pisemkach zaleca wyrzucanie połowy nałożonego na talerz pożywienia bo DIETA…. Nie nakładanie mniej a WYRZUCANIE DO KOSZA. Kolejna odżydowska moda…. bezrefleksyjnie powielana przez tępaków zwanych ynteligientami czy jewropejczykami którym się wydaje iż jak mają dobrze płatną pracę to do końca życia będą „bogami na ziemi”. Ona dziś jest a co będzie jak jutro „nowoczesniejszy model biznesowy” wyprze z pracy takiego ….. cfaniaczka?

        • Pani E pisze:

          Tu się zgadzam, ja tam byłam 3 tygodnie i z założenia było tak że jak sobie nazbieramy to się najemy. było ciężko….i powiem, że gdybym tak przez parę dni z rzędu żadnej rybki nie złapała to pewnie pod koniec bym i te larwy zjadła. Uważam, że taki obóz, już niekoniecznie w dżungli, ale gdziekolwiek, jest cennym doświadczeniem. Ja akurat to dobrze wspominam mimo otarcia się kilka razy o śmierć. To też było dobre- bo zaczyna doceniać się życie. Ja się nie zgadzałam w innych punktach, ale to chyba wynikało z niezrozumienia głównego wątku 🙂 Właśnie wtedy postanowiłam, że nie będę kupować skórzanych rzeczy, bibelotów, kosmetyków testowanych na zwierzętach itd.. Tu nie chodzi o „empatię” o jakiej „rozmawiałeś” z roni. chodzi o to, że skórę z węża czy pantery może nosić indiański wojownik, który go upolował, wyżywił wioskę, a skóra jest mu potrzebna, tam nic się nie marnuje, wszystko jest wykorzystane. A jak ja bym włożyła futro ze srebrnego lisa to niepotrzebny zbytek- ciuch to ciuch ma być wygodny i stosowny do pogody. Nie widzę też potrzeby męczenia królików do testowania kremu na cellulit, to marnotrawstwo. To są MOJE przemyślenia z dżungli,poza wdzięcznością za pokarm, życie ludzi oraz zwierząt- tak….. nawet ich nie wolno zabijać na daremnie….

        • Pani E pisze:

          znalazłam parę art potwierdzających info zawarte w tym dziale- chyba każde manipulacje genetyczne mają wpływ na nas tylko nam mówią z opoznieniem… jak zwykle

          http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/organizmy-gmo-moga-transferowac-geny-naszego-krwioobiegu

          a to to już chyba nie tylko komarów dotyczy; do komarów to się przyznali, reszta wyjdzie za kilka lat:
          http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/komary-gmo-jako-sposob-redukcje-populacji-niebezpiecznych-insektow

        • Ozyrys pisze:

          Co to jest GMO ?
          Żadna nowość ,bo pisano o tym wielokrotnie.
          GMO – to „ulepszanie” żywności genami ludzkimi?

          Czy na pewno ludzkimi?
          Nie to geny hebrończyków ,by zmienić strukturę naszego DNA ,poprzez wpojenie do naszych komórek wzorca genetycznego pasożydów.
          Po co ?
          W momencie ,kiedy ktoś jest Dzieckiem Stwórcy ,a spożywa żywność GMO ,nabywa ich wzorce ,które zmieniają jego świadomość i …mamy Cię .
          Te wzorce genetyczne ,sieją spustoszenie we wszystkich strukturach ludzkich komórek ,ponieważ są obce.Wynikiem tego min. jest nowotwór .Opisałam to w Kodzie Leonarda da Vinci . To on opracował ta metodę ,którą najpierw testowano ,a 3 pokolenia wstecz zastosowano już na szeroką skalę .
          To co się zadziewa w naszych organizmach,powoduje fluktuacje naszego ciała energetycznego i fizycznego ,jednak jest to proces mało przypadkowy ,chociaż ze względu na nasze Serca ,które w połączeniu ze Stwórcą opierają się temu procesowi,jednakże w wielu przypadkach zostaje osiągnięty przez nich zamiar.
          Wynikiem tego jest plaga zachorowań na raka i wszystkie pochodne chorób Serca ,naczyń krwionośnych ,układu nerwowego i immunologicznego.

          Najważniejszym jest całkowite wyeliminowanie z diety pszenicy i kukurydzy ,która w całości na całym świecie jest już GMO.
          Pszenica – nasze podstawowe ziarno żywienio9we,o największych własnościach odżywczych ze wszystkich ziaren ,jest w tej chwili zabójstwem dla nas.
          Nie mam pojęcia czy są w Polsce producenci pszenicy ,korzystający ze swoich ziaren ,bez skażenia GMO.
          Z tego co wiem rolnicy są od kilku lat nachodzeni przez komisje ,kontrolujące ilość zakupionych pestycydów i ilość ziaren do zasiewu ,kupionych w hurtowaniach zbożowych ,pod rygorem odebrania rolnikowi koncesji na produkcję rolniczą .

    • Ozyrys pisze:

      Anuś ,to bardzo ważne spostrzeżenia .
      Dobrze ,że to napisałaś na forum.
      Dziękuję .

      • latarnik pisze:

        Ana ,ale jak można szanować kota ,psa,przecież to chore.Można je tylko kochać, reszta to z umysłu jadem przesączonego

        • Ozyrys pisze:

          Latarnik – dziwie się Twojemu pytaniu !
          Szacunek jest bezpośrednio połączony z miłością .
          Jeżeli kochasz bez szacunku ,tzn ,że to nie miłość ,co najwyżej przywiązanie

        • latarnik pisze:

          aj bo to tak w przenośni próbuję coś powiedzieć do mięsa ,to jest przywiązanie

  9. Ozyrys pisze:

    Odtruwanie wątroby :
    Metionina

    Właściwości biochemiczne metioniny

    Metionina (Met., M), czyli kwas (+)-2-amino-4-(metylotio)-masłowy (C5H11NO2S, kwas L-alfa-amino-gamma-metylo-tiomasłowy) jest niezbędnym aminokwasem siarkowym (aminokwas egzogenny).

    Człowiek dorosły potrzebuje 20 mg metioniny na kg masy ciała na dobę, czyli około 1,5 g metioniny do dobę.

    Metionina jest niezbędna do translacji, czyli syntezy białek. Metionina jest pierwszym przyłączanym aminokwasem podczas budowania łańcucha polipeptydowego.

    Metionina uczestniczy w detoksykacji, czyli odtruwaniu organizmu. Reguluje proces keratynizacji naskórka, włosów i paznokci.

    S-adenozylometionina powstaje w cyklu aktywnego metylu. Gdy oddaje grupę metylową przekształca się w S-adenozylohomocysteinę. Grupa adenozylowa jest odczepiana od S-adenozylohomocysteiny, przez co powstaje homocysteina. Metylotransferaza homocysteinowa metyluje homocysteinę dzięki czemu powstaje metionina. Z udziałem ATP metionina jest aktywowana do
    S-adenozylometioniny. Uwolnione zostają przy tym trzy grupy fosforanowe. Do procesu niezbędna jest witamina B12 (cyjanokobalamina), która wchodzi w skład metylotransferaz.

    Metionina jest potrzebna do syntezy kwasów nukleinowych, choliny, betainy glicynowej, fosforanu kreatyny i adrenaliny. Zwiększa syntezę glutationu. Glutation jest to gamma-glutamylo-cysteinyloglicyna. W formie zredukowanej, dzięki wolnej grupie tiolowej służy do redukcji nadtlenków. Wyłapuje reaktywne czynniki elektrofilowe ochraniając komórki przed uszkodzeniem ze strony toksyn. Glutation umożliwia usuwanie z ustroju związków azotowych i chlorowcopochodnych toksyn. Na przykład często zażywany lek przeciwbólowy paracetamol jest metabolizowany do hepatotoksycznego (hepar – wątroba, hepatotoksyna – substancja toksyczna dla wątroby, substancja uszkadzająca wątrobę) N-acetylo-para-benzochinonu. Toksyna ta jest przyłączana w wątrobie do glutationu. Nadmierne lub długotrwałe podawanie tej grupy leków (paracetamol, czyli 4’hydroksyacetanilid), przy równoczesnej małej podaży metioniny w pokarmie – powoduje zużycie glutationu zawartego w ustroju, co z kolei jest przyczyną uszkodzenia (martwicy) wątroby. Dlatego konieczne jest podawanie wraz z paracetamolem metioniny. Metionina jest wykorzystywana do syntezy glutationu.

    Właściwości lecznicze metioniny

    Metionina działa odtruwająco, lipotropowo, przeciwzapalnie, przeciwalergicznie, żółciotwóczo, żółciopędnie i przeciwkamiczo. Zakwaszając mocz i żółć zapobiega wytrącaniu się złogów w drogach moczowych i żółciowych, ponadto zapobiega ich zakażeniu. Działa ochronnie na miąższ wątroby i nerek. Zwiększa syntezę kreatyny w mięśniach zwiększając wydolność fizyczną ustroju.

    Metionina hamuje wydzielanie łoju, zakwasza wydzieliny skórne działając porzeciwtrądzikowo. Przyśpiesza wzrost włosów i paznokci oraz regenerację skóry, kości i chrząstek. Wzbudza też wyraźnie procesy regeneracji tkanki łącznej.

    Reguluje stężenie lipidów we krwi i tkankach, działa przeciwmiażdżycowo.

    Usuwa szkodliwe nadtlenki i metale ciężkie z ustroju.
    Działa przeciwhistaminowo przez przyśpieszenie katabolizmu i wydalania histaminy.

    Wraz z selenem wywiera działanie przeciwdepresyjne.
    Wzmaga działanie litu, antybiotyków i sulfonamidów.
    Pokarmy bogate w metioninę :
    Brukselka, brokuły, szpinak, groch, fasola, ryby, mięso.

    Zastosowanie metioniny

    W Polsce metionina jest stosowana w leczeniu i zapobieganiu uszkodzeń wątroby. Podawana jest więc przy marskości i stłuszczeniu wątroby, przy zatruciach lekami hepatotoksycznymi, alkoholem, amoniakiem. Zalecana jest także do profilaktyki i leczenia kamicy żółciowej oraz moczowej.

    Za granicą metionina jest stosowana w leczeniu chorób alergicznych
    ,
    choroby Parkinsona,
    w leczeniu zakażeń układu moczowego i żółciowego,
    w leczeniu depresji, chorób włosów, paznokci i skóry.
    Zalecana jest w cukrzycy, miażdżycy i podczas terapii sulfonamidami oraz antybiotykami.
    Jest też popularnym środkiem zwiększającym wydolność fizyczną.
    Poprzez aktywację niektórych neurotransmiterów metionina może pobudzać psychicznie i usprawniać procesy myślowe (asocjacyjne = kojarzeniowe).
    Dlatego zalecana jest przy osłabieniu i dla osób w wieku podeszłym.

    Dawkowanie metioniny

    Metioninę należy podawać w dawce 1-5 g/dobę, najlepiej 2 razy dz. przez długi okres – kilku miesięcy lub lat. Jeżeli planowana jest dłuższa terapia najlepiej stosować metioninę w dawce 500-800 mg/dobę. W zatruciach podaje się 2,5 g metioniny co 4 godziny, wraz z witaminą C (500 mg).

    W depresji, chorobie Parkinsona i w chorobach wieku podeszłego należy kojarzyć metioninę z witaminą B6.

    W trądziku przewlekłym, w chorobach włosów i paznokci (łamliwość, plamki, rozdwajanie, wypadanie) – 500 mg 2 razy dz. przez co najmniej 6 miesięcy.

    Metionina należy do głównych leków w terapii trądziku odwróconego (acne inversa), trądzików kosmetycznych (acne cosmetica), trądziku węglowodorowego (acne naphtica), trądziku sterydowego (acne steroidea) trądzików zawodowych (np. chlorowy – chloracne, acne chlorine seu acne chlorea, smołowy pixacne = acne pyrolea = oil acne, seu acne pyrolei, flurowy acne fluorica), trądziku polekowego (acne medicamenta).

    Synergizm farmakologiczny

    Selen, witamina B6, B12, witamina E, witamina F, kwas foliowy, miedź, sylimaryna, cholina, zioła żółciopędne i lipotropowe, zioła moczopędne, odtruwające , przeciwzapalne, przeciwalergiczne, odżywcze i odkażające drogi moczowe oraz układ żółciowy.

    Przeciwwskazania

    Metioniny nie należy podawać przy wirusowym zapaleniu wątroby, bowiem istnieją logiczne podstawy teoretyczne, iż metionina może zwiększać syntezę składników białkowych i nukleinowych wirusa.

    Nie podawać przy kwasicy metabolicznej.

    Preparaty ,W Polsce są dostępne:

    1. Methiovit (Polfa Warszawa) – tabl. powl. – preparat złożony zawierający 100 mg metioniny w 1 tabletce, ponadto cholinę, witaminy B1, B2, B6, B12, pantotenian wapnia, kwas foliowy, wit. PP i witaminę E.
    2. Acimethin (GRY) – tabl. powl. 500 mg.

    3. Lobamine-Cysteine (Pierre Fabre) – kaps. 350 mg metioniny i 150 mg cysteiny.

    http://www.rozanski.ch/metionina.htm

    • jogmis pisze:

      Jest szansa, że pomoże na ostre kłucia w okolicy wątroby ? Coś mnie od jakiegoś czasu męczy ta wątroba 😛

      • Free pisze:

        Poczytaj o methionie, betanine, ornitynie, taurynie, ostropest, cholina+inozytol, karnityna, cysteina, wit k2
        oczyszczanie wątroby wg Hildy Clark
        Mam w planach przygotować wszystko co wiem jak znajdę odrobinkę czasu. 🙂

        • jogmis pisze:

          Dzięki 🙂 Już niedługo zastosuję odrobaczanie za pomocą czosnku i soku po ogórkach kiszonych, a wtedy kolej na wątrobę 🙂
          Czosnek już mam, ogórki też, tylko najpierw muszę zjeść zawartość słoików, co by sok został 😀

        • Ozyrys pisze:

          no to pij jeszcze do tego mieszankę z piołunu ,czystka i wrotyczu .
          Poczytaj…tak bedzie najlepiej. Tylko ostrożnie to zioła bardzo mocno działające.
          Piołun i czystka dostaniesz bez problemu ,wrotycz…może Ci się uda na allegro. Zanim go kupisz ,zaparzaj
          1 łyżeczkę czystka ,pół łyżeczki piołunu ,zalej około 30 ml wrzątku i pij na 1 godzinę przed jedzeniem po 80 -100 ml.

        • Free pisze:

          Jak dołożysz glistnik załatwisz pierwotniaki 🙂

        • jogmis pisze:

          @Ozyrys 30ml czy 300ml ? Bo skoro 30 to jak pić z tego 80-100ml ? Czy po prostu podałaś proporcje i trzeba zrobić napój z wielokrotności tych proporcji ? To powinny być ziarna tych roślin, czy susz ?
          Wrotycz to to ? http://i.ebayimg.com/t/Rainfarn-Tanacetum-vulgare-100-Samen-/00/s/NjAwWDgwMA==/z/XfgAAOxyeglTb61q/$_57.JPG
          Niestety w Polsce nie mieszkam, więc z allegro się nie uda. Ale dużo tego jest na ebay’u.
          Tyle jest tych ziół i roślin..jeszcze nigdy o niektórych nawet nie słyszałem 😀

          Macie może też jakieś doświadczenia w oczyszczaniu babką jajowatą i płesznik ? Ale to bardziej chodzi o jelita.

        • Ozyrys pisze:

          sorrki – faktycznie napisałam 30 ,a miało być 300 .

        • Ozyrys pisze:

          powolutku googluj wszystkie inf. o tych ziołach,czytaj powoli ,i zapoznawaj się.

        • jogmis pisze:

          Trochę już poczytałem 😉 wrotycz znalazłem pod domem 🙂 piołun i glistnik jutro poszukam. Uroki życia na wsi..wszytko pod ręką 🙂 Zostanie mi tylko czystek, który będę musiał kupić,

        • Serwetka pisze:

          Misiu Jogi nie dotyczy to dietetyki, ale myślę, że może być dla Ciebie pomocne. Oklepywanie ciała. Prosta technika, a pozwala uwolnić dużo napięcia, rozbić blokady, które występują w ciele no i od razu masuje się ciało. Zaczynasz oklepywanie lewej ręki od dłoni po zewnętrznej stronie, potem bark i po wewnętrznej stronie. To samo druga ręka. Potem lewa noga od zewnętrznej strony, pośladek, i wewnętrzna strona. I druga noga. Zaczynamy delikatnie, a później możemy zwiększać intensywność klepania w zależności od potrzeb. Trzeba się kierować intuicją, która podpowie gdzie jeszcze jest potrzeba poklepania siebie 🙂 Czasem nawet chce się mocno walnąć. Rzeczy proste są genialne 🙂

        • jogmis pisze:

          Dzięki 🙂 nie zaszkodzi spróbować 😀

        • jogmis pisze:

          @Free dzięki wielkie za polecenie metody oczyszczania wątroby wg Clark. No czegoś takiego w życiu nie widziałem..jakbym szklankę żwiru zjadł. Tyle tego syfu miałem, że aż woda przybrała kolor ciemno zielony.

        • Free pisze:

          NIe zapomnij o suplementach i ziołach, musisz wzmocnić narządy 🙂

        • ozyrys19 pisze:

          Oczyszczanie wątroby wg Clark stosuję regularnie od 2009 .
          Wyniki są zaskakujące.
          Pierwsze kilka oczyszczań robiła regularnie co miesiac przez 5 kolejnych faz ,kiedy ubywa księżyca.
          Kiedy zobaczyłam ,że już schodzi ze mnie tylko drobny piasek ,robię to tylko 2 x w roku ,zawsze kiedy ubywa księżyca,wtedy wszelkie kuracje oczyszczające ,czyli wydalające wszelkie śmieci z organizmu mają lepszy efekt.
          Wycinanie woreczka żółciowego z 3 – 5 kamieniami ,mija się z celem ,chyba ,że grozi to śmiercią ,bo może już być w takim stanie ,że się rozleje.
          Natomiast jak Clark napisała ,w przewodach wątrobowych mamy około 3000 kamieni,które zapychają prawidłową pracę wątroby ,nie ma prawidłowych przepływów ,krew jest „słaba”.
          Jednorazowo przy pierwszej kuracji wydalanych jest około 200 kamieni ,raczej drobniejszych .
          Natomiast przy kolejnym oczyszczaniu wychodzą już „grubasy” ,którym utorowano już miejsce ,poprzez wcześniejsze wydalenie żwirku,udroznione zostały kanały.
          Za 2 i 3 razem kamienie ,które wyszły ze mnie miały średnicę i 2 -3 cm.
          Kuracja jest całkowicie bezbolesna .
          Należy się bardzo skrupulatnie podporządkować wytycznym Clark,by odniosła zamierzony efekt.

        • ana pisze:

          czy można robić takie kuracje jak się już nie ma woreczka?

        • ozyrys19 pisze:

          Nie wiem 😦
          Wiem ,że koleżanka bez woreczka zrobiła i miała mniejsze efekty od moich .
          Najważniejszym w tym procesie jest bowiem żółć wytworzona przez Pęcherzyk Żółciowy.
          To jej ilość narasta w w pierwszym dniu kuracji,do tego stopnia ,że uwalniając się pod wpływem oleju ,który zostaje wypity o 22 -giej ,pod wielkim ciśnieniem powoli porusza kamienie w wątrobie ,wypychając je kanałami do wyjścia.
          Pod wpływem tego ciśnienia powstałego wyniku uwolnienia się około 1 litra żółci .i oleju ,który jest materiałem uwalniającym tą żółć z woreczka ,a jednocześnie będąc materiałem poślizgowym dla kamieni…wędrują do wyjścia.

          Spróbuj.
          Jednak najpierw należy przeprowadzić kuracje odrobaczającą .
          Tym bardziej że teraz przybywa Księżyca ,wiec robale dostaną łomot i gdzieś za 2 tygodnie ,przy ubywającym Księżycu ,można całe to towarzystwo …wywalić z siebie 🙂
          A przynajmniej w jakiś sposób rozluźnisz kanały wątrobowe.

  10. Ktoś pisze:

    „Prof. Majewska: Ujawniona prawda o szczepieniach

    Zapewne wiele osób wcześniej słyszało lub czytało o tym, że praktycznie wszystkie publikacje, które wykazywały rzekome „bezpieczeństwo szczepień” i były publikowane w korporacyjnych czasopismach oraz sprzedawane publiczności jako tzw. „medycyna oparta na dowodach”, były zafałszowane, a ich autorzy byli obarczeni konfliktami interesów (byli wynagradzani jawnie lub potajemnie przez kartele farmaceutyczne). Broniący interesów w tych karteli establiszment medyczny wykorzystywał te pseudnaukowe fałszywki, by zamykać usta krytykom bezpieczeństwa szczepień – niezależnym naukowcom, lekarzom, rodzicom, dziennikarzom. Mimo to, prawdy nie da się ukrywać w nieskończoność, bowiem liczby trwale okaleczonych przez szczepienia dzieci i dorosłych liczone są dziś globalnie w setkach milionów.

    Mimo niezbitych dowodów toksyczności szczepień i potwierdzających je setek niezależnych publikacji naukowych, establiszment medyczny promujący szczepienia dla zysków – w USA jest to CDC (Centers for Disease Control and Prevention), w Polsce Sanepid i Instytut Zdrowia Publicznego – nadal kłamie, nieustannie powtarzając mantrę, że szczepienia są skuteczne i bezpieczne.

    Solidarność zawodowa szczepionkowców sprawiała, że dotąd wszyscy jednogłośnie zaprzeczali dowodom toksyczności szczepień. Ostatnio jednak nastąpił przełom. Amerykański naukowiec z CDC, dr William Thompson, ujawnił publicznie, że agencja ta świadomie fałszowała wyniki badań i tuszowała dowody toksyczności szczepień. W przypadku, do którego przyznał się Thompson (gdyż ruszyło go sumienie), chodziło o badanie wykazujące, iż chłopcy, którzy otrzymali szczepionkę MMR przed ukończeniem 3 r. życia, chorowali na autyzm o 340% częściej niż ci, którzy potrzymali te szczepionkę po 3 r. życia. Możemy mieć pewność, ze ta instytucja fałszowała i nadal fałszuje dowody toksyczności także innych szczepionek. Powszechnie znane są zamówione przez CDC fałszywki Vestraetena i Thorsena dotyczące rzekomego bezpieczeństwa rtęci z szczepionkach. Podobnie Sanepid oraz IZP/PZH ukrywają przed Polakami dowody powikłań poszczepiennych. Warto posłuchać wywiadu, który dr Wakefield przeprowadził z dr Thomsonem na ten temat. http://vimeo.com/user5503203/review/103711143/91f7d3d4d8

    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/14754936

    http://www.translationalneurodegeneration.com/content/3/1/16/abstract ttp://www.translationalneurodegeneration.com/content/3/1/16/abstract
    Poszczepienne chroniczne choroby i zgony najprawdopodobniej tłumaczą też, dlaczego w USA obecnie kobiety umierają znacznie wcześniej niż ich matki. Najczęściej wmuszane kobietom szczepienia to HPV i grypowe. http://www.theatlantic.com/health/archive/2013/10/us-women-are-dying-younger-than-their-mothers-and-no-one-knows-why/280259/

    (http://piotrbein.wordpress.com/2014/08/26/prof-majewska-ujawniona-prawda-o-szczepieniach/)

    • Ktoś pisze:

      „Solidarność zawodowa” to zwyczajna wpółparcytypacja w podziale kasy dawanej tym kanaliom za głoszenie nieszkodliwości szczepień. KASY ZA ŻYCIE CZY ZDROWIE OKALECZAN YCH SZCZEPIENIAMI PACJENTÓW bo to przecież „nie rodzina pana doktora” (mendele).

      KASY ZA ZORGANIZOWANE LUDOBÓJSTWO maskowane „troską o cudze zdrowie”. Jakie to „pomidorowe”, nie? Każdy gadzior, każdy krokodyl płacze jak pożera ofiarę. Nie z żalu, że pożarł ale z żalu iż była tak mało tłusta i musi szukać kolejnej.

      • Pani E pisze:

        Nie musisz mi tego mówić- ja mam dziecko ze „skutkiem ubocznym neurologicznym” szczepienia i ciągle słyszę od oszołomów pro-szczepiennych zarówno lekarzy jak i rodziców ze to „przypadek” albo że genetyczne a ja jestem głupia niedouczona i sieję defetyzm…..Osobiście bym ich wszystkich wytłukła, ale jestem w olbrzymiej mniejszości 😦

        • Free pisze:

          Tak to kochana jest , gdy myślisz i wyciągasz słuszne wnioski banda oszołomów-debili będzie Cię wyśmiewać i próbować zrobić nawiedzonego idiotę. I oczywiście drugi aspekt każda męka, choroba i cierpienie toż to przecież własne życzenie… Niech ich wreszcie wszystkich poniesie tam gdzie powinni być za to dręczenie i nękanie innych.

        • Ozyrys pisze:

          Jeżeli tak bardzo to cierpienie ich uszlachetnia i tak chętnie uczą o wybaczaniu ,to wszyscy razem do kupy i każdy z osobna będzie miał sporo czasu ,by wdrożyć to w życie.
          O jednym tylko zapomnieli…to będzie wieczne i będą pamiętać …
          Widzieć ofiarę ze swojego dziecka ,którego krew jest wypijana jak szklanka mleka o poranku.
          Dzień świstaka …i tak od nowa , co dzień ,co nie zmienią to kicha.

        • Pani E pisze:

          Tak…to że jestem nawiedzona idiotka to też słyszałam….no i nie studiowałam medycyny wiec sie nie znam, a szczepienia są dobre a ja jestem debilka [tak się z reguły katolicka gawiedź zwraca do matek dzieci niepełnosprawnych…] ….czekam aż zaczną padać „ojcowie farmacji” – wtedy uwierzę ze dzień prawdziwego sądu ostatecznego już tuż tuż….

        • Ozyrys pisze:

          Kochana…tuż tuż …sami zgina od własnej broni,widziałaś linki ,które zamieściła Free i wybuch ten broni ,która zabija dźwiękiem ? !

        • Ktoś pisze:

          Bo widzisz „społeczeństwo” to zbiorowisko debili wierzących w przyszłość organizowaną im przez „kapo” (posłów, polityków …)

          Wczoraj na przykład w TV i to reżimowej był film o prowadzonych ukradkiem na bezdomnych w szpitalu badaniach jakiegoś leku po jakich umierali. Nakręcony ze 20 lat temu „przykład” jak dla kasy i sławy lekarze będą mordować pacjentów jak bydło….

          Myślisz iż jakiś widz POGŁÓWKUJE STAWIAJĄC SIĘ NA MIEJSCU TYCH BEZDOMNYCH OFIAR?

          Że MOŻE GO TO KIEDYŚ W SZPITALU SPOTKAĆ, ŚMIERĆ ZAMIAST POMOCY?

          Przecież to co w filmie już w Polsce opisywałą prasa na przykładzie „łódzkiego pogotowia karawaniarskiego”. A o ilu takich interesikach nie wiadomo w prasie bo ….. mamona i bandyci wolą ciszę wokół siebie?

          W Białymstoku (ze 2 lata temu) testowano szczepionki na bezdomnych, testowano w akcji Sanepidu. I 100 % skutecznoscią przetestowano bo z około 50 osób poszło do piachu by „ulice były czyściejsze z cuchnących i psujących estetykę miasta podludzi”.

          Jeszcze wcześniej był nakręcony film o „farmach pacjentów” utrzymywanych w stanie śpiączki dla narządów z nich potrzebnych do przeszczepów dla bogaczy. Z człowieka można, w „częściach”, wyciągnąć ponad 2 miliony dolarów. To już jest całą branża. Ta „słynna polska dziennikarka” jaka ranna właśnie wróciła w Ukrainy miała juz na żywca wycinane nerki tylko jej wrzaski zaalarmowały jej przyjaciół i ją obronili. W Polsce giną ludzie porywani w tym celu na zachód…..

          a bydełko wierzy iż „NAS PROBLEM NIE DOTYCZY”.

          Przynajmniej do czasu jak się kiedyś obudzi z dziwnym szwem na sobie i karteczką „którędy do medyka po pomoc” jak to jest w zwyczaju w Meksyku kolejnym eldorado zamiennych części dla lichwiarskich spaślaków z ameryki. Wtedy będzie wrzask, ŻE JAK MOGLI MU czy jego dziecku…. COŚ WYCIĄĆ. MU, bo innych niech kroją przecież byle mu kasa na konto leciała za to. Choćby za przymykanie oka na przemyt ludzi i narządów na zachód.

        • Pani E pisze:

          Dla mnie jeszcze gorsze jest to że ludzie „z tytułami przed nazwiskiem”, niby światli niby wykształceni to najwięksi debile i stalaktyty umysłowe. Miałam najlepszy dowód na kursie TCM z Ozyrys- śmietanka jakich mało, a jak zacząłeś rozmawiać na jakiś temat, już niekoniecznie „duchowy” ale „inny” niż mainstream to widziałeś najpierw na twarzach grymas zniechęcenia, potem pobłażliwy uśmiech w stylu „następna od teorii spiskowych” i albo cisza i odwrót na pięcie albo uszczypliwy komentarz lub coś w stylu „ale nikt o tym nie mówił w wiadomościach, to są niepotwierdzone informacje…”. To są lekarze, farmaceuci itd. Sama ELYTA 😦 Mająca niestety wpływ na jakość życia mniej oświeconych MAS

        • Ktoś pisze:

          Właśnie,

          a inni, ci bez, są tresowani by im bezrefleksyjnie wierzyć nawet jak twierdzą:

          „WSKOCZ W OGIEŃ ON NIE PARZY,
          DYPLOM NAM TO POWIEDZIAŁ”.

        • jogmis pisze:

          Ja mam to szczęście, że w porę się obudziłem. Córka ma 13 miesięcy i jeszcze nigdy na oczy igły nie widziała. Przy każdej wizycie pytają się o szczepienie, ale za każdym razem odmawiam 🙂 Żona tylko chce ją zaszczepić przeciwko tężcowi, gdy skończy 3 lata. Próbuję ją od tego pomysłu odwieść, ale na razie z marnym skutkiem. Stawia na swoim. Ale jeszcze dopnę swego 😀 🙂 W koło oczywiście ludzie gadają, ale jak patrzę na małą jak się rozwija (niektórzy myślą, że już dwa lata skończyła) i jaka jest zdrowa (jeszcze nigdy nie chorowała, nawet gorączki nie miała) to wiem, że dobrze robię 🙂

        • Ozyrys pisze:

          Bardzo dobrze ,ale uważaj ,bo są tacy ,którzy cały czas krytykują to co piszemy tutaj w naszej krainie.
          To wg nich jest złe 🙂
          W takim razie …gdzie ta miłość bliźniego ?
          Miej to w d..ie .
          Dobrze robisz !!!!

        • Serwetka pisze:

          Niełatwo iść pod prąd, ale „z prądem płyną same śmieci” 🙂

        • Pani E pisze:

          Kiedyś będę się z tego śmiała co piszesz, ale jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz bo teraz jest mi z tym wszystkim ciężko; ale wierze ze przyjdzie dzień, że stanę nad brzegiem i będę obserwować te „śmieci” płynące do „ścieków”…tam gdzie ich miejsce

      • Pani E pisze:

        Powiem ci coś jeszcze- ten gościu skończy ośmieszeniem tak jak doktor Hammer od Germanska Heilkunde, który uwaza ze rak to nie choroba i że nas trują, odbiorą mu prawo do wykonywania zawodu [tak, za zaszycie narzędzi chirurgicznych w brzuchu pacjenta nie odbierają, ale za „robienie wiatru” wokół farmacji już tak], albo będzie miał nieszczęśliwy wypadek tak jak dr Gerson lub porwą mu dzieci jak dr Maslansky…. tak to załatwiają „smutni panowie w czerni” jesli ktoś „wielkim tego świata” udowadnia to co ten doktor…..

        • BasiaB pisze:

          Kotus ,jesteś niesamowicie dzielna z tym całym swoim bagażem 🙂
          Powolutku…teraz wyrzucamy z siebie te stada,można by rzec hordy 🙂
          Popatrz ,a dopiero co robiłaś kuracje tabletkami ..a po ziołach …jaki efekt?
          Ja do tej pory nie mam żadnych pryszczy na zewnątrz ,ale wątroba mnie bollała okropnie .
          Bardzo mi dzisiaj pomogła ta ruta z witaminą C.
          W tej chwili najważniejsze jest zadbanie o siebie ,swoich bliskich i oczyszczenie się z tych podłączeń w postaci żywych transponderów ,które podbierały nam nasza świadomość .
          Po tym uwolnieniu uzyskamy większą jasność i odnowia się nam połączenia …te własciwe.

          Opracuje Wam i podam modlitwę na to .
          Natomiast Free już grzebie w książkach i swojej pamięci ,opracuje kolejny krok w leczeniu ziołami.
          Jeszcze potem będzie jeden i koniec.
          Na bieżąco smarować mieszanką balsamu peruwiańskiego i olejków te chore miejsca.
          Skóra po tej mieszance z amlą robi się jak balsam gładziutka.
          Do spryskiwaczy dodawajcie wodę utleniona ,olejek eukaliptusowy ,ocet ,wodę zwykłą i tak dezynfekujcie dom ,łóżko ,wszystko . Tak robię 🙂
          Od dawna stosowałam wodę z octem do spryskiwania domu ,robiła sobie te wszelkie kuracje p/pasożytnicze nalewkami z orzecha włoskiego ,może dlatego mnie tak nie opryszczyło?
          Ale…zobaczymy…dopiero stosuję 9 dni!

  11. jogmis pisze:

    Prawda to, że pyłek kwiatowy żuty lub połykany jest w 15% przyswajalny, a zalany woda i odstawiony na 3 godziny, jest w 95% przyswajalny przez organizm ?

  12. Jola pisze:

    Kochani, chciałabym Wam polecić pokrzywę, którą ja zrywam gołymi rękoma i piję, dzięki niej polepszył mi się wzrok na tyle,że nie noszę już okularów, a miałam minusy i jak twierdzą okuliści taka wada mnie może się sama naprawić ale tylko się pogłębia. Nic bardziej mylnego, Działajmy! Zioła + wiara w samouleczenie. Piję też codziennie rano siemię lniane, No i żyworódka, tak po prostu jem cały liść raz na kilka dni. Aha, i jeszcze mniszek lekarski zrywam we własnym ogródku lub gdy jestem na spacerze. Natura jest cudowna. Ciągnie mnie też do drzew, szczególnie do brzóz uwielbiam się przytulać. Wczoraj było tak ciepło że w południe chodziłam na bosaka w ogórku.Kiedyś się obawiałam kleszczy, a teraz nie ma we mnie strachu, jest wdzięczność do Gaii.Niestety mój synek nadal źle sypia, mam złe sny i mąż z nim śpi, a wczoraj też chodził ze mną na bosaka. Czy mogłabym poprosić o spojrzenie w aurę mojego synka? Czy mogę go jakoś dodatkowo wspomóc? Przed snem polecam go opiece SWCI, tworzę mentalne pierścienie ochronne wokół jego ciała i naszego domu.

  13. Jola pisze:

    Przepraszam za literówkę, chciałam napisać,że nie ja ale synek ma niespokojne sny.

    • Krysia B pisze:

      Jolu wałkujemy teraz temat pasożytów.To następny krok. Trzeba wyprosić nieproszonych gości. Poczytaj ostatnie artykuły „Obcy wewnątrz nas” …Basia tam podaje mieszankę ziołową.

  14. Jola pisze:

    Tak, może mieć owsiki albo glisty czy jeszcze coś innego,ale problem niespokojnego snu oznacza tu koszmary senne. Synek nawet nie chce powiedzieć co mu się śni,tak się boi. Potrafi płakać przez sen, uderzać nóżkami w wersalkę. Dzisiaj przed zaśnięciem mówił mi,że znowu złe myśli go nachodzą i boi się zasnąć. Niedawno w niedzielę nad ranem przyszedł do mojego łóżka wystraszony. Powiedział ,że miał okropny sen i że nie zamknie nawet oczu bo znowu to się przyśni. Przytulałam mówiłam,że jest bezpieczny ze mną,ale strach był silniejszy. Spytał się mnie czy może się już ubrać i pobawić bo nawet nie chciał leżeć w łóżku.

  15. Jola pisze:

    @ Krysiu, bardzo,bardzo dziękuję za pomoc. Łzy szczęścia popłynęły z wdzięczności za dar serca. Bezbronne dziecko jest łatwym łupem.

  16. Jola pisze:

    @ Basiu, przejrzałam maile.Są tam te artykuły,które są tutaj publikowane. Basiu,czy wysłałaś coś osobistego? Nic takiego w skrzynce nie odczytałam.

  17. BasiaB pisze:

    Dostałam teraz od …miłego,nieznanego mi Sławka :0
    http://www.sanat.tv/pl/index.html
    http://atlas-roslin.pl/
    Szczególnie przypadł mi do gustu – Atlas 🙂

    • veronika pisze:

      A mnie szczegolnie przypadl do gustu sanat 🙂
      tego szukalam, zeby moc swobodnie tlumaczyc ziola z polskiego na angielski i miec grawancje.

  18. tomasinoo pisze:

    Witam dziś obejrzałem to http://porozmawiajmy.tv/trzy-typy-ludzi-i-znaczenie-ekspozycji-na-swiatlo-dzienne-nikolaos-lazaridis/ i przejrzałem to https://pogoplug.com/s/e52sLDvHxJE/ Nowa koncepcja na żywienie oczywiście obala inne. Co wy na to 🙂 ?

  19. Daria pisze:

    Witam. Uważam, że każdy ma swoją drogę, każdy z nas jest inny i patrzy na to samo z innej perspektywy. Ale jesteśmy równi, wiec nie nam oceniać się wzajemnie nawet w odniesieniu do tego co jemy. U mnie idzie to powolutku, jem coraz mniej mięsa, ale jem. Nie chce robić szoku organizmowi i od tak go odstawić. Wole powolutku zgłębiać swoją wiedzę, duchowość i wiem, że z czasem zniknie mięso z mojego menu. Aktualnie nie jem wołowiny, miałam po niej koszmary. Widząc surowe zmielone mięso wieprzowe (jak robie mężowi) mam pewnego rodzaju dyskomfort, jakieś takie odczucie jakby to było ludzkie. Ale zjem na grilla kiełbasę czy karkowke. Odstawiłam gluten i ograniczam nabiał, wiec czuje, ze odstawienie mięsa teraz nie będzie dobre dla mnie. Nie kieruje się teraz czyimis doświadczeniami i słowami. Kieruje się sobą i tym co czuje. Tak samo z duchowością – nie jeżdżę na warsztaty, jakoś boje się manipulacji. Przez to pewnie cały proces idzie mi wolniej niż innym, ale wiem, że wielu rzeczy i tak nikt za mnie nie przepracuje. Serdecznie pozdrawiam wszystkich 🙂

    • BasiaB pisze:

      Wg mnie postępujesz jak najbardziej właściwie.
      Może wg Ciebie idzie Ci wolniej ,ale idzie uczciwie i dobrze, a taka droga jest bezcenna.

    • Marcin pisze:

      Ja jeździłem na różne warsztaty od lat i co? Teraz muszę się czyścić z tego całego nie obrażając nikogo – gówna. Lepiej zdobywać powoli samemu, niż szybko pójść w maliny 😀

      • BasiaB pisze:

        Marcin, bo to jest gówno, cały czas to ćwiczymy. Te wszystkie warsztaty odrodzenia duchowego sa jeszcze bardziej trudna pułapka do zidentyfikowania, niz zakusy KK i innych religijnych sekt, gdyz te bardzo łatwo rozszyfrować w przeciweństwie do gładkomówiących frazesy guru wszelkiej maści poczynając o złotych myśli Saint G. kończąc na awatarach Sai baby, a po drodze zaliczając jakieś aszramy z Viszwanandami i innymi Osho.
        Tak skończyła w bagnie moja przyjaciółka, o której wspomniałam kilka dni temu. Zaliczyła i Indie z sai Babą i aśramy, a KK udało mi się ja wyczyścić, ale reszta tak mocno się w nią wprogramowała, że całkowicie odpadła.

      • Daria pisze:

        Dobrze wiedzieć, dużo wokół słyszę, że jakie to warsztaty są super i jak się otwiera po nich. Ja nie stosuje specjalnych technik medytacji, robię to po swojemu, a najczęściej po prostu wchodzę w pole serca. Często mam bardzo energetyczne sny. Dwa razy byłam u koleżanki na sesji, bez pierwszej nie mogłam zacząć (przed każda próba wejścia w stan alfa coś mnie uderzało), dopiero po oczyszczeniu to zniknęło. Druga sesja to była nauka wejścia w pole serca. I na tym skończyłam. Teraz idę sama. Często się modlę, sama nie wiem do czego, ale się modlę. Najważniejsza osoba która mnie inspiruje to George Kavasilas, który mówi, że tylko przez serce zgłębiać trzeba wiedzę. Nie wiem jaki pogląd macie na jego osobę, ale ja nawet od tych nie do końca dobrych zawsze jakiś puzzel sobie wezmę 😉 ale już nie szukam; ciesze się ze tu trafiłam, bo przynajmniej wiem, że dobrze działam 😉

  20. Polka pisze:

    Daria. Jak najbardziej każdy z nas jest inny. Najlepiej czytać i słuchać siebie. Czego ja potrzebuję. Nie czujesz, że warsztaty rozwojowe są dla Ciebie nie jedź. Wszystko w swoim czasie. Ja mam tak samo. Zawsze kiedy pytałam siebie czy te albo inne warsztaty sa dla mnie czułam: nie. I tego się trzymam. Czytam, słucham siebie i podpowiedzi przychodzą. Patrzę na coś, inni się zachwycają, a ja wiem, że to nie dla mnie i tyle. Trzeba podążąć własną ścieżką, a dla każdego ona jest inna, bo inne cele chcemy zrealizować. Jedna moja córka nie je mięsa od ok. 10 roku życia, a druga w wieku 37 lat chce odejść od jedzenia mięsa no i ok. Nic na siłę. Ważne jest zwiększanie swojej świadomości. Tyle jest różnych ścieżek. Ja lubię tańczyć, ktoś inny mówi, że joga jest najlepsza. Mnie z jogą nie po drodze, ale jak ktoś chce ze mną potańczyć to zapraszam 🙂 Powodzenia na Twojej drodze.

    • Daria pisze:

      Ja uwielbiam tańczyć 🙂 jogę ćwicze po swojemu 🙂 po prostu ćwiczyłam tak jak czułam. Ja uważam, że wiedza jest w nas samych. Skończyłam zwykła szkole średnia, a teraz maluje obrazy, odnawiam meble, zaczęłam pisać książke. Kiedy siebie nie ograniczamy wiele można zrealizować 🙂 ciągle się uczę zrozumienia innych – nie oceniania. Nie lubię wyrzucać jedzenia, często mam światło w lodówce, ale wole to niż nadmiar, bo zawsze mi żal wyrzucić. Pracowałam w restauracji jakiś czas i tam prawie całe ryby szły do kosza jeśli ktoś nie zjadł 😦 ciężko się na takie coś patrzy 😦

      • Polka pisze:

        Wiedza jest w nas samych. To jest to. Kto umie słuchać siebie ten wie. Zadajesz pytania i dostajesz odpowiedzi ,a potem realizacja w swoim tempie.

  21. Polka pisze:

    Wklejam tu, bo artykuł jest o różnych produktach i manipulacjach żywnością .
    http://www.kuchnia-kuchnia.pl/pl20/teksty1024/jak_oszukac_konsumenta
    Przeczytajcie koniecznie, bo to się w głowie nie mieści.

    • Malgorzata pisze:

      Polko ja wiedziałam że jemy trucizny ale to co przeczytałam przyprawiło mnie o wstręt. Nie jestem przeciwnikiem gotowych dań dla dzieci, moje dzieci nie piją kupnych soków. Piją przefiltrowaną wodę z kranu, nasza „wsiowa”😊jest przyjemna w smaku. Koleżanka podpowiedziała mi, że produkty mleczne najbardziej naturalne na Bakoma, ale co z innymi produktami?

    • BasiaB. pisze:

      Zgadza się. Wczoraj była rozmowa o oleju kokosowym.
      W końcu udało się to sprawdzić energetycznie, oprócz wiadomości stricte z TCM.
      Nie – Polacy nie mogą stosować oleju kokosowego. Nam Polakom – szkodzi !

      • Wojwit pisze:

        A z pestek winogron?

      • Kobea pisze:

        Dzięki Basiu za tę informację.zawsze aż mną trzęsło, gdy czytałam o cudownych własnościach oleju kokosowego, jakoś skrajnie negatywnie odbierałam te rewelacje. Znaczy, jeszcze intuicja działa .

        • BasiaB. pisze:

          Mam to samo – kupiłam, tak długo stał aż się zepsuł, kupiłam drugi raz – stoi w spiżarni już pół roku-nietknięty 🙂 nawet do smarowania włosów i ciała – mierzi mnie, nie stosuję 🙂

  22. mineralek pisze:

    Basiu, to jaki olej mamy stosować?

    • BasiaB. pisze:

      Do wyciągów ziołowych stosuję olej z pestek winogron, winogrona rosną w Polsce.
      A do potraw to stosuję smalec i masło, nic poza tym.Smalec gęsi – polecam – zaczął się sezon na gęsinę.

  23. BasiaB. pisze:

    http://arturtopolski.pl/probiotyk-domowe-metody/
    Strona ma zablokowane kopiowanie materiału, więc nie mogę wkleić namiastki tego art. tutaj – szkoda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s